środa, 25 listopada 2015



Fantasmagoria!


Pisałam Wam, jak zajefajne mam towarzyszki na sali.
Dzisiaj pękła bańka mydlana.
Wszystkie są na psychotropach. Poza mną.
Dobrze to o mnie świadczy. Czy może źle?
Czy na prawdę tak ciężko jest przeżyć raka bez psychicznych dopalaczy?

Wsysam książki stadnie. Bo port boli i nie daje nawet pomachac za dużo łapami.
Szukam nowej ofiary do wyssania z niej literek, muahaha! ]:->
(Coraz bliżej nowy tom przygód Mordimera Madderdina! Nie mogę się doczekać!)

Udpostępnij:

13 komentarzy:

  1. kiedyś też doznałam takiego olsnienia
    mam przyjaiółkę, choruje dokładnie na to samo,przyjechała z daleka do mnie, szczęśliwa, wesoła, happy happy, no szlga mnie trafiał, a ona w końcu rzecze - a ja proszki biorę!

    OdpowiedzUsuń
  2. No dobra, są, bo są. Czy to coś zmienia w ich 'zajebistości'? Ujmuje im w Twojej ocenie? Jeśli tak, to dlaczego?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Raczej idzie w drugą stronę. Czuję się jeszcze bardziej wyalienowana...

      Usuń
    2. No ale dlaczego? Są chore, potrzebują pomocy, idą po nią, dostają leki. Widać nie jesteś tak chora jak one - tylko się cieszyć. Chyba, że deprecjonujesz fakt istnienia takiej choroby jak 'depresja', ew. uważasz osoby, które miały śmiałość, przyznały się do choroby i poszły po pomoc, za słabsze.

      Usuń
    3. Nie uznaje leków za najlepszy pomysł w walce z samym sobą.
      Nie uważam ich za dobre wyjście z jakiejkolwiek sytuacji.
      Nie popieram żadnej substancji, która znieksztalca postrzeganie rzeczywistosci.

      A tu psychotropami dzielą jak słodyczami...

      Usuń
    4. Tylko to nie jest walka z samym sobą, tylko chorobą. Uważasz osoby chore na depresję za zdrowe?

      Usuń
    5. Owszem, uważam. Ale sądzę, że ludzie zbyt ochoczo chwytają się leków.
      Sama przeszłam przez samo dno rozpaczy i rezygnacji, ale spróbowałam wszystkiego, aby się wygrzebac. I się udało.
      A tu psychotropy dają gdy tylko ktoś wspomni, że ma doła.
      W żaden sposób nie dyskfalifikuje depresji z listy chorób, ale... Czasami da się inaczej.
      Mam nadzieję, że rozumiesz o co mi chodzi :)

      Usuń
    6. Rozumiem, w sensie: po co komu leki, jeśli jeszcze tego nie potrzebuję. Nie rozumiem w sensie: nie siedzisz w ich głowie, nie wiesz, jakiego dna sięgnęły. No i jeszcze: nie każdy musi się znaleźć zupełnie, ale to zupełnie na dnie, żeby sięgać po pomoc. I nie jest to oznaka słabości. Walka z samym rakiem to przecież wielki wysiłek, jeśli chociaż z psychika można sobie choć trochę pomóc - czemu nie skorzystać?
      A 'bulwersik' mój jest na takiej zasadzie, że często słychać "ja miałam gorzej, ja wytrzymałam, ja to, ja tamto - i nie korzystałam, a inni korzystają, pewnie są słabi, za szybko poszli po tabletki, jakby tylko nad sobą popracowali, to by sami sobie dali radę". Porada o kant tyłka roztrzaść, bo tak jak Tobie nikt nie mówi: jakbyś chciała, to byś sama się raka pozbyła, tak nikt nie powinien negować sensu leczenia antydepresantami osoby, która tych leków nie bierze z powietrza, tylko przepisuje je lekarz - chyba wie, co robi?

      Usuń
    7. Wiem o co Ci chodzi, tylko ja nie w tym sensie pisałam.
      Bardziej chodzi o statystykę - na siedem osób, które przewinely się przez sale tylko ja nic nie lykam.
      I nie wierze, ze wszystkie z nich tych leków potrzebują.
      Czarna magia.

      Usuń
    8. Gdyż jesteś zajebiaszcza i już, no! :P

      Usuń
    9. Niii... Ja tylko uciekam szybciej niż oddzialowy psycholog mnie goni :D

      Usuń
    10. Za mało Cię lekami futrują :P

      Usuń

Wysoce prawdopodobne, że nie opublikuję komentarzy, które:
- obrażają autorkę bądź czytelników bloga,
- zawierają tylko link,
- mają charakter religijny i nawołują do "nawrócenia",
- nakłaniają do alternatywnych metod leczenia.

Oczywiście od powyższej reguły są wyjątki!
Akceptujmy i darzmy tolerancją siebie nawzajem :)