sobota, 22 kwietnia 2017

O słoniu, który uczy się latać - I - schudnij!

Kilka dni temu na FB wrzuciłam swoje zdjęcie w starych spodniach. Zaraz wrzucę je i tutaj, ale najpierw kilka faktów.

Schudłam ponad 30kg. Brzmi imponująco, nieprawdaż?
Ciekawa jestem, o ile zmienicie zdanie po przeczytaniu tego wpisu ;)
Dzisiaj będzie wstęp do całego procesu odchudzania. Bo to jest proces. Nie da się schudnąć szybko i skutecznie, a do tego przyjemnie. Kiedyś wymyśliłam taki schemat:
SZYBKO i SKUTECZNIE nie będzie PRZYJEMNIE
SZYBKO i PRZYJEMNIE nie będzie SKUTECZNIE
PRZYJEMNIE i SKUTECZNIE nie będzie SZYBKO

Od Was zależy, jaką drogę wybieracie.

Decyzję o odchudzaniu podjęłam w styczniu 2016 roku. Daje to jakieś 2kg na miesiąc. Powoli, ale nawet nie czuję, że jestem na diecie ;)

Na początek mam dla Was zadanie. Przez tydzień zapisujcie, co jecie. Obok tego, co jecie napiszcie, jak jecie - w pośpiechu, w poczuciu winy, w złości, czy może po prostu jecie? Może z przyjemnością?
Koniecznie też piszcie, jak się czujecie po posiłku.

Z moich obserwacji wynika, że poczucie winy niweczy wszelakie próby schudnięcia.
To takie "ale", które neguje wszystko, co pojawiło się przed przecinkiem.

Prawda objawiona numer jeden:
Wszyscy muszą jeść!

Nie możesz się obwiniać o kostkę czekolady. Czy nawet tabliczkę czekolady.
No co? Stało się. Wyciągnij wnioski, podciągnij spodnie i biegnij dalej.
Jeżeli często Ci się zdarzają takie wpadki to... rozważ kwestię tego, czy na pewno chcesz schudnąć. Brzmi trochę jak profanacja, jednak każdy słonik czy hipcio wie, że bycie grubym ma swoje plusy. Np. zwykle jesteśmy pozytywnie odbierani w społeczeństwie, grubaska każdy lubi, bo niby jesteśmy zabawni i sympatyczni.
Może zwyczajnie to lubisz, a decyzja o zbiciu wagi jest pochodną opinii społeczeństwa?

Decyzja musi być tylko i wyłącznie Twoja. Inaczej nie ma sensu nawet zaczynać.

Prawda objawiona numer dwa:
Odchudzanie polega na jedzeniu, nie głodowaniu!

Dobrze czytacie. Stosując głodówkę wysyłasz ciału wiadomość: "Mamy głód, kiepsko z żarciem, trzeba magazynować". Jedząc mniej niż 2000 kcal dziennie sam sobie zakładasz pętlę na szyję.
Podobną bzdurą jest omijanie kolacji, czy jedzenie 5 posiłków na dzień.
Ciężko banana czy pomarańczę nazwać posiłkiem ;)
Umówmy się: mamy trzy posiłki i w pizduuu przegryzek.
Idealne jest szamanie co trzy godziny.
Śniadanie do godziny po obudzeniu, kolacja na godzinę lub dwie przed zaśnięciem.

I tak, jak wstaję o ósmej rano to mam taki rozkład:
8:00 śniadanie
11:00 drugie śniadanie
14:00 przekąska
17:00 obiad
20:00 kolacja
23:00 szamunek nasenny

Chodzę spać o północy (zwykle). Co ma na celu ten szamunek? Żeby nie wstać z zasuszonym żołądkiem ;)

Idealnie byłoby zamienić przekąskę z obiadem, ale niestety chłop mi późno z pracy wraca, a ja wolę jeść razem z nim ;)
Prawdziwymi posiłkami tutaj są, uwaga uwaga, śniadanie, drugie śniadanie i obiad.

Na śniadanie mamy coś rozkurczającego żołądek. Dajmy na to owsianka z owocami.

Drugie śniadanie to kanapka. Albo sałatka owocowa.

Przekąska to zwykle owoc, aby odzyskać trochę energii przed wieczorem.

Obiad to obiad ;)

Kolacja. Ciężki temat ;) Najlepsza jest sałatka warzywna. Albo surówka. W sezonie potrafię opierniczyć wielką michę sałaty z jogurtem. Albo pół ugotowanego kalafiora. Ogólnie stawiamy tu na warzywa.

