poniedziałek, 10 listopada 2014

Etapy choroby według HaLucyniastej ;)

Ostatnimi czasy byłam jakoś niekompatybilna literacko, ale spokojnie, moja autoironia wróciła ze zdwojoną siłą i nawet wena się, skubana, pokazała... Zatem macie, moi drodzy, przechlapane ;)

Dzisiaj chciałam Wam opowiedzieć, jak człowiek oswaja się z wizją choroby i diagnozą, która daje Ci pół roku życia. Na szczęście w miarę leczenia i kolejnych badań diagnoza się zmieniła i mam nawet spore szanse na pełne wyleczenie, ale pierwszy szok był ogromny i zatrważający.


Najpierw następuje etap:

1. Im się chyba we łbach poprzewracało.
Leżę w szpitalu, bo niemal zemdlałam w pracy, troszkę cośtam mnie koło wątroby kłuje. Obstawiam pęcherzyk żółciowy - rachu ciachu wytną i po strachu. A oni mnie tu ciągają po onkologach, dermatologach, robią kolejne nudne jak flaki z olejem tomografie... Że niby czerniak jakiś, czy co? O co im wszystkim chodzi?
W końcu zrobili mi biopsje wątroby i wypuścili do domu.

2. To jakiś śmieszny żart.
Dwa tygodnie czekania na wyniki biopsji wątroby upłynęły słodko i błogo, zamierzałam nawet wracać już do pracy, snułam kolejne plany co i jak i gdzie i z kim (oczywiście, że z Moim Moim Moim!). Dostałam wyniki do łapki i nastąpił kolejny etap...

3. To na pewno jest pomyłka.
Etap ten trwał bardzo długo. Knułam, jakby tu drugi raz się na biopsję załapać. I w ogóle przecież markery nowotworowe wychodzą mi ujemnie... No o co im wszystkim chodzi, to tylko durne torbiele na wątrobie!

4. Może jednak to nie pomyłka...?
Załapałam się na wizytę w Gliwicach u onkologa. Nastraszyli mnie, poniżyli, obdarli z godności człowieka, który może jest i chory, ale jest dalej CZŁOWIEKIEM. Po około 8 godzinach w poczekalni doczekałam się wizyty u lekarza, która trwała dokładnie 10 minut. Wyszłam chora bardziej, niż kiedykolwiek...

5. KURWA! MAM RAKA!
Żyłam jak ćma w gównie, za przeproszeniem. Nic mi się nie chciało. Narzekałam na prawo i lewo. Spałam całe dnie. Diagnoza dalej przewidywała pół roku życia. Eutanazja wydawała się taka słodziutka!

6. No to klops. Umieram.
Zaczęłam odzywać się do starych znajomych, aby jakoś załagodzić dawne spory. W większości przypadków zostałam brutalnie olana. Nawet ktoś, kogo uważałam za mega przyjaciela, który będzie ze mną zawsze i wszędzie okazał się, za przeproszeniem, skurwiałym gnojem i olał to, że jestem ciężko chora. Dostałam się do szpitala w Katowicach. Zrobili mi PET/CT. Na którym wykryto przerzuty koło trzustki i dwa w kręgosłupie. Nie wspomnę o masie zajętych węzłów chłonnych. To zaczynam wybierać sobie nagrobek i epitafium.

7. A może jednak jest jakaś nadzieja...?
Trafiam do rewelacyjnej lekarki w Katowicach. Zdobywa moje badanie immunohistochemiczne i... zaczynam na nowo żyć! Jest nadzieja, to wcale nie ten skurwiały groczulakorak tylko jakieś inne paskudztwo, yeah yuhuuu, dawajcie mi tą chemię!

8. Walczę, walczę, nie poddam się!
A zjem cię, gadzie, pochłonę i strawię tak, że sam spieprzysz tam, gdzie raki zimują! Bojowo nastawiona nie tylko do choroby, ale i do całego świata. Z ogromnym bólem przyjmuję słowa pocieszenia od obcych, irytuje mnie wszystko. Chcę, aby świat zapomniał, że jestem chora...

9. Jaki rak, do cholery?!
Aktualny etap mi się najbardziej podoba. W końcu przestałam sama siebie traktować jak ofiarę kiepskiego żartu ;) Trzeba się wyleczyć i wracać do codziennego życia. A najpiękniejsze jest to, że... czasami zapominam, że trzy miesiące temu jeszcze myślałam, że nie dożyję 27. urodzin... ;)

Wstaję rano, żyję, nie przesypiam już całych dni. Słowa współczucia zbywam lekceważącym wzdrygnięciem ramion... Bo nie ma czego współczuć.
Przywykłam już do trzytygodniowych cykli życia. Najpierw chemia, dwa dni spokoju, trzy dni umierania, dzień spokoju, chemia, dwa dni spokoju, trzy dni umierania, ponad tydzień radości i żywotności. Z dużą dawką mojej dawnej arogancji i sarkazmu.

Jestem na etapie trzeciego dnia umierania po pierwszej w cyklu chemii ;) I jest jakoś dziwnie... spokojnie. Piękne to, oj, piękne!

* * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * *
SMS na numer 75 165 o treści: POMOC 6742
czyni mój świat lepszym :)

1 komentarz:

  1. Wygrywasz i to jest wspaniałe!!! Jesteś "twardą sztuką"i chwała Ci za to.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń

Wysoce prawdopodobne, że nie opublikuję komentarzy, które:
- obrażają autorkę bądź czytelników bloga,
- zawierają tylko link,
- mają charakter religijny i nawołują do "nawrócenia",
- nakłaniają do alternatywnych metod leczenia.

Oczywiście od powyższej reguły są wyjątki!
Akceptujmy i darzmy tolerancją siebie nawzajem :)