piątek, 22 lipca 2016



PKP i bilety internetowe - czyli jak się wkurwić na wesoło ;)

Opowiem Wam świeżutką historię typu "z życia wzięte". Miała miejsce 20 minut temu ;)

Wybieramy się z Kawalerem na weekend do siostry Kawalerzastego.
Odkryłam, że bilety można kupić przez internet. No to jazda!


Wybieram pierwszy bilet: ulga 37%, osoba niezdolna do samodzielnej egzystencji, enter. Płacę, wszystko gra.

Zamawiam drugi bilet: ulga 95%, opiekun osoby niezdolnej do samodzielnej egzystencji, enter.
Wyskakuje okienko "podaj numer biletu osoby wymagającej opiekuna".
Wpisuję swój numer biletu, enter.
Wyskakuje błąd "brak wolnych miejsc w przedziale" i system pokazuje mi środkowy palec.
Tu już powoli nabieram mindfucka, ale nie poddaję się.

Wymieniam swój bilet na inny, ale go nie opłacam.
Zamawiam bilet dla opiekuna, wpisuję numer tego zamówionego, nieopłaconego biletu.
Wyskakuje błąd "bilet osoby towarzyszącej musi być opłacony".

No to próbuję zrezygnować z pierwszego biletu, żeby móc opłacić drugi (resztki finansowe na koncie ;)). Ha! Życzą sobie 15% opłaty "manewrowej". Czyli zamiast 23zł zwróciliby niecałe 20...
A jaka jest szansa, że za drugim razem uda się dorwać dwa miejsca w jednym przedziale,,,?

Przeca nie będę kupować piętnastu biletów!
Dzwonię na infolinię.

Przedstawiam pani sytuację.
Pani - No niestety widocznie pociąg jest już tak wykupiony, że nie można zamówić miejsc obok siebie.
Ja - Ale mi nie zależy na miejscach obok siebie, niech będą gdziekolwiek, tylko niech mnie system puści dalej.
Pani - No niestety nic z tym nie mogę zrobić.
Ja - A mogłaby Pani sprawdzić, w którym przedziale będą te dwa miejsca wolne, aby móc przez internet zamówić?
Pani - No niestety nie mam wglądu. Musiałaby Pani podejść do kasy.
Ja - No dobrze. A wie Pani może, czy w Żorach jest kasa?
Pani - Już sprawdzam... No niestety nie. Mogłaby Pani podjechać do Rybnika ewentualnie.
Ja - No niestety to ja jestem ta osobą niezdolną do samodzielnej egzystencji, więc raczej odpada...
Pani - No to może Pani zamówić bilet normalny, bez zniżki, wtedy system puści...

Podziękowałam za rozmowę i się rozłączyłam.
Bilet kosztuje 47 zł, ten ze zniżką (należną!) 2,35 zł.
Mam nadpłacić 45zł, bo mają ujowy system sprzedaży. No cóż...

Będziem walczyć u konduktora ;)))
Udpostępnij:

4 komentarze:

  1. Ech PKP nic dodać nic ująć. Pamiętam jak kiedyś musieliśmy zapłacić mandat, bo gdy kupowaliśmy bilet w kasie Pani stwierdziła, że zniżka się mężowi należy (wtedy jeszcze nie był mężem i się uczył). Pierwszy konduktor bilety podbił, drugi już stwierdził, że jednak zniżka się nie należy, bo jest za stary ��
    Pozdrowienia
    Pysia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To ja kiedyś miałam przejścia, bo kasjerka sprzedała mi studencki zamiast uczniowskiego. Na szczęście konduktor zrozumiał, że to nie mój błąd ;)
      Buźki :)

      Usuń
    2. Ja onegdaj kupowałam bilet przez internet na dużego przewoźnika autobusowego - miał mnie i dwójkę dzieci przywieźć z wakacji - zależało mi, żeby wszystko zorganizować przed wyjazdem na urlop, żebym potem czuła się bezpiecznie itp itd
      I kupiłam bilety bez problemu przez internet, zapłaciłam online - dzwonię, żeby wszystko potwierdzić, a tam miły pan z infolinii mi mówi, że właściwie to oni mają tę stronę w fazie testów, że raczej nie powinno mnie przepuścić i że tak naprawdę to oni nie wiedzą czy te bilety to ja kupiłam czy nie (pieniądze oczywiście zostały pobrane...)
      Zdenerwowałam się mocno, zrobiłam karczemną awanturę i w konsekwencji okazało się, że jednak mam te bilety....

      Usuń
  2. Ja swego czasu kupowałam przez internet bilety dla siebie i dwójki dzieci na dużego przewoźnika autobusowego - zapłaciłam online, wszystko wyglądało dobrze. Zadzwoniłam na infolinię, bo chciałam dokładnie zlokalizować przystanek, na którym będę wsiadać, a tam miły pan mi mówi, że oni mają system w fazie testów, że właściwie nie powinien mnie przepuścić i że tak naprawdę to nie wiadomo czy ja kupiłam te bilety czy nie (ale pieniądze system przyjął...)
    Zrobiłam karczemną awanturę, bo zdenerwowałam się okrutnie i jednak okazało się, że wszystko jest ok....

    OdpowiedzUsuń

Wysoce prawdopodobne, że nie opublikuję komentarzy, które:
- obrażają autorkę bądź czytelników bloga,
- zawierają tylko link,
- mają charakter religijny i nawołują do "nawrócenia",
- nakłaniają do alternatywnych metod leczenia.

Oczywiście od powyższej reguły są wyjątki!
Akceptujmy i darzmy tolerancją siebie nawzajem :)