Szamunek to plaster twarogu, serek wiejski, jogurt naturalny, szklanka kefiru bądź maślanki.

No i o co chodzi z tym ciągłym jedzeniem?

Chodzi o to, aby nie czuć głodu.
Głód naszym wrogiem jest!

Początkowo trzeba się pilnować, żeby się nie nażerać, nie napychać, nie objadać. Ciężko mi powiedzieć, ile masz jeść, bo to kwestia indywidualna. Sam musisz ustalać sobie limity i je zmieniać wraz ze spadającą wagą.

Trzydzieści kilogramów temu moje śniadanie było pół litrem gęstej owsianki. Dzisiaj to szklanka owsianki dosyć luźnej.
Wtedy na drugie zżerałam trzy kanapki, teraz jedną.

Taki tryb jedzenia ma jeszcze jedną zaletę - nie czujesz osłabienia. Wręcz przeciwnie!
Energia człowieka rozpiera, do tego nie odczuwa ciężkości typowej dla przejedzenia.

Zostawiam Was w tym miejscu. Macie czas na przeanalizowanie, ile na prawdę jecie, kiedy jecie i DLACZEGO jecie.
Wbrew pozorom szamanie ma zwykle podłoże emocjonalne.
Po jedzeniu czujemy się szczęśliwsi.

Odchudzanie polega na znalezieniu szczęścia w czymś innym, niż jedzenie!

W następnej części napiszę Wam o trickach, które skutecznie stosuję od dłuższego czasu. Coś w stylu "jak odchudzić jedzonko bez uszczerbku na smaku" ;)

Ach, obiecane zdjęcie!


Proszę. Lucyniasta w jednej nogawce swoich starych spodni.
Ktoś jeszcze we mnie wątpi? :)

PS. Kolejna część tu :)

* * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * *
SMS na numer 75 165 o treści: POMOC 6742
czyni mój świat lepszym :)

10 komentarzy:

  1. Mi sie pieknie schudlo metoda Montignac, ale nie bawilam sie w fazy, wybieralam z forow najprostsze potrawy. A dlatego wybralam ta diete bo wiedzialam,ze nie bede glodowac, wole jakis trick :) No i trick jest - jak najmniej przetworzone i z niskim indeksem glikemicznym,zeby nie powodowac skokow cukru we krwi (wiekszosc potraw paleo tez tak ma)i tym samym uspokoic napady glodu i obnizyc mgazynowanie sadelka. Przygladam sie teraz dietom paleo, bo one najczesciej maja nieprzetworzone jedzonko.
    Wracajac do diety Lucy - ja tu widze zorganizowanie i metodyczne podejscie. Ja tak nie umim, nie wiem jak kiedys wskoczylam w taka faze cwiczen i super odzywiania :D Mam nadal dobre nawyki,ale mam tez faceta ktory mnie przeciaga na ciemna strone mocy :D Ciezko jest :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To ja kiedyś na Dukanie nawet 36kg schudłam :D
      Będzie notka o sposobach organizacji żarcia, może to Cię zmotywuje ;>

      Usuń
  2. Tak dla reporterskiego porządku. Ten ostatni posiłek przed snem ma swoją tradycyjną staropolską nazwę - podkurek :-) Już dawno temu wiedzieli, co dobre;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, właśnie. Wiedziałam, że ma to coś wspólnego z hobbitem ;)

      Usuń
  3. Zgadzam sie w 100% :)))) kiedys przeczytalam w jakiejs prasie taki bardzo naukowy artykul, jaki tutaj opisujesz Lucynko;), iz ludzki organizm zapamietuje w neuronach informacje, ktore docieraja do mozgu w jaki sposob dostarczamy pokarm w jakich godzinach, ilosciach i co pakujemy w siebie.

