czwartek, 7 września 2017

Antystresant - akwarium :)

W poprzednim poście obiecałam Wam napisać kilka metod na walkę ze stresem.
Planowałam jedną notkę zbiorczą, ale okazało się, że mam tego tyle w zapasie, iż spokojnie mogę stworzyć cały cykl.


Miało być dzisiaj coś innego, ale... No właśnie :D

Od poniedziałku Krzyś miał wolne w pracy.
No i stało się to, co planowaliśmy już niemal od trzech lat.
Zupełnie zmieniliśmy biotop w naszym akwarium. I wystrój. I obsadę. I wszystko!
Wyglądało to tak:



Wstyd się przyznać, ale zrobiła się nam straszna "zupa rybna".
Mieliśmy tam wszystko, od skalarów, przez gurami, po pielęgniczki.
No tragedyja na kółkach (a raczej "w szkle").
Zakasaliśmy rękawy, odłowiliśmy rybki. W sumie na trzy raty, bo dużo ich było.
Wymieniliśmy starą obsadę na nową. No i... jazda!






Po dwóch dniach pracy mamy to:









Wieczorami, zmienia się to na:


Na zdjęciach tego aż tak nie widać, ale...
mamy mały, prywatny kawałek jeziora u siebie w domu :)

Jak działa na człowieka akwarium?
Jeżeli podejdziesz do tego z głową i wiedzą to masz pełen relaks. Patrzysz i czujesz dumę. Odpływasz przy szumie wody i tańczących rybkach...
Szybko doczekasz się małych rybek, a wtedy duma rośnie razy pięć.
Młode rybki możesz w sklepie zoologicznym wymienić na lepszy sprzęt czy jedzenie. W ten sposób właśnie udało się nam bardzo niskim kosztem stworzyć Malawi :)
Wiele osób (szczególnie tych, które akwarium w życiu nie miały) twierdzą, że akwarystyka jest nudna. Nie jest :)
Jest relaksująca i masująca umysł bąbelkami z pompek :D

Wczoraj byliśmy w hurtowni elektrycznej.
Okazało się, że ponad połowa jej pracowników ma w domu akwaria!
Wpadliśmy tam dosłownie na chwilkę (po zasilacz do LEDów ;)), a siedzieliśmy ponad pół godziny, bo rozgorzała dyskusja o naszych szkiełkach!
Wiedziałam, że psiarze dogadują się z psiarzami, kociarze z kociarzami, ale nie wiedziałam, że tak samo działa to w przypadku akwariów.
Dodatkowo na Facebooku jest mnóstwo grup o akwarystyce, gdzie w każdej chwili można poprosić o pomoc, lub po prostu pochwalić się rybkami.
Lubię się chwalić rybkami.
Szczególnie tym, że pamiętam ich łacińskie nazwy ;P
(Aulonocara Fire Fish, Cynotilapia zebroides Likoma Red Top, Labidochromis caeruleus Lion’s Cove ;))

Zaczynając zabawę w "akwarystykę na swoim" nie sądziłam, że stanie się to naszym wspólnym hobby. Pół naszego życia kręci się wokół akwariów, drugie pół wokół kotów i psa. Świetny sposób na to, żeby zapomnieć o całym świecie (nie tylko o stresie).

Chcecie zacząć zabawę w akwarium?
Polecam zacząć od akwarium 30-40l z bojownikiem. Bojowniki są piękne i mało wymagające.
Potrzebujesz na start tylko akwarium, grzałki, filtra, opakowania żwirku i z dwóch roślinek. No i bojownika ;)
Inną obsadą na start są gupiki. Mnożą się jak szalone, do tego są żwawe, kolorowe i przeżyją nawet w kałuży.

Nie będę pisać o tym, jak zakładać akwarium, bo o tym jest mnóstwo stron w internecie (tylko pamiętajcie: nie słuchajcie sprzedawców w sklepach zoologicznych - 90% z nich nie ma zielonego pojęcia o tym, co sprzedaje; pozostałe 10% wie, co sprzedaje, ale chce sprzedać wszystko, jak leci).
Zarzucę tylko linkiem - klik!
Tam dowiecie się wszystkiego, co jest konieczne przy starcie akwarium.
Nie bójcie się ilości tekstu - w praktyce wszystko jest dużo prostsze :)

Tak oto udało mi się odhaczyć post o odstresowaniu i aktualizację stanu akwariów za jednym razem, taka zdolna jestem! :D

Widzimy się ponownie w poniedziałek o 18:00! :)

poniedziałek, 4 września 2017

Bo to zły zębolog był - czyli o wpływie stresu na samopoczucie

Ogólnie, na co dzień, to ja jestem całkiem sprytna foczka:
biegam, latam, gadam - pełny serwis!
Jednak czasami coś mnie rozłoży. I nie byłabym sobą, gdybym nie odkryła przyczyny owego rozkładania.

