Nie piszę ostatnio.
Nie piszę, bo chodzę podburzona, naminowana i permanentnie wkurwiona.
Czym?
Uh...
Wkurwiona jestem ociemnieniem, naiwnością i polskim mamtowdupizmem.
Niestety, większość Polaków (a co gorsze - i Polek!) wychodzi z założenia, że "to mnie nie dotyczy".
Prostym "nie interesuje mnie to" kwitujemy delegalizację in vitro, wycofanie z aptek środków antykoncepcji chemicznej, a nawet i projekt ustawy antyaborcyjnej.
Czarny protest trwa.
A ja od osób dookoła słyszę "mnie to nie dotyczy", "niepełnosprawni mają prawo żyć", "mnie nikt nie zgwałci".
Ludzie, rodacy drodzy.
Tu nie idzie o to, co Wam się może zdarzyć. To nie jest rachunek prawdopodobieństwa.
Tu chodzi o wolność.
Chodzi o ideę.
Ja też nie zamierzam usuwać ciąży.
Ale znam życie! Wiem, do czego potrafi nas zmuszać!
Powoli zbliżają się czasy, gdy zamkną nas, kobiety, w domach. Zakażą wychodzić gdziekolwiek.
Zbliżają się czasy, gdy nie będziemy miały prawa do głosu.
Gdy na gwałt reakcją codzienną będzie "sama się prosiła" (TO JUŻ SIĘ DZIEJE!).
Ubiorą nas w burki, będziemy rodzić dwanaścioro dzieci, z czego połowa nie przeżyje.
Zabiorą nam prawo stanowienia o sobie samych.
I nie piszę tu NAM w sensie "Lucyna, Ania i Krystyna".
Piszę NAM w sensie "Nam, Polkom, kobietom silnym i niezależnym. Nam, wolnym istotom mogącym stanowić o samych sobie. Nam, naszym siostrom, przyjaciółkom, córkom, kuzynkom, matkom, babciom, a nawet i kochankom!".
Polska jest kobietą.
Pamiętajcie o tym za każdym razem, gdy powiecie "mnie to nie dotyczy".
Pamiętajcie o tym, gdy aborcję nazwiecie "rzezią niewiniątek".
Pamiętajcie, gdy powiecie "sama się prosiła".
Pamiętajcie, gdy Was zamkną.
I gdy prokurator będzie dręczył Waszą córkę, wnuczkę, prawnuczkę kolejnym "czemu poroniłaś?!".
Tylko ostrzegam - wtedy już może dacie rady odpowiedzieć, bo Was nie będzie na tym świecie.
W tym proteście nie chodzi tylko o dzisiaj.
Chodzi o jutro, pojutrze i każdy następny dzień, który kiedyś nadejdzie.
Nie dopuście do tego, aby Wasza ignorancja zabiła naszą wolność.
I kawałek dla tych popierających zakaz aborcji. Bóg dał nam Wolną Wolę. Kim jesteś, aby ją odbierać? Głupimi ludźmi łatwiej się rządzi. Głupi ludzie się nie buntują. Nie bądź głupcem, nie ułatwiaj życia dyktatorom.
Kocham jesień. Serio serio. I piszę to bez sarkazmu tudzież cynizmu.
Lubię ciepłe, lecz nieupalne dni, chłodne wieczory, szybkie nadchodzenie zmroku i siedzenie pod kocykiem.
No ale szlag mnie trafia, że na dworze po 10 stopni, a tu nie zamierzają grzać!
Kaloryfery zimne, piździ w stópki, strach wejść pod prysznic, bo wychodząc z łazienki można zamarznąć. A ja latam po mieszkaniu z chusteczką przy nosie i staram się nie zakichać wszystkiego naokoło.
Zimno mi jak diabli. Nawet teraz siedzę w pluszowych spodniach, a stópki strategicznie powinęłam pod zadek, coby mi nie przymarzły do podłogi.
Zmarzluch się ze mnie zrobił.
Wieczory (a i dnie, które wyraźnie się do wieczorów upodabniają) spędzam przy moim nowym krośnie, sporządzonym przez mego Mężnego z rurek PCV.
No i wyszywam, dnie i noce (bo tak średnio do 3. nad ranem... ;)). Postępy w hafcie widać, aczkolwiek nie zadowalają mnie wystarczająco. Jakaś taka wymagająca jestem.
Ubiegły tydzień spędziłam jednak głównie w pozycji horyzontalnej. Rak (aka skurwiel) postanowił o sobie przypomnieć i poruszał mi wątróbką. Gdy już odczepił się wątroby to doczepił się do kręgosłupa.
I nie wiem, czy się obudził, czy zwyczajnie zwapnienia plus zmiana pogody będą dawać takie objawy.
Ale już jestem. Żyję. Śmigam. Czyli jest dobrze (bo nie jest źle ;)).
Odstawiam media. Nie mogę patrzeć na te krzywe, zakłamane ryje naszych rządzących. Nie mogę patrzeć na ich zakłamanie, manipulanctwo i próbę zniewolenia narodu.
Ale o tym chyba napiszę osobną notkę. Póki co udaje mi się nie utytłać bloga w polityce.
Ale już nie wytrzymuję. Hipokryzja kocioła i dyktatura pizdowska podnoszą mi ciśnienie.
A ja się dziwię, że ciągle boli mnie głowa...