wtorek, 24 lutego 2015



Los i jego przewrotność

Żyję sobie ze świadomością hodowania w sobie aliena już niemal rok. Niektórzy uśmiercili mnie już dawno temu, niektórzy nawet kilkukrotnie. A ja sobie żyję. Mimo wyroku, mimo wiedzy, że tkwię na niebezpiecznej granicy między życiem i śmiercią. Żyję.
A moja koleżanka z podstawówki i gimnazjum już nie. Dwa dni starsza ode mnie. Straciła przytomność i już jej nie odzyskała. Zupełnie nieświadomie wyhodowała w głowie tętniaka, który pękł. I jej już nie ma. A ja jestem. Chociaż to na mnie wydano wyrok.

Wniosek z tego płynie krótki - nikt nie zna dnia ani godziny. Wyroki wyrokami, ale nad każdym z nas stoi ta wredna kostucha i szczerzy się gołymi zębami, i strzela radosnymi iskrami z pustych oczodołów.


A w głowie telepie się kolejne pytanie - lepiej wiedzieć o tym, że czas ci się gwałtownie kurczy, czy lepiej nie wiedzieć i żyć w nieświadomości?
Chyba jednak wolę wiedzieć...

W tematyce odrobinę weselszej - odzyskałam nieco swojego rozmachu i energii. Nieco tylko, a tu już jutro kolejna chemia. Nie chcę, kurwa, nie chcę! Uwielbiam stan odradzania się dawnej mnie, gdy codziennie gotuję mojemu NibyMężowi obiadek, robię pranko, sprzątam i uwijam się w domku jak mała pszczółka. A tu znowu będzie leżenie plackiem do niedzieli. Nie chcę...!
Udpostępnij:

7 komentarzy:

  1. No niestety, dnia i godziny się nie zna, ja swego czasu też tak straciłam dawną koleżankę - niezbyt bliską, ale wtedy dało mi to w czachę tak, że nabawiłam się nerwicy lękowej (m.in. to było powodem nasilenia) I przestrachałam 3 lata swojego życia, że nagle umrę albo ktoś inny i zamiast mieć to w dupie to miałam pokręcone rzeczy w głowie. A potem zachorowałam na raka i przestałam się bać i żyję pełnią życia, choć po chemii to brzmi śmiesznie:)
    Pierdolić śmierć, pierdolić jej nieuchronność.
    Żyć ile się da, póki sie da, póki mamy siłę :)
    Trzym się Lucy

    OdpowiedzUsuń
  2. Mnie też zawsze przeraża i zadziwia, ze ktoś był i nagle go nie ma. Trzymaj się, życzę szybkiego powrotu do gotowania obiadków po chemii :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Trzymam kciuki za jutrzejsza chemię !! Lucynko jutro sa 7 urodzinki mojego synka leonka :)) wiec ta data musi byc szczęśliwa I tego sie trzymajmy !! Chemia przeleci szybciutko ... sciskam I przesylam wielkiego przytulasa :) emilia

    OdpowiedzUsuń
  4. Bardzo bardzo trudny temat
    "opowiadanie"
    http://mateusz.pl/bpjz/xtymoteusz/slowo/41.htm

    OdpowiedzUsuń
  5. e tam, nie ma co tam sobie gdybac TRZA ZYC !
    pozdrowionka:**

    OdpowiedzUsuń
  6. Wciąż nie mogę uwierzyć w to co się przytrafiło H. Ty masz komfortową sytuację w tym względzie. Znasz wroga i walczysz z nim! Trzymam kciuki!

    OdpowiedzUsuń
  7. Niestety tak bywa... Też miałam kolegę, który zachorował, niby wyzdrowiał, niby wszystko ok już wracał do formy.. A nagle śpiączka z której już się nie wybudził. Co do chemii - sama jej nie doświadczyłam, ale wierzę że jest okropna. Ale jeśli daje szansę na lepsze jutro albo pojutrze - trzeba walczyć, żeby nie ułatwiać kostusze pracy i najlepiej ją wysłać na jakiś urlop bezterminowy :)

    OdpowiedzUsuń

Wysoce prawdopodobne, że nie opublikuję komentarzy, które:
- obrażają autorkę bądź czytelników bloga,
- zawierają tylko link,
- mają charakter religijny i nawołują do "nawrócenia",
- nakłaniają do alternatywnych metod leczenia.

Oczywiście od powyższej reguły są wyjątki!
Akceptujmy i darzmy tolerancją siebie nawzajem :)