piątek, 17 lutego 2017



WooHoo!

No to zaczynamy jazdę bez trzymanki. Gotowi? ;)

W poniedziałek były Katowice z zamierzoną chemią...
...ale po odebraniu wyników tomografii oznajmiono, iż...
CHEMII NIE MA! I NIE BĘDZIE!


No dobra, może będzie. Ale trza by mieć w pizdu pecha, aby dorwać drugiego raka, nie? ;)

A, bo ja nie napisałam - rzekomy przerzut na jajniku tym razem uzanano za nie-przerzut ;P
Trochę są niezdecydowani, ale ta diagnoza mi się podoba dużo bardziej, niż poprzednia, hihi :D
Cała reszta ferajny, wątroba, węzły, kości, stabilne. Markery niziutkie, ledwo ledwo występujące (musiałby wzrosnąć trzykrotnie, aby przekroczyć normę ;)).
No więc... Chyba Wam zdrowieję ;P

Niestety, semestr w szkole już straciłam.
Ale za to mogę dalej zapuszczać włoski!
Założyć firmę (ha! :D).
Planować wakacje nad morzem (dużo słonka!).
Mogę dalej się odchudzać!
I nie trzeba oddawać Reksia do Rodziców! :D
Mogę piec karpatki, mogę myć okna, mogę leczyć dalej ząbki, mogę...
Boże, ja mogę WSZYSTKO!
AaaaAaaaAAAAAAaaaa!
Zwariuję od nadmiaru możliwości! :D

No. Nie licząc przeziębienia.
Ewoluuje coraz ciekawiej. No i mam teraz zapalenie oskrzeli, antybiotyk i inne "cudnowności", pfff.
A wątroba, od poniedziałku, jeszcze nie odchorowała. No i trochę się wyginam, zginam i skręcam, ale i tak jest jedno wielkie WOOHOO! :D

Problem w tym, że guz z jajnika rośnie zastraszająco szybko. W dwa miesiące po centymetrze w każdej płaszczyźnie.
Mam skierowanie do Profesorka z Ligoty. Próbuję się do niego dostać już od poniedziałku, ale idzie średnio. Ale w końcu się uda ;)
Później wykrawanie gada, biopsja (źle mi się kojarzy ten wyraz, chyba nie jestem z tym sama, co?).
Jakoś to ogarniemy.

A teraz część praktyczna.
Czemu nikt mi nie powiedział, że spieniacz do mleka to taki cudny wynalazek?!
Od trzech lat w sklepach natarczywie łażę koło ekspresów do kawy. A tu takie małe coś, brzęczyk za 6,99, sprawił, że mam ochotę kąpać się w kawie.
Bo wiecie, w kawie cenię dwie rzeczy - mleko i piankę :D
Mniam!
No i olać to, że mamy północ. Zrobię sobie kawę z mlekiem...
Mleko z kawą :D

Z kwestii technicznych - ależ w tym szablonie rażą cholerne reklamy!
Obiecałam sobie, że gdy tylko osiągniemy próg do wypłaty środków (300zł) to wyłączę te diabelstwo.
Zostało 145zł do uciukania.
Pomożecie? ;)

Buziole dla Was!

* * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * *
SMS na numer 75 165 o treści: POMOC 6742
czyni mój świat lepszym :)
Udpostępnij:

10 komentarzy:

  1. :):):):):) i tyle, jeśli chodzi o komentarz!!
    acha, Reksio z Wami - :):):)
    jj

    OdpowiedzUsuń
  2. normalnie takie wieśći!!
    Lucynko, uściski!!:**

    OdpowiedzUsuń
  3. Lucy, ja marze o dwoch rzeczach: 1. zdrowiejesz na 100% 2. przyjezdzasz mnie odwiedzic - pewnie mozesz sprawdzis skad pisze ? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O jedynce też marzę <3 Ale dobre nawet to ;p

      Takuch cudów robić nie umiem, chociaż pewnie się da ;) Planuję wakacje na wypasie (i w trasie :D), więc może coś da się z dwojką zrobić ;>

      Usuń
    2. OK, myslalam,ze blog daje Ci stats z ktorego miejsca na ziemi ludziska pisza. Ja pisze z krainy kangurow, Sunshine Coast :)

      Usuń
    3. Aaaaaa! Ja myślałam, że to jakiś błąd lokalizacyjny, te pojedyncze wejścia z Australii :D
      Jedyny kontynent na świecie, który ma tyle stref klimatycznych (całe 9 sobie upchnęli) na tak małej przestrzeni!
      Kangury! A na spacerze co drugie zwierzę chce cie zabić!
      Widziałaś czarną wdowę? Albo skorpiona jakiegoś?
      Serio macie tam teraz lato? I która jest godzina?
      Podobno papuzki faliste latają takimi chmarami, że słońce przyslaniają! Widziałaś dzikie papuzki? Ile kangurow przejechalas? A strusie? Macie strusie?
      Jak Tys się tam dostała?! Ostatnio czytałam o wizach do Australii i witki mi opadły, szaleństwo jakieś. A zawsze marzyłam, żeby mieszkać po drugiej stronie świata :D

