wtorek, 5 czerwca 2018



Poplątane przeznaczenie :)

Jak już wiecie, jestem rekodzielniczką z pasji, miłości i przeznaczenia. Była biżuteria, hafty... Później zaprzyjaźniłam się z szydelkiem.

Pierwszą moją myślą podczas szydełkowej przygody bylo: "W życiu nie będę robić maskotek!". Ale jakoś tak, pomiędzy serwetkami a łapaczami snów, poczyniłam zająca. Później drugiego. Później dwa koty...

Na chwilę obecną praktycznie nie odchodzę od szydełka. Zasypały mnie zamówienia na wszystko, co kudłate :)
A mi to pasuje, bo... Pokochałam to. Zwyczajnie!
Mogę nic nie robić, byle tylko mieć godzinkę na szydelkowanie :)





 Wniosek? Nigdy nie mów nigdy, bo... No właśnie :D

wtorek, 29 maja 2018



Bezradność zabija

Nienawidzę swojego ciała.
Nie chodzi mi o wygląd, otyłość, blizny czy inne kwestie zewnętrzne.
Nienawidzę tego, że nie mogę na nim polegać  bo buntuje się przeciwko mnie.
Ból atakuje znienacka, jak złośliwy kociak kłębek włóczki - tu pacnie łapą, tam ugryzie, tu szarpnie pazurami...


Chciałabym żyć normalnie, bez obawy, że nagle mogę oberwać skurczami w brzuchu, mdłościami, biegunką. Lub zwyczajnie zalać się potem, zupełnie bez przyczyny.
Wstawać rano bez oceniania, czy coś mnie boli, co boli i w jakim natężeniu. Czy dam radę wstać i iść do pracy.
Mam dość budzenia się dwie godziny przed wyjściem z domu tylko po to, aby zdążyć w razie czego łyknąć garść przeciwbólków. Żeby zdążyły zadziałać przed pracą.

I nie boli mnie tylko wątroba. W sumie, wątroba boli mnie bardzo rzadko.
Częściej wysiadają plecy. Albo rwą mnie szwy w bebechach. Albo nieokreślone bliżej skurcze w jelitach.

Dzisiaj wstałam, ale nie dałam rady zebrać się do pracy. Jutro lekarz. Kolejne trzydniowe L4.
Za dwa tygodnie tomografia. Kontrola.
Jak zawsze drżę z obawy, że pryśnie ta moja krucha, delikatna codzienność.
Bo może i nienawidzę swojego ciała, ale tak bardzo kocham udawać, że jestem zdrowa.
Udawać, że raka nie ma i nigdy nie było...
Tak fajnie jest po prostu żyć, jak miliony innych ludzi. Zdrowych ludzi.

piątek, 4 maja 2018



Myśl.

Mało ostatnio piszę, za to bardzo dużo myślę i dumam. Dochodzę też powoli do wniosku, że albo jestem zbyt naiwna, albo ludzkość zżerana jest robalem wzajemnego skurwysyństwa.

Zaczyna się niewinnie - papierek rzucony na ziemię, guma do żucia przyklejona pod stołem.
Rysunki na ścianach. Urwane oparcie z ławki.

Wchodzę ostatnio do windy. Ładną mamy windę, nową, nowoczesną. I co widzę?
Jakaś Weronika postanowiła podpisać się na lustrze. Kluczem? Scyzorykiem?

Powiedzcie mi: po co?
Jakieś zwierzęce instynkty każą ludziom zaznaczać teren dewastacją, czy co?

Naszej ulubionej ławce na skwerze urwano deskę z oparcia. I już nie jest ulubiona.
Reksio wbił sobie w łapę szkło z rozbitej butelki.
Malują szczyt bloku, bo ktoś strzelił koślawy podpis sprayem.
Świeżo zasiana trawa jest już cała zdeptana.

Jedni naciągają drugich. Kłamią, oszukują, okradają.
Dlaczego?