I tak znalazłam w moim notesiku dziwne ciągi przyczynowo-skutkowe:
Tomografia? Dzień później boli wątroba.
Onkolog? Dzień później boli wątroba.
Brak kasy? Patrz wyżej.

Tak się złożyło, że w zeszłym tygodniu Krzyś spadł z jebanej drabiny
(albo raczej: "Jebany Krzyś spadł z pierdolonej drabiny").
A jeszcze dzień później byłam u zębologa.

Nie to, żebym miała coś do zebologów - ja ich lubię i szanuję.
Jednak sądzę, że coś musi być nie tak z człowiekiem, który zawodowo para się trzymaniem wiertarki w paszczy innych ludzi.

To trochę jak z pająkami:
fascynujące stworzenia, piękne i majestatyczne.
No ale trochę niepokojące jest to, że mają aż osiem nóg, kilka kompletów oczu, a do tego są włochate i plotą pajęczyny (swoją drogą: jako dziecko sądziłam, że pajęczyna to samica pająka :D).

Mogę lubić jakiegoś pająka, nawet go dokarmiać i doglądać. 
Mogę podziwiać ich zdjęcia, szczególnie macro - genialna sprawa.
Ale niech tylko to ośmionożne bydle się do mnie zbliży, to ja od razu mam minizawał.
Mimo całego opanowania i podziwu dla tych potworków, dzięki którym przez trzy lata ukrywałam swoją arachnofobię przed Mężnym, mówię im po prostu:
"Trzymaj się z daleka! 
Zbliżanie grozi spotkaniem z kapciem (lub odkurzaczem)."


I tak samo mam z zębologami.
Mój dentysta to zdolny i empatyczny facet, ale... No kwa, jest zębologiem.
Póki jest daleko to go uwielbiam.
Jednak gdy tylko wchodzę do jego pajęczyny gabinetu to serducho chce mi gardłem wyleźć.
Ale go szanuję (i nienawidzę, kwa).

Wracając do tematu:
Krzyś spadł z drabiny, ja byłam u zębologa, a dzień później:
A P O K A L I P S A

Brzuch napierdala, plecy łamią, łeb pęka.
I na nic przeciwbólki, bo po nich ból mnoży się razy pińć.
Pomaga tylko gorący prysznic.
Pewnie dlatego, że wodę kocham wprost proporcjonalnie do tego, jak nienawidzę pająków i dentystów (razem wziętych!).
Woda jest moim najlepszym lekarstwem.
Nawet zrezygnowałam z abonamentu w Storytel, żeby mieć kasę kilka razy w miesiącu wyskoczyć na basen :)

Meritum tudzież apel?

Stres to zło.
Unikajcie stresu, a będzie dobrze.
No. Może w następnej notce podzielę się kilkoma metodami na odstresowanie?

Widzimy się w czwartek o 18:00! :

piątek, 1 września 2017

Howl..!

Czasami mam wrażenie, że wyszłam za wilkołaka.
Zasypiam z Tofikiem (Mężnym, w sensie).
Rano budzę się z Reksem.

Zgadzałoby się też to, że kości ma ze stali, lubi ryzyko i zgubił gdzieś zdrowy rozsądek.
Z tego względu średnio raz w miesiącu spada z drabiny.
Statystyczne "raz w miesiącu" wypadło we wtorek - chodzi cały poowijany w bandaże, kuśtyka przy każdym kroku.
Ale, jak na wilkołaka przystało, nie usiedzi w miejscu i lata do pracy.
Bo co to jest kilka siniaków, otarć i wyrw w skórze?

Czasami mam ochotę użyć mojego tasaka i skrócić jego męki. 
Albo nabić mu trochę rozumu do głowy.
Ale niestety, tasak jest ze stali nierdzewnej, a nie ze srebra.
A tylko srebro jest w stanie skaleczyć wilkołaka.
Cholera.

;)


Widzimy się ponownie w poniedziałek o 18:00! :)