czwartek, 18 maja 2017



Grzech

Obiecywałam sobie wiele. Obiecywałam sobie za dużo.
Czyli..? Cała ja, bez zmian ;)

Zgodnie z własnymi radami, wyrzuciłam wczoraj połowę zawartości szafy. Czas najwyższy.
Jeśli coś przed rok nie miało kontaktu z moją skórą, to pewnie przez kolejne pięć lat też nie będzie go miało.

Wyciągnęłam też ubrania letnie. I te z kartonu "za małe", które skrzętnie przejrzałam i przymierzyłam. Wszystko, co nadal jest za małe poszło do wora.
Czuję wolność. I świeżość w szafie.
Teraz piętrzy mi się cała hałda ubrań "do przeprania". W tym celu nawet zabrałam Gackowi zapasowy kosz na pranie (zwykle leżał na szafie, Gacuś tam sypiał i się bawił - bo dwa kosze nam się w łazience nie mieszczą, a szkoda ;)). I powoli muszę się jej pozbywać. Staram się.

Idąc za ciosem - kupiłam wczoraj kilka smarowideł do ciała. Balsam, żel pod prysznic, kremik. Ot, takie tam.
I popełniłam ogromny błąd.
Ogólnie mam odwyk od perfum - postanowiłam zużyć wszystkie, które już mam. A mam sporo.
Ale niuchnęłam. Nieświadomie niemal.
I tu dygresja - każda perfumoholiczka zaświadczy, że zapachy siedzą w głowie. I że te oryginalne pachną zupełnie inaczej niż odpowiedniki - trzymają się skóry, rozwijają się, ewoluują... Starałam się ten fakt ignorować. Od czterech lat.
Ale nierozważnie psiknęłam sobie Cacharelem, dokładniej perfumami o nazwie "Eden".
BOGOWIE! ZA JAKIE GRZECHY?!
Cały dzień siedziałam z nosem w zagięciu łokcia. Las, ziemia, mech, słońce przeświecające przez korony drzew. Jeziorko. Nad nim rusałka czesze swoje długie włosy.
Na polanie tańczą południce. Zza konara wychyla głowę półdziki centaur. Poluje na jednorożca, który leniwie skubie trawę.
Gdy odrywałam nos od skóry czułam się, jakby ktoś mnie brutalnie przebudził.

Nawet prysznic nie zabił tej woni lasu na mojej skórze.



To jest straszne, znowu się uzależniłam.
A ja nie chcę kupować kolejnych perfum, nie chcę!
(no dobra, tak szczerze to chcę, ale nasze konto i portfel tego nie chcą, bardzo nie chcą, tupią i drapią, że nie chcą!)
Tak bardzo nie chcę, że aż pragnę Edenu całym swoim jestestwem!

Materializm jest zły. Jestem zatem zła. Zła do szpiku kości. Rwa.

Śmiać mi się chce, gdy ślinię się do ciężkich i mrocznych perfum, a Mężny podsuwa mi pod nos "Be Delicious" DKNY.
I wierci mi w brzuchu dziurę. I korci.
A ja nie czuję tego. Zwyczajnie na mnie nie działają.
Ja potrzebuję ciemności. Ciężkości. Tajemnicy.
Widać, że przeciwieństwa się przyciągają ;)

A jutro tomografia. Trutututu, nie chce mi się marnować całego dnia. Trutututu.
Tomografie to zło. Trutututu. Jak pojedziemy o 8, tak o 18 będziemy w domu.
Już się, kurwa, cieszę.

No, pranie się skończyło. Idę je powiesić. I kolejne wstawić.
Jak dobrze, że pogoda jest propraniowa! ;)

* * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * *
SMS na numer 75 165 o treści: POMOC 6742
czyni mój świat lepszym :)
Udpostępnij:

8 komentarzy:

  1. Moj facet tez uwielbia tradycyjne 'Be Delicious' :) Ja tez zazwyczaj uzywalam lekkie zapachy. Co do ciezkich, to pudrowe i pizmowe mnie odstraszaja, tudziez rzeczy typu Opium czy syntetyk Chanel no 5.
    Ale dopiero na Antypodach przekonalam sie ogolnie do mocnych zapachow, bo tu kwiatowe to nie roze i bez, tylko jakies nawet nieznane mi egzotyczne kwiaty o naprawde ciezkim zapachu. I nie wiedzialam,ze takie zapachy w ogole istnieja, bardzo je lubie, choc sa ciezkie, slodkie, soczyste, glebokie, ale czuc,ze z natury (moze troszke Kenzo miewa w porywach taki styl). Niemniej jednak, czasem potrzebuje od nich przerwe :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kenzo! Uwielbiam! Słonia zawsze mam na dni, gdy czuję się dzika i nieujarzmiona :D

      Usuń
  2. Od większości perfum boli mnie głowa... , ale ten centaur... podziałal mi na wyobraźnię ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, Eden jest bardzo ciężki i namolny. I ogoniasty. Ból głowy gwarantowany ;)

      Usuń
  3. Ja w perfumeriach mam odwrotnie, jak sobie psikne w nadgarstki to po jakims czasie ten zapch przeksztalca sie w dziwna won od ktorej zaczyna mnie bolec na calego glowa, co innego na pergaminie lub papierku, chyba moje nadgarstki nie sa do perfumowania :/
    chetnie bym sobie popsikala na szyje i dekolt, ale bojem sie, ze bedzie to wygladalo jak kradziejstwo, ale raz mnie sie udalo niby to nie wcelowalam w nadgarstek:p
    Troll:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Serio przejmujesz się, co ludzie powiedzą? ;) Jeśli ktoś uzna to za kradziejstwo to jest guuuupi!
      Perfumy na każdym pachną inaczej, zależy to od typu skóry i jej ph.
      Np. na mnie Alien pachnie cudnie, na mamie śmierdzi chwastami.
      Na Mamuśce Angel układa się jak welon, na mnie zajeżdża trupem ;) W ten sposób kupujemy sobie perfumy - dla mamy biorę te, co śmierdzą mi na skórze zgnilizną, mama mi bierze te chwastowe :D I to działa! :D

      Usuń
  4. Od dawna czytam Ciebie z ogromną przyjemnością, w Halucynkowych kolczykach chadzam ale do tej pory nie komentowałam. Ale po tym poście muszę. Kocham Eden od pierwszego powąchania i od lat używam; z niewielkimi przerwami na inne ciężkie perfumy.
    Reasumując, jesteś fajna, zabawna, mądra i jakby tego mało było, masz świetny gust perfumeryjny. Ale wyjątkowe osoby tak mają, prawda?
    Pozdrawiam cieplutko
    Dorota

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miło mi baaardzo <3 Cieszy mnie to, że nie tylko ja mam takie "dziwne" (jak to mówi mój Mężny) upodobania co do perfum ;)
      Aleś mi tu posłodziłaaa! Ojej :D Czerwieniam się i tulam mocno, mocno! Edeniasto tak! :)))

      Usuń

Wysoce prawdopodobne, że nie opublikuję komentarzy, które:
- obrażają autorkę bądź czytelników bloga,
- zawierają tylko link,
- mają charakter religijny i nawołują do "nawrócenia",
- nakłaniają do alternatywnych metod leczenia.

Oczywiście od powyższej reguły są wyjątki!
Akceptujmy i darzmy tolerancją siebie nawzajem :)