środa, 28 czerwca 2017



Hash, nie koniecznie w tagach.

Wczoraj miałam akcję pt. "ogolić nogi i nie zdemolować mieszkania".
Łatwo nie było, a i nie obyło się bez krwi, no ale jakoś podołałam. I czekając, aż krem zacznie spalać kłaki, przyszło mi do głowy, że...
To jest cholernie niesprawiedliwe, że tylko kobiety MUSZĄ taką rzeźnię przeżywać.
Facet nie mówi "Nie założę krótkich spodenek, bo się nie ogoliłem", ani nawet "Nie pojadę na basen, bo nie chce mi się depilować".
Nie, oni wskakują i jadą, idą, szaleństwo bez spinki.
A ja, nawet ogolona, mam zawsze w tyle głowy pytanie, czy nie porobiłam omijaków.
Jestem biała jak ściana, włosy rosną mi za to ciorne jak smoła, więc najmniejszy omijak widziany jest z kilometra.

Chłop mi mówi: "Olej to i załóż krótkie spodenki".
No way.
To jest już tak mocno zakorzenione w społeczeństwie, że się zwyczajnie nie da. Posiadanie owłosienia stało się nienaturalne, wynaturzone i ohydne.
Stan naturalny teraz to gładziutka, mięciutka skórka, którą można głaskać z przekonaniem, że nigdy nie została nawet zbrukana niechcianym włosiem.


Są tacy, którzy twierdzą, że to sprawa higieny. Chociaż nie wiem, co nogi mają wspólnego z higieną.
Są też tacy, którzy mówią, że dla urody trzeba cierpieć. Ale tu już nie chodzi o urodę. Tu chodzi o wymuszanie zachowań na kobietach. Chodzi o pozbawianie naturalnej lekkości bytu, zabijanie spontaniczności. Kreowanie sztucznych zasad.
Niby ich zachowanie nie jest obowiązkowe, ale w praktyce... jest.

Wielu mężczyzn nawet twierdzi, że nie wyobraża sobie nieogolonej kobiety. Że kobieta ma być gładka.
Od kiedy niby, ja się pytam?!
Taka rewolucja nastąpiła w ciągu ostatnich 20 lat. Tylko 20 lat wystarczyło, aby całe społeczeństwo zapomniało, że ogolone nogi nie są naturalne.

I teraz może się śmiejecie, że tak trywialna rzecz, jak golenie, mnie aż tak zajmuje.
Tak, zajmuje. Wczoraj się tego podjęłam, krem nie dał rady wypalić wszystkich włosów, do tego mnie uczulił (jak nigdy!).
Nogi mam w bąblach, do tego pozacinane po eliminacji omijaków.
A najgorsze jest to, że za dwa dni czeka mnie to samo.
Znowu mam zmarnować dwie godziny życia tylko po to, aby móc spokojnie nosić krótkie spodenki.

KURWA.


* * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * *
Komentarze karmią blogera :)
Udpostępnij:

12 komentarzy:

  1. Oh, jak ja to dobrze znam... Chociaż nie, już nie. Gdy kilka lat temu mój wq*w osiągnął zenit, udałam się do sklepu i nabyłam depilator. I wszystko się zmieniło. Zapomniałam, co to szukanie odpowiednich plastrów z woskiem (dla niewtajemniczonych - nie! nie wszystkie są dobre), właściwego kremu do depilacji, o maszynkach i konieczności golenia nóg codziennie - nawet nie wspominam.
    Dziś mój depilator jest już staruszkiem, aczkolwiek i tak pozwala mi "unienaturalniać" nogi tylko 3-4 razy w miesiącu ;)