      Usuń
    4. Delfiny! Musisz mieć tam delfiny! I rafę koralową!
      Kurde. Rekiny pewnie też, co? I meduzy. I wieloryby. I plaszczki. I dzikie błazenki! I krewetki :D
      Kuźwa! Umarlabym tam ze szczęścia :D

      Usuń
    5. Lucy sie uaktywnila :) Owszem jest duzo groznych stworow, ale statystycznie masz wieksza szanse,ze Ci cegla na glowe spadnie, niz ze Cie takie zwierzatko zabije. Mielismy w ogrodku pajaki tzw red back - bardzo eleganckie swoja droga, na dodatek w takim miejscu,ze nieraz wkladalismy tam palce (odkrecana z gory przykrywka od basenowego filtru), raz mnie w oceanie oparzyla meduza, na szczescie jedna z lagodniejszych. Poza tym z bliskich spotkan - kolezanka ma 2 kangury ktore codziennie siedza u niej w ogrodku, sasiadka miala koale na eukaliptusie, possumy nam sie grzmocily na dachu :D Czasem widzimy weza probujacego przejsc przez ulice, w lasach deszczowych widujemy ogromne pajeczyny, w Terytorium Polnocnym widzielismy klatki-pulapki na krokodyle, bo jeszcze byla koncowka pory deszczowej... Papuzek duzo, bardzo lubie zielone lorikeets ktore sa towarzyskie i lataja jak to nazywamy w szesciopakach, jest duzo rozowych galahs, z kolei biale kakadu zoltoczube maja okropne glosy. Poza tym sa ibisy-smieciarze, indyki dzikie laza po parkingach (niezly szok po przyjezdzie :D) , pelikany siadaja wielkimi dupskami na latarniach, Kukaburry smieja sie glosno, sroki australijskie wydaja metaliczne dzwieki (uwielbiam), golebie miaja zadziorne czubki na glowach (tzw aborygenki), kruki australijskie nie nadaja sie do horrorow, bo wzdychaja glosikiem jakby sie helu nalykaly... I tak dalej... Delfinow jeszcze nie spotkalam), chyba widzialam jednego, ale nie jestem pewna. Wiem,ze tez w mojej okolicy mozna czasem ogladac wieloryby. Aha i naokolo slychac male gekonki ktore cmokaja glosno, zwlaszcza wieczorem (sa urocze i pozyteczne i nikt ich z domu nie wygania, mielismy malenkiego, nazywal sie Gordon :D ). No i ogromniasty pajak nas kiedys nawiedzil, jak moj facet sie na niego zamachnal, to pajak zostal w miejscu, ale zrobil unik :D Trzeba go bylo niestety posprayowac, bo chyba za duzy byl na odkurzacz, choc wolalabym jednak bardziej humanitarne rozwiazania...
      Co do wiz jest bardzo trudno,chyba,ze na studenckich, ale to bieda w oczy raczej i ciezko po nich zostac. my jestesmy z IT, wiec od razu przyjechalismy na wizy stalego pobytu. Prawie 2 lata wyrabialismy, bo sie ciagle przepisy zmienialy i prawo wizowe dzialalo wstecz, ale udalo sie i warto bylo. Wkrotce bedzie obywatelstwo. Swoja droga, faktycznie, spodobaloby Ci sie tu, przyroda jest oszalamiajaca. Zapraszam :)

      Usuń
    6. Koale, zapomniałam o koalach. I kakadu! Kakadu też uwielbiam :D Nimfy też chyba z Australii :> Tyle kolorowych ptaszorów!
      I gekonki! Gekonki są fajne :D Węże są mniej fajne.
      Ale dla stekowcow, diabłów tasmanskich, lotopałanek, wombatów, leniwców, emu, zeberek (!!!), agam i kolcobrzuchów znioslabym nawet sąsiedztwo krokodyla rozancowego i węży wodnych :D

      Australia zawsze była moim marzeniem. Tam ma sens stawianie karmików dla ptaszorów - zawsze możesz sobie np. Kakadu złowić. Albo kazuara o.O :D

      Usuń
  4. Diably tasmanskie sa przeurocze! Ale kazuary sa niebezpieczne, sprawdz sobie te rzeczy ktore wspomnialam na YT np jakie dzwieki wydaje kruk australijski i sroka, albo jak odstraszyc kazuara jak nie masz szans na ucieczke :D W Zach Australii jest tez takie popularne wsrod turystow zwierzatko - quokka, sprawdz sobie jak wyglada :) Weze dla mnie maja swoj urok, wiekszosc sie boi ludzi, wiec nie ma co dramatyzowac. One szukaja spokoju i ciepelka, a nie,zeby kogos dziabnac. Tylko o faunie mowimy, a flora tez jest cudowna, zwlaszcza drzewa z kwiatami, np jacaranda, poinciana, bottle brush trees, eukliptusy pieknie kwitna... Ale dla rownowagi - Australia tez ma swoje wady, kraj jak kraj,to nie tylko ladne obrazki :)

    OdpowiedzUsuń

Wysoce prawdopodobne, że nie opublikuję komentarzy, które:
- obrażają autorkę bądź czytelników bloga,
- zawierają tylko link,
- mają charakter religijny i nawołują do "nawrócenia",
- nakłaniają do alternatywnych metod leczenia.

Oczywiście od powyższej reguły są wyjątki!
Akceptujmy i darzmy tolerancją siebie nawzajem :)