środa, 19 października 2016



A może by tak olać to wszystko i wyjechać... na Atlantydę?

Cisza sponsorowana omijaniem kłód, rzucanych przez los pod nogi.
Notka sponsorowana bezsilnością i zamotaniem.

Potrzebowałam psztyczka w nos. I dostałam.
Budzi się bestia.
Będzie znowu kląć, rzucać mięsem i wyzywać.

Szkoda tylko, że leń jest od niej silniejszy.

Wkurwia mnie system. 
Wkurwia mnie to, że każda wizyta w placówce zdrowia jest równa walce, wojnie, składaniu ofiary nieubłaganym bogom.
Nie da się prosto. Nie da się bezpośrednio.
Trzeba kluczyć, zgłębiać, męczyć się i kląć. 
Inaczej nic nie załatwisz.


Zastanawia mnie fakt, że nie mam żadnych przyjaciół na miejscu. Ani nawet bliższych znajomych.
Tęsknię za poczuciem jedności, tęsknię za żaleniem się, za wielogodzinnymi telefonami i setkami smsów.
Chciałabym mieć kogoś, kto wyciągnie mnie na spacer.
I obejrzy ze mną po raz siódmy całą Grę o Tron.
Nie wiem, czy mam aż tak trudny charakter, czy moja małomówność zdaje się być aż tak ogromną arogancją...
Serio mam udawać kogoś, kim nie jestem po to, aby się móc z kimkolwiek zakumplować?
Olewam.
Koty zrozumieją.
Z nimi też da się obejrzeć serial.

I w ogóle mi smutno.
Udpostępnij:

12 komentarzy:

  1. "psztyczka" to tak specjalnie!? Poprawnie piszę się: prztyczka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo ja taka niepoprawna ostatnio jestem... ;)

      Usuń
  2. Podobno czesto nie mamy wplywu na przykre sytuacje,ale mamy wplyw na to jak na nie reagujemy. Jesli masz stresik, to pomysl czy w obecnej chwili masz na dana sytuacje jakikolwiek wplyw. Jesli nie masz, to skup sie na 'tu i teraz' (ja czasem powtarzam sobie ta fraze kilkukrotnie w myslach) czyli przytul kota, zrob ulubiona herbatke, wyjrzyj za okno, obejrzyj sobie fantasy, albo nawet mniej, docen,ze wlasnie jestes pod miekkim kocykiem,ze facet pochwalil Twoje jedzonko, takie drobne rzeczy ktore sie juz dzieja. Ja pracuje nad tym; ostatnio udalo mi sie sobie wmowic: bede sie martwic jutro (bo jutro ciag dalszy batalii z jedna osoba o cos). I naprawde ogarnal mnie spokoj, mialam mile popoludnie. Ja naprawde pracuje nad tym, nad stresem, nad negatywnymi emocjami, marudzeniem. Zrob sobie liste rzeczy za ktore jestes wdzieczna, ja czasem robie sobie takie 'thanksgiving' i wychodzi mi,ze powinnam sie puknac w czolo,ze marudze. Albo robie rownowazenie: jedziemy autem, marudze,ze pada, przylapuje sie (bo po co takie marudzenie i to na glos??) i chce to zrownowazyc - natychmiast znajduje pociesznego psiaka na ulicy, usmiecham sie, voila, zneutralizowalam. :) Mam jeszczze jedna rzecz na chandre: wklepuje na YouTube 'first time EnChroma'. Tym haslem znajduje filmiki gdzie daltonisci wszelkiego rodzaju dzieki specjalnym okularom po raz pierwszy widza np czerwien, zielen, fiolet. Widze ich szok i zachwyt nad czyms czego zupelnie nie znali (a ja to mam na codzien! ), ciesze sie ich szczesciem. Mysle,ze duzo drobnych ale milych doznan potrafi zneutralizowac spory stres, jesli nie calkiem, to chociaz go zredukuja.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Stresu jako tako w moim życiu nie ma. Już kilka lat temu udało mi się go pozbyć.
      Bardziej chodzi o przykre sytuacje, które bolą (śmierć babci, lekarz-sadysta, nieskończone przeziębianie się, skurczony budżet, a do tego batalia z ZUSem znowu się zaczyna...).
      Uśmiecham się, ładuję akumulatory, spaceruję z piesami. Dopóki nie myślę jest fajnie. Zaczynam myśleć i wszystko szlag trafia...
      I w ogóle chyba pms mi się włącza. Albo w ciąży jestem o.O

      Usuń
  3. No tak, o przyjaźnie dziś trudno, czasem się zastanawiam czy przyjaźnie te internetowe to faktycznie są przyjaźnie, ciekawe zagadnienie.
    A Gre o Tron też bym obejrzała. Utknelam chyba na 4 sezonie. Albo 5 i nie wiem co dalej.
    Pozdrowuenia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie te "przyjaźnie" internetowe to można o kant czterech liter rozbić. Ani to przyjaźń, ani jej brak.
      Potrzebny żywy człowiek, tu, teraz.

      Usuń
    2. No ale co zrobisz. Realne przyjaźnie jak są, to bardzo dobrze, ale jak to są przyjaźnie takie na sile, na zasadzie "aby ktokolwiek byl" to co to za przyjaźń?
      Też się ostatnio nad tym zastanawiam, tym postem trafiłaś w punkt.

      Usuń
  4. Coś podobnego mnie męczy. Też fajnie byłoby się z synkiem wybrać na spacer z inną dziewczyną, pogadać, ponarzekać na facetów. Mój np wczoraj stwierdził, że jakoś nie widać bym o mieszkanie dbała i on by więcej zrobił gdyby z naszym 2,5-miesięcznym synkiem był w domu. Do teraz mam smuta i na nic ochoty a tak zawsze bardzo staram się myśleć pozytywnie i zazwyczaj mi się to udaje. Serdecznie pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie samą to dręczy, że ciągle coś robię i ciągle tego nie widać :(((

      Usuń
    2. Łatwo powiedzieć, gorzej z wykonaniem, wychowałam trójkę dzieci i wiem coś o tym. Najlepiej olać gadanie facetów i tyle.

      Usuń
  5. Nie ty jedna wykonujesz syzyfową prace-2 synow+mąż i całe zoo.😊

    OdpowiedzUsuń

Wysoce prawdopodobne, że nie opublikuję komentarzy, które:
- obrażają autorkę bądź czytelników bloga,
- zawierają tylko link,
- mają charakter religijny i nawołują do "nawrócenia",
- nakłaniają do alternatywnych metod leczenia.

Oczywiście od powyższej reguły są wyjątki!
Akceptujmy i darzmy tolerancją siebie nawzajem :)