Początek roku

Od miesiąca się nie odzywam, co? ;)

Styczeń był bardzo aktywny. Miałam komisję ZUS, przedłużyli mi rentę o 2 lata. Niestety samej renty nie dostałam (w lutym nadpłacą), więc trzeba było kombinować.
Wróciłam do robienia maskotek, tak na pełen etat (a dokładniej na pół etatu ;)). I okazuje się, że jestem w stanie zarobić dokładnie tyle samo, ile dostawałam wypłaty.
Ktoś mi tu wyrzucał z półtora roku temu, że powinnam wziąć się do prawdziwej pracy... A tu taki psikus, interes kwitnie, moja działalność nierejestrowana (w pełni legalna, ha!) cudnie się rozwija.
Przez to zostaje mi bardzo mało czasu na pisanie. W sumie nawet nie bardzo mam o czym pisać. Jutro miałam jechać na chemię, ale właśnie próbuję się dodzwonić do szpitala i ją przełożyć. Grypsko mnie rozłożyło, mam stan podgorączkowy od rana i jakoś czarno widzę tułanie się w tym stanie autobusami do Katowic. Wszystko mnie boli. Wszystko, łydki, uda, a najbardziej kręgosłup. I łeb ;)
Ale to znośny ból, taki z kategorii "czuję, że żyję ". Bóle stricte onkologiczne od grudnia trzymają się ode mnie z daleka. Chemia zaczęła działać - nie mam już zimnych potów, nie męczę się tak szybko, zaczynam trochę logiczniej myśleć, wątroba i jajniki siedzą cicho.
Percepcyjnie ujmując - czuję się zdrowa. No. Poza tym cholernym katarem.

A już 15 lutego do kin wchodzi trzecia część "Jsk wytresować smoka"! Nie umiem się doczekać :)))

Tulam Was ciepło i pamiętam :)

Share:

2 komentarze:

  1. Cudnie, oby tak dalej🤗mam oczywiście na myśli pozytywne podejście nie grypę 🤣

    OdpowiedzUsuń
  2. Cieszę się , że jest lepiej :)

    OdpowiedzUsuń

Wysoce prawdopodobne, że nie opublikuję komentarzy, które:
- obrażają autorkę bądź czytelników bloga,
- zawierają tylko link,
- mają charakter religijny i nawołują do "nawrócenia",
- nakłaniają do alternatywnych metod leczenia.

Oczywiście od powyższej reguły są wyjątki!
Akceptujmy i darzmy tolerancją siebie nawzajem :)