wtorek, 6 września 2016

Be Faboulus! Czyli - wskrzeszenie.

Pisałam Wam kilka dni temu o moim syndromie wypalenia.
Nie byłabym sobą, gdybym nie spróbowała naprawić swojego życia ;)

Pewnie osoby nie pracujące, bądź powracające do codzienności po dłuższej niedyspozycji, potwierdzą - to wcale nie takie łatwe.
Nie tak łatwo zwlec się z wyrka, coś zrobić, ogarnąć siebie, swoje gniazdko...
Po prostu wbija się do łba zwykłe "nie mam co robić"... albo wręcz przeciwnie: "muszę zrobić wszystko", gdzie po kilku dniach zauważasz, że nie masz czasu nawet... na prysznic.



I tu z ratunkiem przyszła mi aplikacja na Androida - Faboulus, motivate me!
Aplikacja jest darmowa, ale niestety po angielskiemu.
Ale jeśli choć troszkę kumacie ten język to zrozumiecie ;)



Domyślnie aplikacja codziennie wprowadza jeden drobny nawyk i pilnuje, abyśmy się go trzymali.
Ja jednak mam już jakieśtam swoje poranne nawyki, więc ubrałam je w sztywny plan. I mam zamiar się tego planu trzymać ;) A w ogóle drobne wyzwania mnie nie kręcą - ja muszę zmieniać życie o 180 stopni. Nie umiem tylko tak o 90 ;)

Pewnie na każdego wpłynie inaczej owe ustrojstwo... ale mi uświadomiło ważną rzecz:
marnuję mnóstwo czasu!
I to na niczym konkretnym.
A gdzieś, z nudów, ściągnę nową gierkę, albo wynajdę sobie nowe forum internetowe, które muszę przeczytać calutkie (jak to ja - zawsze od deski do deski).
Nagle około 14 następuje wielkie przebudzenie, że muszę posprzątać, wyprać, poprasować...
I z ozorem na wierzchu latam przez kilka godzin, aż w końcu okazuje się, że "nie miałam czasu" nawet zjeść śniadania.

Owa aplikacja pomaga zorganizować sobie dzień. Póki co uczę się nowej rytyny porannej.
I nie ma tu zapierniczania od rana z ozorem na wierzchu, raczej... sprawiedliwy podział czasowy.

I tak około godziny 13-14 (a wstałam po 10...) jestem już po:
ogarnianiu mieszkania
karmieniu kotów
telefonie do bliskich przy sączeniu kawusi
zrobieniu listy "must to do" na dzisiaj
zjedzeniu śniadanka
prysznicu
myciu ząbków
uczesana nawet!
herbatce (i moja ulubiona gierka w tle ;))
inspirowaniu się (wszystkie obserwowane blogi przejrzane)
czytaniu.

A teraz jeszcze piszę notencję ;)

Niby taki plan można sobie ustalić na "sucho", spisać na kartce i się trzymać.
Ale to nie to samo!
Aplikacja pilnuje ramów czasowych, żeby się nie zatracić. Albo którejś czynności nie olać.
Rzuca też fajnymi wyzwaniami i poradami. I w ogóle pokochałam to, jak miła pani mówi do mnie "Lucy, great job!", ach! Mile to łechce ego ;)))

No i te odhaczanie przy planie dnia!
Serio to motywuje :D

Póki co - polecam Wam serdecznie, bierzcie i ściągajcie to wszyscy. W końcu mam "czas dla siebie" w momencie, gdy nawet chałupa posprzątana :)

A w ogóle - chyba ustalę sobie limit sprzątania na pół godziny dziennie. Przy dobrej organizacji w dziesięć minut wstawiłam zmywarkę, odetkałam zlew, przetarłam kibelek, wytarłam kurze. W pół godziny zrewolucjonizuję mieszkanie :D

No nic, zmykam, bo kończy mi się limit czasowy na pisanie ;) A przede mną godzinka wyszywania! :D

Także tego... za kilka dni może napiszę Wam, jak się czuję po kilku dniach takiego "reżimu czasu dla siebie". Póki co jestem zrelaksowana i spokojna. Od wieków już nie miałam świadomych czterech godzin dla siebie, bliskich i domku <3

Post nie jest sponsorowany - dzielę się moim wielkim odkryciem  z nadzieją, że Wam też pomoże!

6 komentarzy:

  1. Dzięki Kochana!!
    Gosia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Proszę :)
      Bierz i korzystaj, warto :)

      Usuń
  2. Sciagnelam i juz sie zakochalam. :)

    Od jakiegos czasu uzywalam tzw. gratitude journals, ale byly do d..y, wiec za kazdym razem po tygodniu odinstalowywalam.

    A tu prosze, dziala! :p.. musze tylko uwazac, zeby sie nie wkrecic za bardzo, bo widze, ze mozna przedobrzyc.. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że nie tylko ja się zakochałam :D

      No cóż... Moja poranna "wiązanka" ma juz 5h... A jeszcze chcę tam zakupy wcisnąć ;p
      Może uda mi się zacząć wstawać około ósmej to wtedy jak znalazł ;)

      Miłego planowania dnia! :D

      Usuń
  3. Dobre spostrzezenie - wlasnie te pol godziny dziennie na dom wystarczy,zeby miec sensowna czystosc i porzadek. Ja ciagle powtarzam facetowi: a co Ty dzis zrobiles dla domu? Zawsze jest cos do zrobienia i warto zapobiegac sytuacjom, ze czlowiek spedza cala sobote probujac ogarnac to co zaniedbal. W przypadku faceta te pol godziny to w wiekszosci sprzatanie po samym sobie, bo przez 10 lat nie nauczylam go pewnych nawykow (pozdrawiam tesciow ;) ). Zaznaczam,ze nie jestem perfekcjonistka, nie mam chaty zawsze gotowej na gosci,ale jak maja przyjsc to nie ma paniki, bo nie ma az tak wiele do zrobienia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie jestem na etapie, kiedy stwierdzam, że pół godziny na raz to dla mnie za dużo ;) Zaś 3 x 10min to za mało. Chyba dorzucę jeszcze z 15 minut wieczorem.
      Taki podział fajnie robi na psychikę i na moje umęczone cielsko ;P
      Jakoś sprzątanie przez 45min to dla mnie zbyt duży hardkor. Odkurzę, umyję podłogę i już padam na cycki...
      A takie dzielenie daje mi pewien luz ;P
      No i mogę w ciągu pierwszej tury sprzątania wstawić zmywarkę czy pranie, a w trakcie kolejnej już to wyjąć z maszyny.
      Póki co system działa... ale jeszcze wprowadzam drobne poprawki.

      Może te 15 minut wieczorem będzie wspólne z Mężnym? Chwilka pracy, a będzie czyściej ;)

      Tak, robi się ze mnie pedantka ;P

      Usuń

Wysoce prawdopodobne, że nie opublikuję komentarzy, które:
- obrażają autorkę bądź czytelników bloga,
- zawierają tylko link,
- mają charakter religijny i nawołują do "nawrócenia",
- nakłaniają do alternatywnych metod leczenia.

Oczywiście od powyższej reguły są wyjątki!
Akceptujmy i darzmy tolerancją siebie nawzajem :)