    Co do reszty, zastanawiałam się właśnie, czy w moim przypadku to faktycznie jest kwestia społeczeństwa i tego, jak mnie będzie postrzegało, czy też własnej akceptacji/nieakceptacji. Pamiętam swoją pierwszą przygodę z maszynką (o matko, jak ja potem, głupia, cierpiałam - ogoliłam kradzioną maszynką taty, na sucho i w ogóle ^^ ). Było to w 4 klasie podstawówki. I zrobiłam to nie dlatego, że tak trzeba, że "ładne panie mają ładne, gładkie nogi", tylko dlatego, że nie podobały mi się moje... I myślę sobie, że tak, jak czuję się pewniej i bardziej kobieco w koturnach, tak od razu mi się poprawia nastrój, gdy widzę gładkie nogi...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja depilator też mam, ale a) za bardzo boję się ostatnio bólu, b) mam okropne podrażnienia po nim. A już ud nie odważę się depilatorem traktować ;)

      Ja dość długo opierałam się przed goleniem. Zawsze lubiłam moje kłaczki. Jednak w końcu się poddałam i uległam presji.

      Niby błaha rzecz, ale... na psychikę wjeżdża jak cholera ;P

      Usuń
    2. Ach, no tego nie wzięłam pod uwagę (że bólu). Mnie depilacja nie boli, więc właściwie temat dla mnie nie istnieje.
      Ostatnie rozumiem aż chyba za dobrze. Powiem Ci jednak, że jeśli coś mocno na psychikę wjeżdża, nie jest błahe. Jesteśmy różni i mamy różną percepcję, dlatego tego typu oceny i szufladkowanie (błahe, ważne, bardziej ważne, bzdurne itd.) są w mojej ocenie krzywdzące, a co ważniejsze - mało miarodajne.
      Buziak

      Usuń
  2. Otóż ja wcale nie uważam tego, co napisałaś, za błahe. Do dość poważny problem natury socjologicznej. Lecz naprawdę chodzi tu po prostu o nabijanie kabzy wszelakiej maści producentom specyfików, właścicielom salonów piękności tudzież budowanie całego zaplecza modowego. Bo przecież właśnie o modę tutaj chodzi, nie o higienę (to akurat wprost przeciwnie, w końcu natura wie najlepiej po co nam to całe owłosienie). Co ciekawe, ja akurat bardzo lubię depilować nogi. I uważam, że teraz jest pod tym względem sprawiedliwiej. W latach 70 nie golono nóg gremialnie, jednak kobiety mające z natury bardzo ciemne i obfite owłosienie musiały to niestety robić. Wtedy miały gładziuteńkie, bezwłose kończyny i wyglądały nienaturalnie. W przeciwieństwie do obecnego oglądu, nikomu się to nie podobało. Ładne były nogi z maleńkim, naturalnym meszkiem, a nie takie łyse, niczym z wypolerowanego drewna. Czyli promowana była czysta, piękna natura, co nigdy nie jest sprawiedliwe wobec ludzi nieidealnych. W obecnych czasach lansuje się gładkie, błyszczące nogi, które obowiązują wszystkie kobiety, bez podziału na to, co dane z natury, a co uzyskano z "kultury".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Babcia mi mówiła, że było na odwrót - podobno kudłate szłapki były atutem. Nawet Mamuśka mi o tym mówiła ;D Może podejście zależało od miejsca zamieszkania?

      Sama lubię mieć gładkie nóżki. Ale wkurza mnie, że gdy się "nie ogarnę" to z psem zasuwam w długich spodniach. Pies nie poczeka godziny, aż pani sobie oszlifuje skórę. To mnie wkurza właśnie.
      Nie ma w tej sprawie "furtki". Nie ma wyjść awaryjnych.
      Musisz, koniec, kropka, bo albo cię zwyzywają od feminazistek, albo od zaniedbanych babsztyli. I nie wiem, co gorsze.
      Ja po prostu lubię mieć wybór ;)

      Usuń
  3. Nigdy nie miałam bujnego owłosienia ale pamiętam moje koleżanki, które miały bujne i bardzo ciemne włoski na łydkach. Panowie w latach 70 i 80 zaglądali właśnie na takie nóżki bo twierdzili, że dziewczyny z zarostem są bardziej namiętne. Dzisiaj taka dziwna moda nastała i śmiem twierdzić, że to kobiety wymyśliły golenie swego ciała. Jestem już trochę wiekowa ale też pozbywam się owłosienia bo nie chcę wyglądać jak okaz w ZOO.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, tak; teraz sobie przypominam, jak mój mąż coś podobnego twierdził. Ale kobiety nie chciały tak wyglądać.