    I tak jezeli jakis posilek zostaje regularnie omijany, to automatycznie wlacza sie tzw. tryb obronny i nastepny posilek to juz londuje prosto do tkanki tluszczowej, na zapas. Takim oto prostym mykiem trikiem tyjemy, Naszego organizmu nie da sie oszukac ;)

    Ja sama dlugo szukalam sposobu na zgubienie zbendej nadwagi, wazac ok. 70 kg powinnnam wazyc przy moim wzroscie ok.60 (takze mialm dyszke zbednego tluszczu do stopienia)
    Pierwsza moja glupota bylo nie jedzenie kolacji, czyli w sumie jadlam dwa posilki dzinnie, do tego mocno syte, druga moja glupota (a glupota nie boli) to bylo spozywanie slodyczy i ciastek przemyslowych naladowanych chemikaliami, koneserwantami i slodzikami, ktore nawet nie byly cukrami tylko jakims sztucznym hkujostwem.(teraz pieke, cos od czasu do czasu)
    Nastepna Glupota przez duze G ! byly rozne sosy do makaronu/ ryzu na kolacje jak nie jadlam obiadu yyyy..oraz smietana, duzo! desery udajace zdrowy nabial, czyli jogurtowo-owocowe swinstwa tfu..!( Glupia )

    Tez jest prawda, ze do schudniecia daje nam przyzwolenie nasz mozg, nasze mysli emocjonalne, a nie same tylko checi i postanowienia.
    hm.. trudno to wytlumaczyc, ale u mnie tak wlasnie bylo, nie chcialm tak naprawde schudnac i upodobnic sie do szkieletora (przepraszam z gory jezeli kogos szczuplego urazilam ) sama taz dawno temu bylam bardzo szczuplutka i wiem dobrze jak to jest przejefane, jak jakies GRUBAS czepia sie zgrabnego nad wyraz cialka.
    Ale teraz mam takie przyzwolenie z gory i moge chudnac. A zaczelo sie tak:
    jak zaczelam tyc, to zaczelo sie od oponki brzusznej po przez uda, ramiona, cycki, dupa, nawet rozmiar stopy sie zwiekszyl o numerek. I tak sobie blogo tylam. Lazilam po sklepach i szukalam wiekszych rozmiarow takich oversize, zeby przykryc to czego nie chialam widziec i bylo oki, az do dnia kiedy w lustrze ujrzalam swoja?!)gebe jak ksiezyc w pelni ! to mnie naprawde lekko otrzezwilo jak kubel zimnej wody na ryj. (pewnie to wtedy jakis trybik zaskoczyl w moim mozgu, ze pozwolilam sobie wreszcie samej-sobie na schudniecie.

    Dzisiaj jem czesto, regularnie mniejsze porcje, praktycznie wszystko, bez wiekszych swinstw, oczywiscie:) kroluja owoce i warzywa, i tak jak ty Lucynko lubie przed spaniem zjesc jakis jogurt Naturalny, ktory notabene lagadzi moja zgage(refluks raczej). Nigdy nie przepadalam za wedlinami, a mieso mnie lekko odrzuca (juz od dwana), jak widze te tackowe porcje posiekanego miecha. Wole zjesc kurczaka z grila raz na trzy tygodnie lub cos extra upichcone, a i czasem hamburgr sie trafi lub pizza !(ale z umiarm)

    ps. Waga leci pomalutku w dol, i dobrze;) tylko teraz wygladam dosc komicznie bo nogi juz szczuple, a brzuch wystaje jak jakis stary niemiec po piwie.
    Buziaki i gratulacje:)
    Troll

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. <3
      O trickach typu "mleko zamiast śmietany" i "cukier lepszy od aspartanu" będzie notka, grunt to trzymanie się natury ;)
      U mnie tez jest etap "wszystko fajne, tylko po co ci drugi tyłek na brzuchu?". Jeszcze niedawno operacja byla, brzuszek dalej napuchnięty. Ale żołądek i wątroba plaściutkie. I nozki, mam znowu zarąbiste nóżki.

      Mi też stopy urosly, gdy przytylam. A teraz znowu moge nosic stare buty, nawet na lydce sie dopinaja. A przede mna jeszcze minimum 20kg ;)

      Buziam mocno :* Powoli znaczy skutecznie! :D

      Usuń
  4. Lucynko,pisz jeszcze o odchudzaniu,motywacji ..plisss:)
    Lubię takie "porady" :)
    pozdrawiam Serdecznie
    Ninka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zamierzam :D w piątek kolejna część cyklu, zapraszam :)

      Usuń

Wysoce prawdopodobne, że nie opublikuję komentarzy, które:
- obrażają autorkę bądź czytelników bloga,
- zawierają tylko link,
- mają charakter religijny i nawołują do "nawrócenia",
- nakłaniają do alternatywnych metod leczenia.

Oczywiście od powyższej reguły są wyjątki!
Akceptujmy i darzmy tolerancją siebie nawzajem :)