Jeszcze rozumiem chęć zysku. Bo ja dużo rozumiem.
Ale nigdy nie ogarnę prostej głupoty i braku wyobraźni.
Parkowanie na środku skrzyżowania na osiedlu. Wymuszanie pierwszeństwa.
Puszczanie psa luzem przy ulicy. Rozmawianie przez telefon przy przechodzeniu przez pasy. Albo za kierownicą.
Brak odblasków, gdy idziesz ciemną drogą.

Glupota otacza nas wszędzie. Pleni się i mnoży.

Może i jestem naiwna, ale mam za to wyobraźnię.
Marzę, aby każdy ją miał...


poniedziałek, 23 kwietnia 2018



Inne rzeczy

Lato wybuchło z całych sił.
Drzewa się zielenią, szemrzą na wietrze, trawa z nimi konkuruje w zawodach na najbardziej jaskrawy odcień zieleni. Forsycje przekwitły, tulipany rozkwitły.
Ja sobie żyję radośnie z dość intensywnym katarem... alergia, oczywiście, się nie poddaje.
Szydełkuję sobie, chlonę sobie słońce (i pyłki) i... Dobrze mi.
W tym kokoniku szczęścia nie ma miejsca na bloga. Musicie mi wybaczyć.
Mam w planach kilka wpisów, a nawet zebrałam wśród koleżanek materiały do notki o najbardziej irytujących zachowaniach klientów, tylko... Mi tak bardzo nie chce się siedzieć z telefonem w ręce, albo z palcami na klawiaturze!
Chce mi się biegać. I skakać. I śpiewać. I tańczyć!

A teraz spać. Jutro rano znowu do pracy ;)

Buziam Was mocno!
Pamiętam o Was. I Wy o mnie nie zapominajcie :)

środa, 4 kwietnia 2018



Tryb "opanować wątrobę"

Lubię jajka. Uwielbiam. Mogłabym żyć na samych jajkach, sałacie i truskawkach.
No ale moja wątroba nie uwielbia jajek.
Wielkanoc to dla niej okres próby. No i niestety, wczoraj na kolację zjadłam ostatnie dwa gwoździe do wątrobowej wytrzymałości - kanapki z jajkiem.
No i już w nocy spałam z termoforem.
Dzisiaj akcja ratunkowa!

Moi znajomi żyją w błędnym przekonaniu, że na ból zawsze łykam przeciwbólki. Oszczerstwo ;)
Przeciwbólowe to dla mnie ostatni bastion. Jak już nic nie działa to dopiero zaczynam grzebać w apteczce.

Pierwszym stopniem opanowania obrażonej wątroby jest... Dieta. Taki jeden, dwa dni, gdy mogę zapomnieć o kawie i czekoladzie ;)
Drugi stopień - Heparegen w dawce uderzeniowej i tabletki z karczochami.
Trzeci stopień - herbatka ziołowa o wdzięcznej nazwie "Leber" ;p Z Niemiec wysłała mi ją Gabrysia i, po serii prób, okazuje się, że ma na mnie zbawienny wpływ. I herbata, i Gabi ;p
Czwarty stopień - termofor i gorący prysznic.

Dopiero jak powyższa mieszanka nie daje rady (lub muszę iść do pracy) to sięgam po Pyralginę ;)

Co do pracy - wczoraj wróciłam na kasę po niemal dwutygodniowym urlopie. I, powiem Wam, widać, że ludzie wypoczęli podczas Świąt! Dawno nie widziałam aż tylu uśmiechniętych klientów na raz! Nikomu się nie śpieszyło, nikt nie marudził, nikt nie pyskował.
Tylko jedna czilatka wszczęła alarm - bo chłopak za nią w kolejce kupował sobie deskorolkę. A czilatka dała wszystkim w okolicy do zrozumienia, że ona też chce deskorolkę ;p
No... I jeden pan wszczął prawdziwy alarm. Zdjął taśmę zamykającą kasę. Chyba myślał, że ja tak dla hecy czekam na ochronę ;)
No i pół sklepu słyszało, że naruszono zamkniętą kasę ;p

Ale, ogólnie, fajnie było :)

Czymta się ciepło! :)