Miała być notka z dużą ilością zdjęć...
,,,ale Blogger powiedział NIE.
No to macie zdjęcie przedwczoraj ukończonego haftu ;)
Jakość zdjęcia straszna, no ale mówi się trudno ;)
Ciekawostka - zaczęłam go wyszywać 22 lipca 20...12 roku.
Bite cztery lata.
Ale warto było :)
No, a notka o supełkach na podłodze będzie jutro. O ile Blogger zezwoli o.O
środa, 14 września 2016
czwartek, 8 września 2016
Budzikom śmierć!
Mój plan powrotu do świetności można o kant dupy roztrzaść. Podobnież jak budzik.
One nie działają. Nic nie działa. Nic nie jest w stanie obudzić mnie przed dziesiątą.
Próbowałam upierdliwych dzwonków.
Próbowałam "inteligentnego" budzenia według fazy snu.
Nawet filtr światła niebieskiego w komórce sobie zainstalowałam.
I staram się włazić do wyra przed północą.
I sypialnię wietrzę.
I NIC!
Moja faza śpiocha ma się w najlepsze i nawet wiercenie o ósmej rano nie wytrąci mnie ze słodkiej krainy nicnieróbstwa.
Serio!
Moją solenną obietnicę poprawy można wsadzić do tego budzika (przed jego roztrzaskaniem).
Chyba zacznę szukać jakiegoś hipnotyzera...
Nie będę łykać tabletków! Nie i basta!
A w ogóle to zarejestrowałam się do onkologa na kontrolę. Argh.
Nie podoba mi się wracanie do zaraczonej rzeczywistości...
Jeszcze miesiąc luzu, a potem znowu tomografie, rezonasy i inne szmery bajery.
A tak mi było dobrze <3
Dostaliśmy zdjęcia ślubne. Możecie spodziewać się notki. Wkrótce.
Nie obiecuję, bo nie wiem, ile zajmie mi jej sklecenie... Jest o czym pisać ;)
Teraz idę kombinować nad piętrową kuwetą krytą dla kotów. Mam misję, mam plan. Jeszcze dorzucić garść pomysłów i będzie śmigać :)))
A w ogóle jest to trzysetny post na blogu.
Oj, leci czas, leci...
One nie działają. Nic nie działa. Nic nie jest w stanie obudzić mnie przed dziesiątą.
Próbowałam upierdliwych dzwonków.
Próbowałam "inteligentnego" budzenia według fazy snu.
Nawet filtr światła niebieskiego w komórce sobie zainstalowałam.
I staram się włazić do wyra przed północą.
I sypialnię wietrzę.
I NIC!
Moja faza śpiocha ma się w najlepsze i nawet wiercenie o ósmej rano nie wytrąci mnie ze słodkiej krainy nicnieróbstwa.
Serio!
Moją solenną obietnicę poprawy można wsadzić do tego budzika (przed jego roztrzaskaniem).
Chyba zacznę szukać jakiegoś hipnotyzera...
Nie będę łykać tabletków! Nie i basta!
A w ogóle to zarejestrowałam się do onkologa na kontrolę. Argh.
Nie podoba mi się wracanie do zaraczonej rzeczywistości...
Jeszcze miesiąc luzu, a potem znowu tomografie, rezonasy i inne szmery bajery.
A tak mi było dobrze <3
Dostaliśmy zdjęcia ślubne. Możecie spodziewać się notki. Wkrótce.
Nie obiecuję, bo nie wiem, ile zajmie mi jej sklecenie... Jest o czym pisać ;)
Teraz idę kombinować nad piętrową kuwetą krytą dla kotów. Mam misję, mam plan. Jeszcze dorzucić garść pomysłów i będzie śmigać :)))
A w ogóle jest to trzysetny post na blogu.
Oj, leci czas, leci...
środa, 7 września 2016
Co trzy koty to nie jeden... ;)
Jednego kociaka można rozpieszczać.
Drugi kociak wprowadza lekki zamęt.
Przy trzecim życie zamienia się nie do poznania.
Moje dwa skarby. Te wymagające największej uwagi ;)))
Już przy dwóch kotach bywało ciężko - trudno wyliczyć, ile suchego żarcia sypać, żeby nie były głodne. Jak ogarnąć okolice kuwety, aby żwirek nie lądował w łóżku? Jak często mam temu wrednemu Gacorowi odkręcać wodę nad zlewem, żeby gad się napił?
Problemy zniknęły jak ręką odjął. Dzięki trzem wynalazkom ;)
Dwa są tanie, jeden droższy, ale... warto :)
Miejsce trzecie
DYSTRYBUTOR ŻAREŁKA
Ciężko tej machiny nie docenić :) Odkąd stoi u nas w kącie, zniknęły trzy miski z suchym jedzeniem. Podobno nie powinno się dawać kotom stałego dostępu do jedzenia, ale... nasze umieją sobie je dozować. Ja jestem spokojna, że mają co jeść, a nawet mogę zniknąć z domu na trzy dni i nic nikomu się nie stanie :)
Cena: 12,80 :)
Miejsce drugie
WYCIERACZKA
Byłam dość sceptyczna co do jej skuteczności... Ale DZIAŁA!
