Trudne decyzje

Istnieją takie decyzje, których człowiek bardzo nie chce podejmować. Takie, które będą nieodwracalne. I będą wracać do końca życia.



Musimy uśpić Reksia. Musimy, bo już wysiadły mu zwieracze, od ponad miesiąca załatwia się w domu. Ma sparaliżowany tylny napęd. Nawet na wózku już nie umie chodzić, bo przednie łapy są za słabe, aby udźwignąć cały ciężar ciała. Widzę, że wieczorami wszystko go boli, kilka razy wystartował do mnie z zębami, gdy próbowałam go po prostu pogłaskać. Boli, że nie umiem pomóc swojemu najlepszemu przyjacielowi. Boli, że muszę pozwolić go zabić. Zastanawiam się, co jeszcze mogłabym zrobić, jak go ozdrowić. Jak sprawić, żeby wrócił biegający za patykami pies, który zawsze był przeszczęśliwy.
I jeszcze gdyby nie te przebłyski radości w jego oczach. Gdyby nie to, że raz czy dwa razy w tygodniu jest pełen energii i szczęścia. Gdyby nie jego spojrzenie, tak cholernie pełne miłości i zaufania. Gdyby nie to... Byłoby prościej.

A nie jest. Kurwa. Nie jest.

Siedzę, ryczę jak bóbr, chociaż on jeszcze jest ze mną. Boję się wieczoru, kiedy jego już nie będzie. Kiedy stanie się tylko wspomnieniem. Wspomnieniem najlepszego przyjaciela, jakiego kiedykolwiek miałam.
Share:

1 komentarz:

  1. Bardzo Ci współczuję Lucynko! Miesiąc ledwo minął, jak musiałam podjąć podobną decyzję, i moja Toffi po dwunastu wspólnych latach odeszła. Nadal boli, miałam nadzieję, że odejdzie ze starości, ale niestety trzeba było pomóc. Trzymaj się jakoś.

    OdpowiedzUsuń

Wysoce prawdopodobne, że nie opublikuję komentarzy, które:
- obrażają autorkę bądź czytelników bloga,
- zawierają tylko link,
- mają charakter religijny i nawołują do "nawrócenia",
- nakłaniają do alternatywnych metod leczenia.

Oczywiście od powyższej reguły są wyjątki!
Akceptujmy i darzmy tolerancją siebie nawzajem :)