niedziela, 15 maja 2016

SZUKAMY KOTKA!

Apel do mieszkańców Żor.

Na osiedlu PAWLIKOWSKIEGO w okolicach bloku numer 16 zaginęła kotka ze zdjęcia.


Ma charakterystyczne kreseczki koło oczu (jak makijaż) i czarną "grzywkę".
Kotka wysterylizowana i domowa, ale może nie reagować na obce osoby. Jak ją zobaczycie to po prostu do mnie piszcie/dzwońcie (507 897 585).

Pomóżcie. 
To wspollokatorka siostry naszej Ciemki.

piątek, 13 maja 2016

Czas na radość :)))

Po wielu miesiącach udręki, życia z dnia na dzień, pozbawiania się wszelakich przyjemności, odstawiania na bok swoich marzeń i pragnień... nastał czas dla NAS.

Korzystając z okazji, że pech wziął sobie czasowy urlop...
BIERZEMY ŚLUB :D


Za trzy miesiące, trzynastego sierpnia w samo południe, powiemy sobie "tak", czy wyklepiemy jakąś tam formułkę w Urzędzie Stanu Cywilnego. A później, z garstką najbliższych nam ludzi, pójdziemy na (rzekomo uroczysty ;)) obiad do restauracji.

Niby ślub mały i skromny, ale, raz po raz, dochodzą nam nowe rzeczy do załatwiania.
Jeszcze raz trzeba skoczyć do Urzędu.
Oblecieć listę upatrzonych restauracji i wcisnąć nas na ustalony termin.
Załatwić ubranka, fryzjera, kwiaty, napoje, jedzonko.
Obrączki, nie zapomnieć o obrączkach.
Ani o zaproszeniach.
Już mnie wkurza sama myśl o wypisywaniu sterty ładnych kartoników i, mniej ładnych, kopert. 
I załatwianie wszystkich adresów.
A później odhaczanie na liście, kto potwierdził przybycie.
I znowu dzwonienie do knajpy.
I bukiet, trzeba załatwić bukiet. I środek transportu.
No i jeszcze materace. Potrzebna duża ilość materacy, aby goście z drugiego końca Polski mieli gdzie przekimać.

Niby tak skromnie, a roboty niemal tyle, co przy normalnym weselu.
Na szczęście kapel nie będzie trzeba przesłuchiwać ;)

Cieszę się. Żyję na endorfinach. Ale też się boję nadmiaru obowiązków i listy "must to do".

W środę, w tym samym dniu, co ustaliliśmy termin w Urzędzie, zawitałam u onkolożki.
Byłam w szoku, że moja karta z Oddziału Onkologicznego nie poszła do Poradni Onkologicznej, tylko prosto do archiwum.
Zostałam zarchiwizowana. Oby na dłuuuugo.
Lekarka nie wymacała nic groźnego w moim brzuszku. Podobno mięciutki, a i wątroba w normalnej wielkości.
Oczekuję potwierdzenia w tomografiach. Osiemnasty i dwudziesty czwarty maja.
A potem w połowie czerwca znowuż do onkolożki.

Węszę szczęście. Próbuję je łapać.
Wycisnę życie jak cytrynkę. Albo pomarańczkę.
Albo truskaweczki. Z mleczkiem. Mniam <3

poniedziałek, 9 maja 2016

Mamuśka, wzywaj egzorcystę!

Wyprałam wszystkie ręczniki i ścierki. Po raz pierwszy w życiu na innym programie niż "numer pięć".
Debiutował "numer jeden".
Pranie wstępne z gotowaniem, całe 90 stopni!


Mało tego!
Dotknęłam urządzenia tabu.
Tak, wyprasowałam wszystkie moje ściereczki.
Nie prasowałam nic od... *liczę*... marca 2014?
Po co to zrobiłam? Nie wiem.
Jakoś tak mnie natchnęło.

Napomknęłam coś Kawalerowi o prasowaniu ręczników. I pościeli.
A On mi mówi, że jego skarpetki również przydałoby się wyprasować.
Challenge accepted!

Chyba kurodomownictwo siadło mi na mózg.
Intensywnie.
Trzy dni temu równiutko poukładałam rzeczy w szafie.

Co się ze mną dzieje?
"Palce, gdzie są moje palce?!"