sobota, 15 sierpnia 2015



Odroczonam. Znowu. Wrrr.


Nie chwaliłam się, ale od poniedziałku moje lewe biodro wykazywało oznaki pęknięcia, stłuczenia, złamania, cokolwiek, ino, że w pizdu bolącego. Nie działało na to nic.
Zdesperowana nakleiłam plasterek przeciwbólowy Transtec. Rano łyknęłam Zimnoxa (ostatnią dawkę) i pojechałam z Mamuśkowatą i Nowym Szoferem (Jeszcze Kawaler wygryzł Tatuśkowatego zza kółka) z nadzieją, że uda się dostać chemię.

Po kilku kolejkach, kilku godzinach w poczekalni, dobiłam ból w biodrze Ibupromem. Już ledwo siedziałam. A tu końca nie widać...

W końcu doczekałam się swojej wizyty. W zastępstwie Moja Ulubiona Pani Doktor.
Zasypałam ją nowościami, aż biedna przestała ogarniać.
Z nowości:
1. Zapalenie oskrzeli in progress.
2. Z portem nie wiadomo o co cho i o co bie.
3. W poniedziałek tomografia.
4. Nowy antybiotyk.
5. W piątek próba chemiczna numero tri.
6. W następny poniedziałek znowu tomografia.
7. Dostałam zwolnienie z zapinania pasów bezpieczeństwa (bo pas trze port, brzydal).
8. Dostałam MORFINKĘ, awwww!

Po krótkiej bieganinie po sekretariatach, miłych pogawędkach z Paniami Sekretarkami (pomyśleć, że kiedyś nazywałam je harpiami...) i Panią Psycholog, Mamuśkowata zadzwoniła po Starego Szofera (Tatuśkowaty), coby nas odebrać z oddziału, bo chemii i tak ni chu chu nie było szans.

Jedziem, odjechaliśmy 50 metrów od szpitala i telefon. Ania z sektretariatu, że załatwiła mi wizytę u chirurga w sprawie portu.
No to my nawrat i jedziem.
Chirurg pomacał, pooglądał, przepłukał i stwierdził, że wszo ok.
Jak dla mnie ok nie jest. No dobra, już jest dużo lepiej niż było, ale i tak nie jest do końca tak, jak być powinno. Na wszelki wypadek kłujem się samodzielnie zastrzykami przeciwzakrzepowymi. Muahaha!

W akcie radości z okazji otrzymania recepty na PRAWDZIWY LEK PRZECIWBÓLOWY
(w końcuuuu!!!) pozwiedzaliśmy z rodzicami kilka aptek (w celu jej zdobycia) i zahaczyliśmy o Rossmanna. Mamuśkowata sprezentowała mi farbę do włosów. W kolorze zimnego blondu. Muahaha.

Jeszcze Kawaler poza domem to ja jazda, rozrabiam farbę i nakładam.
Efekt?
Hm. Blondem tego bym nie nazwała, a już na pewno nie zimny. Raczej brudy rudy. Złoty blond? Takie naturalny rdzawy kolorek, prześliczny.
Wczoraj Cyś nie zauważył.
Dzisiaj rano siedzimy na balkonie, pijemy kawkę.
On wypala: "Ale masz śliczne, złote włoski. Po co chcesz farbować?"
Witki mi opadły ;)))

Popołudniu zarzuciłam morfinę, nowy antybiotyk, znowu morfinę przed snem.
I organizm się zbuntował.
Nie wiem, czy za dużo leków, czy za ciepło, czy to ta morfina, ale...
Od wczoraj robię za fontannę.
Ale ale! Jest i plus.
W KOŃCU MNIE NIC NIE BOLI, HURRAAAAAAA! (a dzisiaj nic nie łykałam, muahahhaa)

A w ogóle sierpień jest zły. Przy dobrym wietrze będę w Katowicach "zaledwie" sześć razy.
Chyba powinnam się przeprowadzić o.O

Z cyklu "wygrzebane u Tatuśka":



Nie ma to jak rodzinne selfie :D
Udpostępnij:

2 komentarze:

  1. Boże, jak cudownie nam było! Ale jeszcze cudowniej będzie, jestem tego pewna! Buziaczki 😀

    OdpowiedzUsuń
  2. Lucy ! ooo to dobrze, ze nie boli :)
    morfina jest skuteczna ale topem jest ponoc lek na bazie konopi indyjskiej. W Polsce jest to mozliwe jezeli lekarz przepisze na odpowiedzialnosc i zadanie pacjeta LINk:(prawo kosumenta 2015)

    http://www.infor.pl/prawo/prawa-konsumenta/prawa-pacjenta/726672,Marihuana-w-medycynie.html

    Lek dostepny w Polsce;
    SATIVEX, ktory glownie jest na lagodzenie objawow stwardnienia rozsianego , ale na ulotce pisze tez WYRAZNIE, iz mozna go stosowac w bolach nowotworowych cyt"Lek na bazie konopi - Sativex przynosi ulgę chorym na stwardnienie rozsiane, a aktualnie sprawdza się jego możliwości w walce z bólem nowotworowym!!!"linK
    http://mnd.pl/forum/index.php?topic=3726.5;wap2
    nie wiem jak dziala ale opinie w kanadzie i w innych krajach sa dobre , wiec warto sie popytac bo o tej konopi wszedzie glosno a nie ma wogole ludzi co z tego korzystaja.
    pozdrawiam :)troll
    ps.rodzinka wesola ;-) i tak trzymac !

    OdpowiedzUsuń

Wysoce prawdopodobne, że nie opublikuję komentarzy, które:
- obrażają autorkę bądź czytelników bloga,
- zawierają tylko link,
- mają charakter religijny i nawołują do "nawrócenia",
- nakłaniają do alternatywnych metod leczenia.

Oczywiście od powyższej reguły są wyjątki!
Akceptujmy i darzmy tolerancją siebie nawzajem :)