      Usuń
  4. Czytam i nie wierzę. Kobito, ależ nie pozbawiaj się "naturalnej lekkości bytu", nie zabijaj w sobie spontaniczności i hoduj z zapałem te swe ukochane wodorosty na nogach (oraz w nosie na przykład; może i brodę, wąsy zapuść? a co tam!). Kto Ci tak naprawdę broni? Kto? Po co różnić się od facetów? A już najlepiej feministycznie, żałośnie jojcz, użalaj się,bo to przecież "poważne problemy natury socjologicznej", "kwestia społeczeństwa", jak chcą czytaczki. Ratunku! Żeby tak bezmyślnie nie brać pod uwagę estetycznych walorów kobiecości... To już nawet pradawne sufrażystki miały więcej oleju w głowie, o inteligencji i instynkcie samozachowawczym nie wspominając. Dużo w tym tekście miałkiej hipokryzji, delikatnie formułując. Kłaniam się Pani Jadwidze, całkiem sensownie prawi.
    Agnieszka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zabawne, że Mamuśka "sensownie prawi", a ja nie mam oleju w głowie, chociaż rano dyskutowałyśmy na ten temat i mamy identyczne podejście. No cóż... Z ludźmi tępo wpatrzonymi w reklamy, telewizję i kolorowe magazyny się nie dyskutuje :))) Nie wiem, od kiedy definicja kobiecości zaczyna się od depilacji, no ale mam tyły - myślę samodzielnie. Mimo wszystko - pozdrawiam serdecznie. I życzę szerszej perspektywy :)

      Usuń
  5. Jaka fajna nazwa - omijaki :)) Ja używam "włochate poletka"
    Kiedys tak się zamysliłam, ze ogoliłam tylko jedną nogę - nikt nie zauważył:;)
    Buziaki serdeczne!
    Gosia

    OdpowiedzUsuń
  6. Uśmiałaś mnie tymi "omijakami" :D
    Chociaż usuwam wszelkie zbędne owłosienie przez cały rok (bez przerwy zimowej) od dawna a nawet bardzo dawna , bo od liceum (nie, dinozaury już wtedy wyginęły,przysięgam! ) to nie wiem o czym piszesz i w czym problem :P
    Po dwóch próbach zastosowania depilatora, po wściekłym bólu promieniującym z kończyn do rdzenia a z rdzenia do półkul (i tak bolały mnie i nogi i łeb) i po podrażnionej dwa tygodnie zaczerwienionej skórze, wyrzuciłam depilator i nabyłam maszynkę do golenia dla Lady ;)
    Nogi golę co 6-7 dni, tyle czasu są gładkie; zajmuje mi to parę minutek- mogę golić na sucho lub mokro. Procedura jest przyjemna, trwa moment i nie sprawia żadnego kłopotu- zabiera tyle czasu co dokładne mycie zębów. To nieprawda,że golenie pobudza wzrost-gdyby tak było , to po tylu latach ciągnęłabym za sobą gęste runo albo zbiłabym fortunę na produkcji ciepłych kołder z naturalnej ludzkiej wełny.
    Włosów na nogach i reszcie nie lubię i nawet gdyby stały się modne i trendy, musiałabym je golić, bo nie jestem do ich obecności przyzwyczajona.
    Serdecznie tulam :))

    OdpowiedzUsuń
  7. Wiem, że niestosowny komentarz, bo Ty Cierpisz, a ja uhahana, ale poprawiłaś mi humor na dzień dobry. Jak ja lubię Ciebie czytać. Omijaki, haha A na poważnie długa kiecka najlepsza na szybkie wyjścia :-)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń

Wysoce prawdopodobne, że nie opublikuję komentarzy, które:
- obrażają autorkę bądź czytelników bloga,
- zawierają tylko link,
- mają charakter religijny i nawołują do "nawrócenia",
- nakłaniają do alternatywnych metod leczenia.

Oczywiście od powyższej reguły są wyjątki!
Akceptujmy i darzmy tolerancją siebie nawzajem :)