sobota, 13 października 2018



Witamy nową, bolącą część ciała

Lubię poznawać nowe rzeczy. Uczyć się ich. Doznawać.
Jednak z tego lubienia wyłączony jest ból.

Umiem sobie już radzić z wątrobą, żołądkiem, zrostami po jajniku, miednicą, kręgosłupem, ramionami. No to od kilku tygodni miałam wstęp do "lewy bok w bliżej nieokreślonym miejscu". Pobolało i przestało. Wczoraj znowu pobolało, ale zamiast przestać, to w środku nocy eksplodowało i nie chce odpuścić.
Już nie wiem, co z tym zrobić, bo nie działa żadna strategia.

Od jakiegoś czasu mam na tyle małą dupkę, że mogę urządzać sobie kąpiele w brodziku. Nawet wątroba, która jest najtrudniejsza w opanowaniu, westchnęłaby z rozkoszą i odpuściła chociaż na godzinkę. A lewy bok co robi? Wzrusza tylko zakończeniami nerwowymi i rzecze: "W dupie to mam, napierdalać chcę to napierdalać będę!".

Ciężki żywot nosicielki raka... Przytulcie :(

wtorek, 9 października 2018



Karaluchy pod poduchy!

Gdy człowiek mieszka z rodzicami to mu się wydaje, że wszystko jest takie oczywiste. Łóżko, na przykład.

Jakiś czas temu z Czabajkiem postanowiliśmy przestać się kłócić o kołdrę. I kupiliśmy dwie osobne.
Polecam każdemu takie rozwiązanie: wierzcie mi, że noce bez awantur o to, kto tym razem zacharypcił nakrycie, jest warte tłumaczenia się przed ludźmi z tego, że tak, mamy dwie kołdry ;)
I tu historia mogła by się skończyć, ale nie ;p
Po pół roku męki z pościelą, która była w domu "na stanie" (większość jeszcze zabrana z domu rodziców :D) w końcu kupiliśmy sobie dwa TAKIE SAME i pasujące do siebie komplety poszew i poszewek. Czyli jedno ubranko dla łóżka było.
Może prześcieradło w kolorze mydlano-kawowym średnio pasowało do różowo-niebieskich poszewek, a każdy jasiek miał inny kolor, ale dało się żyć. Tylko zmiana pościeli wymagała nieco zachodu - rano zdjąć, wyprać, wysuszyć, wieczorem ubrać. Nie zawsze człowiek się z tym wyrobił i nie raz (i nie dwa... trzy też nie) spaliśmy pod gołymi kołderkami i na gołych podusiach. Już nie wspomnę o tym, jak ten komplet wygląda po pół roku ciągłej wachty ;)

Az nadszedł ten dzień. Dzisiaj!
Kupiliśmy komplet pościeli. Komplet. Idealnie do siebie pasujący.
Bordowo-szare poszwy, czerwono-szare poszewki na jaśki i, na okrasę, piękne, grafitowe prześcieradło.
I aż zachciało mi się płakać z radości, że w końcu, po czterech latach razem, po prawie roku spania pod dwoma kołderkami, mamy komplet. Idealny komplet. Wszystko w końcu do siebie pasuje.
Rzecz tak oczywista, a tak druzgocąco ciężka do wykonania.

No ale znowu mamy tylko jeden zestaw. Przy zdejmowaniu brudnej pościeli w poszwie padł zamek. Kierwa.
Ale teraz nie odpuszczę! Za miesiąc (lub dwa, zależy, kiedy w Lidlu tańszą pościel rzucą ;)) kupuję kolejny zestaw.
Koniec z praniem na akord i basta.

A teraz idę spać. W mojej nowej, slicznej i gustownej pościeli :)
Dobranoc! Doceńcie swoje łóżeczka :)

środa, 3 października 2018



Uuuch... Migawki z września.

Ostatnio brakuje mi samozaparcia do prowadzenia bloga. Wiecie, cały świat runął mi na łeb, a ja tylko niemrawo próbuję się wygrzebać spod gruzów.

W piątek byłam w Katowicach, chemii nie dostałam. Było to do przewidzenia, bo w oskrzelach siedziały mi małe świerszczyki i wygrywały serenady. Oddelegowali mnie na jutro.
Co (mało) zabawne, antybiotyk gówno dał i dalej cherlam jak stary gruźlik. A chemią już muszą mnie pizdnąć, bo przerwa od poprzedniej się niebezpiecznie rozciąga. Zobaczymy.

Czas na migawki z września  Mało ich, bo... Wiecie zresztą. Ale te troszkę Wam pokażę :)

Pogodziłam się z koralikami  Na chwilę ;) 

Wydziergałam sobie koronkową czapeczkę :) Nie, jeszcze nie wyłysiałam ;p

W drodze do Żywca. Uwielbiam widoki za oknem podczas podróży. W ogóle uwielbiam podróże naszą Anabellką :) 

Rozpiździaj w dużym pokoju, czyli... Stawiamy większe akwarium ;D
Muszę Wam powiedzieć, że Czabajek jest mistrzem odciągania uwagi. W dzień śmierci Taty przywiózł mi to bydle do domu. Wyhaczył je za 250zł, z szafką i pokrywą. 
Dla niewtajemniczonych - takie zestawy używane kosztują zwykle około tysiąca, nowe około czterech tysięcy. 
Myślałam, że takie okazje to tylko w Wojnach Garażowych ;) 
Baniaczek ma półtora metra długości i 450l pojemności. To daje bardzo dużo radosnych uśmiechów Lucynki ;) 
I zamiast siedzieć i płakać, płukałam piasek, myłam kamienie, łapałam rybki. 
Dobrze mieć takiego męża :) 

...który zawiesza się, gapiąc na puste jeszcze akwarium ;p

Na koniec - modelka! Ciemka w pełnej krasie :) 

No i to by było na tyle. Reszty września nie chcę pamiętać.