niedziela, 30 kwietnia 2017



Jak dobrze, że mam dużą dupę... :)

Dobrze, że mam dużą dupę, bo mieszczą się w niej wszystkie oceny i opinie społeczeństwa.

Niedawna sytuacja:
W ciastoramie wybieram farby.
Ja - Nie, skarbie, jesteś za ciemna, nie pasujesz. Ooo... Ty jesteś śliczna! Ale błyszczysz, Krzyś by mnie ukatrupił spojrzeniem za chromowane ściany... A ty, złociutka, ty poczekasz, aż sypialnię będę robić. Nie wiem, do czego cię użyję, ale chcę cię w całej twojej zajebistości...
Znienacka nadchodzi pan z obsługi.
Pan - Ekhem, czy mogę pani w czymś pomóc...?
Ja - Nie, nie, dziękuję. Ja tylko rozmawiam z kolorami.
Kilka osób w alejce się obejrzało. Wszyscy mieli niesmak wypisany na twarzy. No i fajnie. Niesmak idealnie pasuje do mojej dupy (akurat miałam niewygodną lukę pomiędzy pogardą i niedowierzaniem).

Tak się reaguje na osoby takie jak ja. Nie jestem wariatką. Chyba... (jeszcze!)
Zwyczajnie nie lubię okowów przyzwoitości.
Nie rób tego, nie rób tamtego, bo przyjdzie brzydka pani i cię zje.
Przepraszam bardzo, ale to ja tu jestem brzydką panią od zjadania (szczególnie Cheetosów serowych, gwoli ścisłości).

Mało osób reaguje pozytywnie na uśmiech, na dozę szaleństwa w tych moich cudnych, zielonych oczętach (no co? Lubię swoje oczy! I będę je zachwalać, bo śliczne, skubane, są - czasami sama sobie ich zazdraszczam.)
No i jak teraz? Jak reagujesz na szczere powiedzenie, że coś u siebie lubię?
Jest już niesmak, czy może, jak ja, próbujesz zerwać się z łańcucha opinii publicznej?

Mówmy otwarcie. Przeżywajmy życie otwarcie.
Bądźmy otwarci, do diaska.
Życie jest za krótkie, aby się przejmować tym, co ktoś sobie pomyśli.
Życie jest za krótkie na strach i udawanie.

Płakać mi się chce, gdy snuję się pomiędzy półkami w marketach, gdzie NIKT się nie uśmiecha. Czasami dobiega do mnie śmiech dziecka gdzieś z oddali, ale w takiej sytuacji brzmi raczej złowieszczo. Jak z horroru.
A ludzie się snują, żywe trupy, pomiędzy alejkami.
Może wśród drzew by się uśmiechali?
Oj, chyba nie.
Ostatnio usłyszałam od babki "Wariatka!" gdy skomplementowałam kwiatki na gałązkach. Drzewo wydawało się zadowolone i docenione. No bo kto mi zabroni pogadać sobie z drzewem?
Kto się odważy mi CZEGOKOLWIEK zabronić?

Konwenanse i gra, zmiany masek na scenie życia.
Jakby tak trudno było być po prostu sobą.

* * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * *
SMS na numer 75 165 o treści: POMOC 6742
czyni mój świat lepszym :)
Udpostępnij:

23 komentarze:

  1. Ha ha jakie to prawdziwe, na mnie ludzie gapią się jak na ,,wariatkę" kiedy rozmawiam z psem na spacerze. To nie moja wina, že jestem zodiakalnym bliźniakiem I muszę gadać :-) a opinie wścibskich ludzi też mam głęboko w dupie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ach, odwykłam od spojrzeń ludzi, gdy się gada z psem na spacerze. Ostatnio znowu tego doświadczam, intensywnie ;)

      Usuń
  2. To niesamowicie urocze, tak sobie z kolorami porozmawiać. Muszę podkraść pomysł i też sobie pogawędzić, kiedy w IKEA wybierać będę karnisze oraz inne duperele:). Z kolorami też pogadam, a co, kto zabroni:))
    Duże doopsko w takich razach jest przydatne:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A kolory są bardzo rozmowne, spróbuj u koniecznie! Tylko uwaga na pomarańczowy, dość pyskaty jest ;)