Pożegnałam żwirek latający wszędzie dookoła. Łatwo się czyści i... spełnia swoje zadanie :)
Cena: 12,80 :)
Miejsce pierwsze
FONTANNA!
Oj, długo o niej marzyłam :) W końcu, z okazji ślubu, sprawiłam sobie taki prezent. Tak, sobie, nie kotom. Bo to ja w końcu nie muszę po trzy razy dziennie wymieniać wody w miseczkach, latać Gackowi odkręcać kran, myć misek co chwilę, sprzątać po niechcący rozlanej wodzie, pilnować kwiatków/garnków/szklanek, coby bestie mi z nich nie piły.
Nastąpił spokój. Wszystkie trzy zaakceptowały owy wynalazek, piją dużo więcej, niż wcześniej. A ja już nie muszę się niczym martwić :))) Jeszcze podpięłam urządzenie pod programator czasowy. W dzień fontanna uruchamia się co pół godziny, w nocy tylko dwa razy się włącza. Prądu dużo nie zeżre (całe 3,5V!), a ile spokoju w duszy!
Cena: 94,80 ;)
Ceny podawałam aktualne z zooplusa, ale tam często są różne promocje. I tak karmidełko dostałam za punkty, mata wyszła mnie 9,80, a fontanna 89,80. Nie są to duże koszty, a komfort życia skacze w górę jak szalony ;)))
Teraz marzę o podkładkach pod miski i pod fontannę oraz dystrybutor... No i... o automatycznej kuwecie <3 (śnij dalej... ;))
Jakie są Wasze zwierzęce "must have"? :)
Jak zwykle - post nie sponsorowany, coby nie było ;)))
Drugi kociak wprowadza lekki zamęt.
Przy trzecim życie zamienia się nie do poznania.
Moje dwa skarby. Te wymagające największej uwagi ;)))
Już przy dwóch kotach bywało ciężko - trudno wyliczyć, ile suchego żarcia sypać, żeby nie były głodne. Jak ogarnąć okolice kuwety, aby żwirek nie lądował w łóżku? Jak często mam temu wrednemu Gacorowi odkręcać wodę nad zlewem, żeby gad się napił?
Problemy zniknęły jak ręką odjął. Dzięki trzem wynalazkom ;)
Dwa są tanie, jeden droższy, ale... warto :)
Miejsce trzecie
DYSTRYBUTOR ŻAREŁKA
Ciężko tej machiny nie docenić :) Odkąd stoi u nas w kącie, zniknęły trzy miski z suchym jedzeniem. Podobno nie powinno się dawać kotom stałego dostępu do jedzenia, ale... nasze umieją sobie je dozować. Ja jestem spokojna, że mają co jeść, a nawet mogę zniknąć z domu na trzy dni i nic nikomu się nie stanie :)
Cena: 12,80 :)
Miejsce drugie
WYCIERACZKA
Pożegnałam żwirek latający wszędzie dookoła. Łatwo się czyści i... spełnia swoje zadanie :)
Cena: 12,80 :)
Miejsce pierwsze
FONTANNA!
Oj, długo o niej marzyłam :) W końcu, z okazji ślubu, sprawiłam sobie taki prezent. Tak, sobie, nie kotom. Bo to ja w końcu nie muszę po trzy razy dziennie wymieniać wody w miseczkach, latać Gackowi odkręcać kran, myć misek co chwilę, sprzątać po niechcący rozlanej wodzie, pilnować kwiatków/garnków/szklanek, coby bestie mi z nich nie piły.
Nastąpił spokój. Wszystkie trzy zaakceptowały owy wynalazek, piją dużo więcej, niż wcześniej. A ja już nie muszę się niczym martwić :))) Jeszcze podpięłam urządzenie pod programator czasowy. W dzień fontanna uruchamia się co pół godziny, w nocy tylko dwa razy się włącza. Prądu dużo nie zeżre (całe 3,5V!), a ile spokoju w duszy!
Cena: 94,80 ;)
Ceny podawałam aktualne z zooplusa, ale tam często są różne promocje. I tak karmidełko dostałam za punkty, mata wyszła mnie 9,80, a fontanna 89,80. Nie są to duże koszty, a komfort życia skacze w górę jak szalony ;)))
Teraz marzę o podkładkach pod miski i pod fontannę oraz dystrybutor... No i... o automatycznej kuwecie <3 (śnij dalej... ;))
Jakie są Wasze zwierzęce "must have"? :)
Jak zwykle - post nie sponsorowany, coby nie było ;)))
Subskrybuj:
Posty (Atom)





