sobota, 21 lipca 2018



Wrócił rak, nieborak, jak go pierdolnę to ino raz!

Na fejsie pisałam już Wam, że odebrałam połowę wyników z tomografii. Było to już z tydzień temu, ale musiałam sama zastanowić się nad swoimi odczuciami, żeby w ogóle moc Wam coś na ten temat opowiedzieć.

Rak, a dokładniej przerzuty na kręgosłup mi szaleją. Miałam zajęte dwa kręgi, mam zajęte sześć. Wiąże się to pewnie z powrotem do leczenia, a także rezygnacją z pracy... ale więcej będę wiedzieć dopiero w poniedziałek, kiedy odbiorę drugą część wyników i skonsultuję się z onkologiem.

O dziwo, nie jestem załamana. W pewnym sensie trochę mi nawet ulżyło!
Jakoś od marca miałam straszne wyrzuty sumienia w sprawie mojego pracowania...
Wracałam z roboty, bez sił i chęci do życia. Nie umiałam się na niczym skupić, a bóle kręgosłupa stały się szarą codziennością. Każdy wysiłek fizyczny, nawet najmniejszy, kończył się powodzią potu, włosy miałam praktycznie non stop mokre...

I miałam schizy. Moje poczucie własnej wartości spadło do poziomu szlamu i mułu. Czy jestem aż tak do dupy, aż tak leniwa i rozpieszczona, że mi się nawet pracować nie chce?
Dlaczego reszta dziewczyn z pracy ma siły i chęci do imprez i wyjazdów, gdy ją po robocie mam ochotę tylko zakopać się w łóżku i umrzeć?!

Wszystko się wyjaśniło, gdy dowiedziałam się o nowych przerzutach.
Okazało się, że ja wcale nie wariuję, że nie jestem leniwa. Ja jestem po prostu chora.
Mogę być słaba. Mogę nie mieć siły. Moge, bo skurwiel się obudził.
I nie jest to wina mojego słabego charakteru. Nie jestem też sama sobie winna.

Do pracy nie wrócę pewnie zbyt szybko. Od trzech tygodni siedzę w domu na L4, bo jeszcze przed tomografią zepsułam sobie łapkę.
Nawet te moje ciągłe psucie się łapek może wynikać z przerzutów, bo mam zajęty niemal cały odcinek piersiowy kręgosłupa.

Brakuje mi roboty. Tęsknię za koleżankami. Za tym poczuciem, że w końcu żyję normalnie, jak każdy inny czlowiek.

Normalność może być tak deficytowym towarem!
Przynajmniej wiem, że próbowałam. I mogę być z siebie dumna, że ta improwizacja trwała aż dziewięć miesięcy :)

Trzymajcie kciuki w poniedziałek. Ja dzisiaj na kodeinie i termoforze, bo kręgosłup znowu zdechł. Ale żyję. I nie dam się :)