      Usuń
  3. hmmm- jakbym czytala wpis o sobie! tez tak mam - tez dziwnie czasem ludzie się na mnie patrza, ale zawsze jednego nie potrafią zrozumieć- skad mam sile na ten uśmiech? Jak im zaczynam tlumaczyc, to nagle otwierają im się oczy i przyznają mi racje- zycie jest za krótkie i trzeba się cieszyc i radować każdym drobiazgiem i chwila, a te wlasnie im umykają w szaleństwie społecznych dziwnych, sztucznych " norm" nakazujących zachowanie się według sztywnych, ponurych standardow. Nie zmieniaj się!!! Nigdy!!!!!! ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To jest taki śmieszny myk - zawsze byłam lekko "niepoprawna". Wtedy ze mnie kpili i nikt nie słuchał argumentacji. Od kiedy jestem chora i mówię "żyjcie chwilą!" to nagle każdy mnie słucha i mówi, że mam rację :D

      Nie zmienię się. Jak już to tylko na jeszcze bardziej porąbaną ;)
      Pozdrawiam mocno :)

      Usuń
  4. No oczęta masz zaje...fajne to fakt :) ja tam sie do ludzi w marketoidzie szczerze bo... lubie lazic po sklepie nie dołuje mnie to i powiem Ci ze czasem też się do mnie uśmiechają wcale nie rzadko :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No powiem, że ostatnio jakoś tak lepiej z nastrojami. Ale i tak bywa kiepsko ;D

      Usuń
  5. Piekne masz oczeta, Lucy, faktycznie wyjatkowe :)

    Zawsze mnie szokowalo w Polsce,ze na usmiech ludzie sie strosza,albo patrza jak na wariatke... Ostanio ogladalam filmik ze slubu i wesela i tez mnie szokowalo,ze zamiast sie usmiechnac, pomachac do kamery (albo dyskretnie sie odwrocic jesli ktos nie czuje sie komfortowo przed kamera) to ludzie spogladali prosto w obiektyw z wyrazem nienawisci na twarzy, na zasadzie: czego sie k... gapisz?. Ale mysle,ze spoleczenstwo sie zmienia, jak ktos pozyl poza Polska to sie upewnil,ze takie patrzenie wilkiem nie jest normalne. Poza tym jest pare miejsc w Polsce gdzie ludzie sa otwarci i serdeczni, przypuszczam,ze to glownie Polacy kresowi przesiedleni masowo po II wojnie swiatowej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może w tym sęk, że moi dziadkowie byli przesiedlani. Mam korzenie otwartości, ha! :D

      Usuń
  6. Uśmiechnęłaś mnie tym wpisem :))
    Mam wrażenie, że w moim mieście nie jest już tak źle z uśmiechami; ludzie odwzajemniają a czasem nawet pierwsi częstują "bananem" Z drzewami,kwiatkami i przede wszystkim zwierzyną wszelką też gadam ;) Nie pomyślałam nawet nigdy, że to nienormalne. Z moim futrzakiem to już rozmowy na każdy temat prowadzimy-fajne to są rozmowy, bo mi nigdy nie przerywa, czasem tylko uśnie :p Z farbami akurat nie próbowałam, ale z burdelem w kuchni czasem negocjowałam, niestety bez skutku (sam się skubany nie wyniósł).
    Oczy masz rzeczywiście extra :) a i moje jasnoniebieskie bardzo lubię ;)
    Niech Ci tylko ta pogoda ducha z wiekiem nie minie, pozdrawiam :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z doświadczenia powiem, że z psem gada się lepiej niż z kotem. Pies nie zasypia w trakcie rozmowy xD

      Buziam :)))

      Usuń
  7. NIby jestem poważna - tak mnie odbierają, lecz tak naprawdę lubię się pośmiać. Chyba Cię rozumiem, ostatnio siedzimy z moimi córkami w kawiarence na pasażu marketu i nagle zaczynamy się śmiać głośno tak po prostu z galaretki która jemy, i cóż dookoła się dzieje - wszyscy przechodzący i siedzący ludzie patrzą na nas jak na ostatnie idiotki ( nie obrażając idiotów). Taki ten świat dziwnie nieprzychylny i raczej coraz gorszy, bynajmniej gorszy niż 30 lat temu w kwestii uśmiechu.
    Pozdrawiam słonecznie.
    D.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To ja pozdrawiam wietrznie ;)
      Trzydzieści lat temu to mnie jeszcze nie było na świecie. Nawet nie było mnie w planach xD

