środa, 24 sierpnia 2016



Green Lanos in action! ;)

Jeśli jedzie przed Wami zielony lanos o rejestracji SZO(cośtam cośtam)599 i nagle zatrzymuje się na środku jezdni, blokuje przejazd i włącza awaryjne... To wiedz, że w okolicy jest zwierzę potrzebujące pilnie pomocy.



Pisałam Wam już kiedyś o akcji ratowania jeża.
Podobne wydarzenia pojawiały się jeszcze kilka razy (nawet przez dwa dni psa mieliśmy ;)).

Mówiłam już, że Już Nie Kawaler to z zewnątrz taki macho, a w środku półpłynny, różowy jednorożec.
No i... przywykłam, że przy niemal każdych zwierzęcych zwłokach przy krawężniku zwalniamy niemal do zera, aby sprawdzić, czy jest jeszcze co ratować.

Wczoraj wracaliśmy sobie ul. Okrężną do domku. Ruch jak diabli, już półciemnawo, bo godzina dwudziesta się zbliża. Masa ludzi na spacerkach z psami.
A jakiś psiul, zamiatając dupką, idzie raz poboczem, raz środkiem ulicy. Tragedia już przymierza się do ataku.
NIKT NIE ZAREAGOWAŁ.
Każdy się tak bardzo śpieszył? Na dobre dwadzieścia samochodów w naszym pobliżu nikt nie miał pięciu minut, aby ratować czyjeś życie?
My w samochodzie tylko spojrzeliśmy na siebie, Mężny hamulec do oporu, wrzuca światła awaryjne, ja w tym czasie już rozpinam pasy... Chujek stojący za nami o mało nie potrącił mi chłopa, bo tak mu się spieszyło!
Nie mieliśmy nawet jak przeleźć na drugą stronę, aby psiaka opatrzyć czy przeprowadzić na drugą stronę ulicy. Żaden samochód nie zwolnił, nie przepuścił. Wszyscy dookoła tylko się gapią jak na parę kosmitów.
Jest! Jakoś się udało psiaka dorwać. Macam go po zadzie, nie piszczy, nie skamle. Odprowadzam go kawałek od ulicy, Mąż Mój Cudowny przeparkowuje samochód.
Pies nie był uszkodzony (chociaż wyglądał), efekt zamiatania zadem to skutek starości. Podprowadziłam go do furtki na działki, sam pognał w sieć alejek działkowych (widocznie stamtąd).
Wcześniej wylizując nam ręce i zamiatając szeroko ogonem ;)

Zastanawia mnie fakt, że ludzie woleli trąbić na biedaka, wymijać, modlić się o brak czołowego przy wyprzedzaniu, niż po prostu wysiąść i coś z czworonogiem zrobić (a wystarczyło niewiele, piętnaście metrów i otworzyć mu furtkę!).
No dobra, już olać samochody. Ale co z przechodniami? Czemu nikt nie pomyślał o bezpieczeństwie okolicznych istot?
I nie powiecie mi, że się bali. Olbrzym ważył może z 3-4kg. Nasze koty są większe...

Żyjemy w kraju ogólnej znieczulicy, powiem Wam.

A ja szukam naklejki na samochód
"Ochotnicze Pogotowie Dla Zwierząt. 
Zatrąb, a zaznasz prawego sierpowego".

No nic, wracam do akcji "remont".
Człowiek nie zdaje sobie sprawy, ile ma książek i kwiatków, dopóki nie musi przetransportować ich na drugą stronę mieszkania... ;)
Buziaki, Moi Drodzy! :*
Bądźcie inni niż inni i REAGUJCIE!
Udpostępnij:

7 komentarzy:

  1. Jesteście wielcy, przywracacie mi wiarę w ludzi.
    Gosia

    OdpowiedzUsuń
  2. Pies jak pies. My kiedyś w Katowicach w korku staliśmy na 3 pasmówce a na chodniku mężczyzna leżał. Nikt nie zareagował. Mój mąż z lewego pasa cisnął się żeby zjechać na chodnik. Wezwaliśmy pogotowie bo chłop był nieprzytomny. Setka ludzi nas mijała ale pewnie każdy stwierdził, że pijak leży.

    OdpowiedzUsuń
  3. Wspaniała akcja! Takich Ludzi więcej trzeba! Przeczytałam Twój blog w dwa dni, jesteś wspaniałą i silną babeczką.Do tego wspaniałe podejście do Zwierząt, a szczególnie drogich mi Kotów.Ślę dobre fluidy dla Twojego zdrowia i ogólnie,pozdrawiam ciepło ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Jesteście wspaniali. My też z mężem zawsze ratujemy zwierzaki domowe i dzikie. Parę tygodni temu zablokowaliśmy pas ruchu naszym samochodem żeby nikt nie rozjechał węża, którego delikatnie zaprosiliśmy do przeniesienia się z jezdni na okoliczną trawę. Szkoda, że tak wiele osób jest tak strasznie "ważnych", że nie może paru minut poświęcić żeby pomóc zwierzakowi. Może ktoś inny będzie kiedyś też zbyt "ważny" na to żeby pomóc takiej osobie. Czasem los potrafi wymierzyć sprawiedliwość.

    OdpowiedzUsuń
  5. Lucynko Gratulacje uratowania pieska:). Niech to dobro do Ciebie wraca,Milo,ze są tacy ludzie :)!

    OdpowiedzUsuń
  6. Piękna postawa, przywraca wiarę w ludzką wrażliwość :-)
    My też zawsze pomagamy,pochylamy się nad każdą biedą, zwierzęcym nieszczęściem - takie rodzinne "skrzywienie"... Patrząc na tych,którzy tylko potrafią się przyglądać lub odwracać głowę zamiast pomóc zastanawia mnie czy mają dobre, spokojne sny.
    Pani Lucynko - dobro powraca, wierzę w to, bo doświadczyłam wielokrotnie.
    Pozdrawiam i życzę wszystkiego co najlepsze.
    Katarzyna

    OdpowiedzUsuń
  7. Lucynka no jak Cię nie kochać :**
    Niech to wszystko wraca do Ciebie ze zwielokrotnioną siłą; no i gratuluję takiego Męża :P /jeszcze całkiem nowiutki:p /

    OdpowiedzUsuń

Wysoce prawdopodobne, że nie opublikuję komentarzy, które:
- obrażają autorkę bądź czytelników bloga,
- zawierają tylko link,
- mają charakter religijny i nawołują do "nawrócenia",
- nakłaniają do alternatywnych metod leczenia.

Oczywiście od powyższej reguły są wyjątki!
Akceptujmy i darzmy tolerancją siebie nawzajem :)