środa, 2 grudnia 2015

Wojna o klop

Dziwnie skonstruowane są tu sale. Leżymy u nas w czwórkę, na sali obok też czwórka. I mamy wspólną łazienkę.


Codziennie odchodzi jakaś batalia śmieszna.
Albo sąsiedzi mają pretensje, że zamykamy drzwi do łazienki na kluczyk.
Albo, gdy nie zamkniemy, włażą bez pukania.
Albo pukają co pół minuty (jeśli ktoś sądzi, że się pod presją szybciej wysram to się gruuubo myli!).
Ale dzisiaj to już apogeum!
Wchodzi na salę pielęgniarka. Konspiracyjnie zamyka drzwi na salę.
Aż zaciekawiona wyjęłam swój świat z uszu (w sensie - słuchawki).
A ona do nas, żebyśmy nie paliły w kiblu, bo babce na sali obok to przeszkadza i zaczyna się dusić.
I patrzy na nas, lustruje.
Ja zakopana w pościeli z książką ('Kosciany Galeon' Piekary! Kawaler mi sprezentował, zupełnie niespodziankowo!) i muzyką (Marylin Manson i jego nowy 'Pale Imperator', yummy!).
Pani Halinka jedną nogą wstała, ale drugą jeszcze śpi. Trochę zaplątała się w wężyk od tlenu.
Pani Kasia na środku pokoju w kurtce i dwoma torbami zakupów w rękach.
Pani Krystyna zamarła ze sledziem zatkniętym na widelcu jakieś 2cm od ust.
Pielęgniarka zmieszana i zaintrygowana. Bo 'Ej, ale u Was nie śmierdzi! To one palą!'.
Oto metoda na zgonienie winy na niewinnych - zajaraj w kiblu i zgłoś heartzklekoty spowodowane smrodem tytoniu dobiegajacym z sali obok ;)))
A co do książeczki.
W niedzielę przyjechał Kawaler. Przywiózł mi trochu ubrań, strawę i osiemdziesiąt kiligramów mojego ukochanego ciałka do tulania.
Posiedział chwilkę, pojechał.
Panie na sali zachwycone, jak my się kochamy, jakie ciepło od nas bije i jak do siebie pasujemy. I nawijka, jaki to on przystojny, zaradny, pracowity i opiekuńczy. Wtem wstaje w drzwiach. A ledwo godzinę wcześniej pojechał!
I daje mi torbę z książką :D
Tak się cieszylam, że aż ręce mi drżały :D
Tak, wrócił się do domu, do Żor. Pojechał na zakupy, dorwał książkę i... Przyjechał znowu do Katowic :)))
Mój mistrz niespodzianek :)))

wtorek, 1 grudnia 2015

Chcesz pomóc? Kliknij!

Raczysko strasznie finansożerne jest.
A i zwykłe, ludzkie kłopoty potrafią nas dopaść.
Jakby z alienem było mało zabawy...
Co zrobić?


PRZEKAŻ 1% PODATKU

KRS: 0000298237
z dopiskiem: dla Lucyny Polaków
:

WPŁATA NA KONTO W FUNDACJI


32 1940 1076 3045 2145 0003 0000
Fundacja "Gwiazda Nadziei"
ul. H. Dąbrowskiego 22; 40-032 Katowice

z dopiskiem: dla Lucyny Polaków



Nie oszukujmy się - lekarstwa i suplementy diety, dojazdy do szpitala, przebywanie w tym szpitalu, zdrowe odżywianie, codzienne udogodnienia dla osoby niepełnosprawnej (a jestem nią, kwa jego mać, niestety) to koszt dużo większy, niż tryb życia zdrowego człowieka.

Dodatkowo wpadają przeszkody.
A to ZUS przebrzydły nie chce mamie renty przyznać.
A to zakład pracy taty ogłasza upadłość.
A to odzywa się komornik, aby odebrać należność kogoś z rodziny sprzed wielu, wielu lat.
A to Lucynka przytyje i nie ma co na swój ogromny zad założyć.
A to samochód przy próbie odpalenia mówi "Basta!".
A halucynogenna leży w szpitalu, odbiera telefony, i wpada w głęboką konsternację.

Ale dzięki Wam czasami jest zwyczajnie... spokojnie :)))

DZIĘKUJĘ!

Szok


'To pani chce się leczyć czy nie?!'
Hasło naczelnej lekarki, pani T. (uciekajcie, gdy tylko usłyszycie jej nazwisko!).
Moje dwajścia dziewięć wessanych chemii, czyli siedemdziesiąt kroplówek, przeca wyraźnie świadczy o tym, że nie!
O co poszło?
Mój port jest do usunięcia. A wypadałoby założyć nowy.
Ja mówię, że to nie ma sensu. Że mój organizm i tak go wypcha, a w ogóle to po drugiej stronie mam tatuaż i nie mam ochoty się oszpecać na całe życie dla trzech chemii.
No to pani T. się zirytowała. Wywołując powszechne oburzenie wśród jedenastu osób zgromadzonych w sali podczas wizyty.
Przecież są wklucia centralne, a od biedy można wenflonem spróbować.
Nikt nie ma prawa wymuszać na mnie jakiejkolwiek decyzji!
Nie? A jednak!

Ale ja wiem o co chodzi.
Każdy wie o co chodzi.
Bo jak nie wiadomo o co, to wiadomo o co.

Na szczęście po chwili na salę wróciła doktor C. Załagodziła sytuację.
Porozmawiała na spokojnie.
Ustaliłyśmy schemat działania.
Dało się? Dało.

Bogowie, jak ja tęsknię za dr. Kowalczykiem!
Ledwo minął tydzień odkąd przeniósł się na Ceglaną, a już na Raciborskiej rządzi chaos i żądza pieniądza.
Straszne.