środa, 8 października 2014



O tym, jak wszyscy kochają ZUS

No, młoda ze mnie dupa. Lat 26 na karku, pracować zaczęłam późno, bo uczyć mi się zachciało. To teraz mam efekty. Niebawem minie pół roku, jak siedzę na L4, no i czas... L4 kończyć.
I logika właśnie zaczyna fikołkować i koziołkować, bo mi przeca do wyzdrowienia to jeszcze kawałek czasu brakuje. Tak jakby z pół roku, patrząc na to pozytywnie. Nie wliczając ewentualnej operacji, ponownej chemii, naświetlań...


W związku z tym po raz kolejny muszę naszemu drogiemu Zakładowi Ubezpieczeń Społecznych udowadniać, że nie jestem różowym jednorożcem.
 Od kilku tygodni kompletuję dokumenty do jakiś dziwnych świadczeń rehabilitacyjnych. Jeden lekarz nie chciał uzupełnić druczku, bo "za mało wie o leczeniu", druga lekarka była bardzo chętna, ale sprzątnęła mi się na staż, trzecia stwierdziła, że nie ma problemu, a i tak zajęło jej to pięć dni. Oczywiście gotowe oświadczenie siedziało sobie w szpitalu w sekretariacie, Ojciecowaty pojechał zielonym, prężnym rumakiem odebrać papiurek... A panie z sekretariatu nie wydały papierka, bo, OCZYWIŚĆIE, "pan nie ma upoważnienia!". Biedna Matkowata musiała dzień później rumakiem stadnym i nie tak prężnym gnać do Katowic odebrać bezcenny papiur. Odebrała. Ale za to dzisiaj oglądam ciąg dalszy tej papieriady i witki mi opadają na samą ziemię. Odwiedzę sobie jeszcze zakład pracy (i powkurwiam się na to, jak nowi za cholerę nie potrafią zwięźle i uprzejmie polecić kawy, no jak tak można...), poskubię troszkę moje liniejące włoski nad papierkiem skierowanym do "ubezpieczonego", a następnie pognam na pocztę wysłać wszystko jak najszybciej. Bo dwa tygodnie temu już miało być w ZUSie. Nie przewidywałam tylko, że załatwienie tej papieriady zajmie aż tyle czasu...
Ale skąd wstęp, że ja niby piękna i młoda i pracować mi się nie chciało? Stąd, że nawet świadczenie rehabilitacyjne jest ograniczone czasowo. A ja nie mam pięciu lat pracy i.... nie dostanę renty chorobowej. Nawet jak będę zdychać z pyskiem w pustej misce - nie dostanę. Tak, jakbym dla społeczeństwa była jednostką wybrakowaną, bo zachorowałam przed osiągnięciem 28. roku życia...
Przykre, nieprawdaż?
A w ogóle to już się cieszę na myśl o wysyłaniu kolejnego L4 do ZUSu. Kocham papierki, kochaaaaam!

A w ogóle to kołaczyk zagryziony ogórkiem kiszonym i popity mlekiem to ambrozja dla skacowanego chemią podniebienia ;)

* * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * *
SMS na numer 75 165 o treści: POMOC 6742
czyni mój świat lepszym :)
Udpostępnij:
Etykiety:

0 komentarzy:

Prześlij komentarz

Wysoce prawdopodobne, że nie opublikuję komentarzy, które:
- obrażają autorkę bądź czytelników bloga,
- zawierają tylko link,
- mają charakter religijny i nawołują do "nawrócenia",
- nakłaniają do alternatywnych metod leczenia.

Oczywiście od powyższej reguły są wyjątki!
Akceptujmy i darzmy tolerancją siebie nawzajem :)