wtorek, 4 grudnia 2018



Koalucynka

Lena z Oz zamieniła mnie w koalę!


Wczoraj dotarła do mnie paczka aż z Australii. Mojej ukochanej, wymarzonej Australii!
Poczułam się przez chwilę, jakby papużki faliste świergotały za oknem, a przez ulicę przekicywał kangur. Inny świat normalnie..!
I jeszcze dostałam zapas HepaMerz od Maurycjuszki. Wątroba mi nie straszna przez najbliższy miesiąc :)

Uwielbiam paczuchy od Was. I wiem, że mam ogromne szczęście, posiadając wokół siebie tyłu miłych, wspaniałych, bezinteresownych ludzi. Chciałabym Was wszystkich przytulić i wybuziakować!
Rzeczywistość bywa tak cudownie cieplutka :)

czwartek, 29 listopada 2018



Moje miasto

Żory stały się ostatnio sławne!
Najpierw korupcja w drogówce, później sprzedajny polityk i protesty, a teraz pożar składu opon.
Nie można nawet okna otworzyć, bo łeb boli od samego oddychania tym smrodem.

Nie ma co, fajny mamy PR ;D

(tak, lepiej się już czuję, chyba widać? ;) 

wtorek, 27 listopada 2018



Tylko jeść, pić, spać...

Jestem zmęczona. Głównie swoim wiecznym zmęczeniem.
Nie mam siły podnieść zada i dojść do łazienki.
Tak sobie jeżdżę na chemie, czwartą, piątą, szóstą, a we mnie zostaje coraz mniej mnie.
Nie wiem, czym jest energia i siła. Nie pamiętam, na czym polegała determinacja.
Chcę tylko pić, jeść i spać. I mieć święty spokój.
A ból i tak nie odpuszcza.

poniedziałek, 12 listopada 2018



poniedziałek, 29 października 2018



Halloween!

Chyba rozumiem ideę Halloween. Dopiero teraz, gdy Tata zmarł 7 tygodni temu, ogarnęłam, o co w tym chodzi.
Nie o zabawę. Nie o przebrania.
O odwrócenie uwagi.
Gdy każde wspomnienie boli, gdy czasami tracisz rozum z tęsknoty, może warto ten jeden raz, zamiast płakać na samą myśl o Wszystkich Świętych, po prostu zapomnieć i się śmiać? Może warto, na dzień przed rozdrapywaniem ledwo zagojonych ran, zwyczajnie oderwać się od rzeczywistości, żeby dzień później mieć więcej siły i rozwagi?
Kupiliśmy cztery kilogramy cukierków. Jutro wyszydelkuję kilka ozdób na drzwi, a nawet wywieszę kartkę "Mamy cukierki!". Ubiorę swój gorset, założę koronkową kieckę w pajęczyny i będę częstować dzieciaki smakołykami z wazy pomalowanej w nietoperze.

Jako naród jesteśmy strasznie patetyczni. Zamknięci. I chyba uwielbiamy płakać.
A ja chcę się śmiać. I cieszyć. I już nie pamiętać o smutku.