      Usuń
  8. Byłam kilka lat w Anglii gdzie ludzie uśmiechają się do siebie na ulicy i zagadują przy każdej okazji. Po powrocie do Polski ciężko mi się było przyzwyczaić na nowo do tego malkonenctwa. Pamiętam jak z przyzwyczajenia wychodząc z autobusu miejskiego uśmiechnęłam się do kierowcy mówiąc "dziękuję do widzenia!" Cały autobus łącznie z kierowcą spojrzał na mnie jakbym z choinki się urwała :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja byłam kilka lat temu w Pradze. I byłam zszokowana, gdy ludzie podchodzili na ulicy i po prostu zagadywali! Nawet kobietka rozdająca ulotki jak usłyszała, że nie jesteśmy z Czech to chciała pogadać :)
      Chyba właśnie wtedy dotarło do mnie, że ponuractwo nie płynie w moich żyłach, tylko jest wymuszone przez społeczeństwo.
      Ach, ten pamiętny 2009 rok ;)

      Usuń
  9. Lucynko, uwielbiam Cię ze wszystkich sił :) Nigdy nie pisałam, ale ostatnio przeczytałam u Ciebie, że "komentarze karmią blogera". To piszę :) Jesteś cudowna i dziękuję, że w tym kraju, gdzie nikt się nie chce wychylić masz czelność się uśmiechać i być bezczelnie wspaniała:) Tona buziaków :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ha! Dzisiaj jestem wyjątkowo nakarmiona, aż ciepło mi na serduszku :)
      Dzięki za miłe słowa!
      Dwie tony buziaków! :D

      Usuń
  10. Rozmawiam z wieloma rzeczami, roślinami, zwierzętami. Dziwne byłoby dla mnie nierobienie tego :)

    OdpowiedzUsuń
  11. OJ tyle prawdy napisalas Lucynko w kilku zdaniach:) ♥
    Ja jak sie usmiecham do ludzi to czesto czuje sie jak jaks debilka;) dlatego nie szukam u innych odwzajemnienia mojego usmiechu (w doopie to mam) wazne, ze moja micha jest zadowolona(czasem)i nikt mi tego nie odbierze.
    Lubie tez przytulac sie do drzew, gadac do ptakow podczas dokarmiania i inne wyprwaiac dziwactwa. Za dziecka slyszalam czesto oto takie pouczenia :
    "nie rob tego"- "tak nie wypada"- "pamietaj tylko nie wyskakuj nalgle z czyms glupim przy ludziach" ...itp. Dlugie lata potem chodzilam lekko stlamszona, ale teraz na szczescie doszlam do siebie i juz mam po kokartke co kto o mnie pomysli, tym bardziej obcy mi ludzie ;-)

    prawdziwa wariatka ze mnie ! tzn. staram sie ..
    Troll :***

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Za dzieciaka mi nauczycielki często mówiły, że "tak się nie robi". Rodzice też kiedyś się przejmowali tym, co ludzie powiedzą ;) Później przyszła jakaś mega zmiana (odkąd pojawił się piechol w domu :D) i nagle wszyscy mają dość mocno wyjeboosiane na opinie innych :)

      Fajnie, że jest nas sporo, takich "wariatów". Jest nadzieja, że za kilka lat normą będzie uśmiech na ulicy :)

      Tulam mocno, Trollusiu :*

      Usuń
  12. Widać przynudzam strasznie, bo mój futrzak to pies -jeszcze całkiem młody (tzn on myśli że jest człowiekiem, a ja nie mam sumienia żeby go uświadamiać,że tak nie jest) a jednak usypia czasem :p

    OdpowiedzUsuń

Wysoce prawdopodobne, że nie opublikuję komentarzy, które:
- obrażają autorkę bądź czytelników bloga,
- zawierają tylko link,
- mają charakter religijny i nawołują do "nawrócenia",
- nakłaniają do alternatywnych metod leczenia.

Oczywiście od powyższej reguły są wyjątki!
Akceptujmy i darzmy tolerancją siebie nawzajem :)