czwartek, 15 grudnia 2016

Wieści (komu melisy?)

No. Czekacie na wieści.
A ja mielę je w wirtualnych ustach, ugniatam dłońmi podchodząc po raz czwarty do napisania tej notki. No ale wypadałoby to z siebie wypluć. Zwyczajnie i prosto.

Byłam u gina z tymi jajnikami. No i jest... lekko mówiąc, nieciekawie.

Po pierwsze - okazało się, że tomografia jest opisana błędnie i chaotycznie.
Prawy jajnik jest czyściutki i grzeczny (a według TK na nim rośnie guz). Lewy jajnik za to ma do siebie przyklejonego pięciocentymetrowego (sic!) potwora (a na TK widniało, że jest na nim jakaś torbiel).
Owy potwór ma własny system naczyń krwionośnych, więc będzie to albo przerzut, albo (co bardziej prawdopodobne) osobny nowotwór.
Tak, moje ciało stwierdziło, że jeden gatunek chujków to za mało i wyhodowało mi kolejnego.

Na podstawie markerów czy badań obrazowych nie da się stwierdzić, co to jest i jakiego jest typu.
Można by zrobić biopsję, ale może się dziad albo rozsiać, albo nawet się zezłośliwić (jeżeli nie jest jeszcze złośliwy).

Wyjście jest tylko jedno, przynajmniej zdaniem tego lekarza - wyciąć chujstwo ze sporym marginesem i dać na szczegółowe badania. Macicę i drugiego jajnika zostawią w spokoju (nawet nie pozwoliłabym im ich ruszyć!), węzły chłonne też, ale i tak muszą mnie rozkroić.
Po przejściach z portem panicznie boję się operacji. Nabyłam dziwną odporność na znieczulenia i chuja one dają. Nawet u dentysty muszą mnie trzy razy znieczulać, a i tak nic to nie daje.
Nie chcę iść pod skalpel. Ale raczej nie mam wyjścia, jeżeli życie mi miłe.


Chciałabym napisać teraz "Dlaczego ja?!", ale... ale w sumie dlaczego nie ja?
Pokora nie pozwala mi się za bardzo wychylać.
Strach przed gorszym nie pozwala mi marudzić.
Pewność swojej siły nie daje mi się załamać.
A chciałabym się załamać. Chciałabym umieć jeszcze płakać, wyć, buntować się i narzekać.
Jednak nie ma tak łatwo - przyjmuję wszystko na klatę, ze stoickim spokojem, który nawet mnie samą dziwi. Zupełnie bez emocji - co mnie zdumiewa i przeraża jednocześnie.

Btw. Jeżeli ktoś z Was szuka dobrego ginekologa w Żorach lub okolicy (i nie straszne Wam wydanie dwóch stów na wizytę) to mogę dać namiar. Lekarz jest wyjątkowy, sumienny, dokładny, ciekawski i delikatny. No i poprawia humor, co się czasami przydaje. Chyba zostanę mu wierna (chociaż nie podoba mi się cennik, nie podoba, ale dla zdrowia mogę nawet zapłacić ;)).

W ramach niemyślenia daję ciału i głowie zadania.
Kręcą się zwykle wokół "posprzątać, upiec, ugotować", ale to już za mało.
Kiedy odpoczywam myśli napływają same. Więc wymyśliłam nową metodę.
Uczę się angielskiego.
Dobrze przeczytaliście ;)
Minimum godzinę dziennie siedzę ze słuchawkami w uszach i napierniczam kolejnymi aplikacjami do nauki. A potem chodzę po mieszkaniu i gadam do siebie samej. Po angielsku.

Zdziwiło mnie bardzo, że rzekomo mam umiejętności na poziomie C1. Bardziej zdumiało mnie, że w ogóle nie używam czasowników (bo zasób słów nie pozwala ;)), a wszystko tłumaczę przez czasowniki modalne. Co za tym idzie - słownictwo leży i kwiczy. Ale kwiczy coraz słabiej, bo już z dziesięć godzin wkuwałam słówka. Czuję się mądrzejsza, o!


Choinka stoi. Świeci.
Rysiek regularnie kradnie z niej bombki. Ciema i Gacek ignorują mrugające ustrojstwo.
Świątecznie jest.
I to mimo wizyty z Ryśkiem u weterynarza (zapalenie pęcherza biedny ma), mojego latania po lekarzach, wrednego wirusa grasującego po mieszkaniu i niepewnej przyszłości.


Czwartego stycznia mam wizytę u onkologa. Obiecuję sobie do tego dnia nie myśleć o operacji, chemii, naświetleniach.
Święta mają być na pełnej piździe. I nie uznaję w tej kwestii żadnych półśrodków.

* * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * *
SMS na numer 75 165 o treści: POMOC 6742
czyni mój świat lepszym :)

piątek, 9 grudnia 2016

No problem

Parę dni temu, na twarzoksiążkowej grupie rakowców, wdałam się w dyskusję o problemach.
Jak sobie z nimi radzić, czy warto się nimi przejmować, jak z nimi żyć?

Powiem Wam jedno - od zawsze miałam prostą zasadę kierującą moim życiem:
Problem jest tylko tam, gdzie sam go widzisz.

Co to oznacza?
Zwykle podchodzimy do spraw zbyt osobiście i zbyt głęboko. Kopiemy w myślach, zadręczamy się, snujemy dalekobieżne wizje.
To do niczego nie prowadzi.

Jak ja sobie radzę z problemami?

Najpierw daję sobie czas na wypalenie emocji.
Zwykle ten stan trwa do momentu zaśnięcia wieczorem ;)
Panikuję, rozwlekam, grzebię.
Nic przyjemnego, ale na tyle pozwala mi się zaznajomić z wrogiem, że już następnego ranka mam gotowy plan działania.

Jak stworzyć plan działania?
Tutaj potrzeba surowej oceny, bez zabarwienia uczuciowego.
Zwę to "burzą mózgu" ;)
Zapisuję każdy, nawet najmniejszy, zalążek pomysłu na rozwiązanie kłopotliwej sytuacji.
Posługując się twardą logiką zazębiam kolejne czynności.

Problem z gotowym planem działania nie jest już problemem ;)

Druga sprawa - nie ma sensu się gnębić.
Nie twórzmy sobie wydumanych pseudoproblemów. Jeśli jakiś krąży nam w głowie - albo go wykluczmy (sprawdzając stan rzeczywisty), albo pozwólmy mu zaistnieć - wtedy możemy stworzyć plan działania i problem znika ;)

Zadaniowe podejście do życia działa na duszę jak balsam, jak melisa, jak wyciąg z mniszka lekarskiego, jak maść nagietkowa.

Przykłady?

W okolicach 20. listopada okazało się, że zupełnie nie starczy nam kasy na życie. Ba! Brakło nawet na opłaty ;) Wszystko przez czynsz i dziwnie wysokie zużycie mediów.
Po pierwszym szoku i załamaniu uczyniłam plan - i tak powstała garść kolczyków, nowe konto na Avalonie (na wszelki wypadek, zabezpieczenie przyszłości), wydzwaniałam też do Gwiazdy Nadziei (moja pierwsza fundacja), żeby coś uszczknąć z konta. Do tego doszła mała fuszka, ciachnięcie kosztów (wyprawa do Play'a). No i jakoś się udało. Problem nie okazał się zbyt ciężki do rozgryzienia ;)

Drugi przykład - ostatnia tomografia. Nosz - wściec się można. No i cały wtorek się wściekałam, rzucałam na prawo i lewo pannami lekkich obyczajów.
Dzień później miałam już plan działania.
Wzięłam pod uwagę konkretne skutki zachowań i już wiem, co jak i gdzie ;)
Mam świadomość, że jeśli pojawię się z tym wynikiem u onkologa to, bez żadnych pytań czy dalszych badań, rzuci mnie na chemię.
Trzeba to ominąć. No więc ginekolog, Pół dnia na telefonie i udało się nawet dwóch skombinować (chociaż w pierwszym gabinecie chcieli mnie na 26 lutego umówić! i to prywatnie!).
Plan działania już wkroczył w źycie. Nie mam chwilowo żadnego wpływu na dalsze wydarzenia, więc czekam.

To, czy w tym momencie będę się przejmować, czy przyjmę to zupełnie na luzie, nie zmieni zupełnie nic.
Więc, świadoma konsekwencji swoich emocji, postanawiam, że NIE BĘDĘ SIĘ PRZEJMOWAĆ.



No. A teraz łykam przeciwbólki i lecę się zająć intensywnym nieprzejmowaniem ;)

* * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * *
SMS na numer 75 165 o treści: POMOC 6742
czyni mój świat lepszym :)

środa, 7 grudnia 2016

Wieści z frontu (łyknijcie melisę przed czytaniem)

No co ja zrobię, że było zajebiście i być przestało?
Fajnie się leniło, mieliło w zębach codzienność, okrywało się spokojem i budziło się z radością.
Wzięło i wszo kopyrtnęło.



Tomografia bebechów twierdzi, że węzły chłonne szaleją, a ja nabyłam nowy przerzut. Na prawego jajnika. Rzekomo.

I znów przyzwyczajam zad do krzesełek przychodniowych, a ucho do słuchania melodyjek w telefonie (te z gatunku "zajęte, proszę czekać"). No trudno.

Może się uda chociaż spełnić marzenie. Postanowiłam zostać weterynarzem.
W lutym mam zacząć szkołę.
Oby się wszystko do tej pory jakoś uspokoiło. Nabrało ogłady i dystansu. Oby.

Tak poza tym to przyjęto mnie do Avalonu :) Po lewej macie moje nowe namiary :)
Do tego wczoraj byłam na komisji w ZUSie. Lekarz przedłużył rentę na kolejne dwa lata, ale zobaczymy, co o tym sam Zakład Uzdrawiania Słowem twierdzi. Zobaczymy.

Z nerwów i niepewności rozszalała się wątroba.
Przerobię ją na pasztecik. Rwa. Jakby było mało tego, że mi infekuje całe ciało...

Zatem doceńcie, że kotwasząc się w pościeli, działając pod wpływem (kodeiny i pyralginy) udało mi się dodać nowe kolczyki i bransoletki do sklepiku. Było ciężko, ale się udało :)

No i takie tam.
Nawet mi się nie chce myśleć...


* * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * *
SMS na numer 75 165 o treści: POMOC 6742
czyni mój świat lepszym :)