środa, 17 kwietnia 2019

Trudne decyzje

Istnieją takie decyzje, których człowiek bardzo nie chce podejmować. Takie, które będą nieodwracalne. I będą wracać do końca życia.



Musimy uśpić Reksia. Musimy, bo już wysiadły mu zwieracze, od ponad miesiąca załatwia się w domu. Ma sparaliżowany tylny napęd. Nawet na wózku już nie umie chodzić, bo przednie łapy są za słabe, aby udźwignąć cały ciężar ciała. Widzę, że wieczorami wszystko go boli, kilka razy wystartował do mnie z zębami, gdy próbowałam go po prostu pogłaskać. Boli, że nie umiem pomóc swojemu najlepszemu przyjacielowi. Boli, że muszę pozwolić go zabić. Zastanawiam się, co jeszcze mogłabym zrobić, jak go ozdrowić. Jak sprawić, żeby wrócił biegający za patykami pies, który zawsze był przeszczęśliwy.
I jeszcze gdyby nie te przebłyski radości w jego oczach. Gdyby nie to, że raz czy dwa razy w tygodniu jest pełen energii i szczęścia. Gdyby nie jego spojrzenie, tak cholernie pełne miłości i zaufania. Gdyby nie to... Byłoby prościej.

A nie jest. Kurwa. Nie jest.

Siedzę, ryczę jak bóbr, chociaż on jeszcze jest ze mną. Boję się wieczoru, kiedy jego już nie będzie. Kiedy stanie się tylko wspomnieniem. Wspomnieniem najlepszego przyjaciela, jakiego kiedykolwiek miałam.

środa, 10 kwietnia 2019

Świat mi staje na głowie

Fajnie mieć ogarniętego onkologa. Wróciłam do mojej ulubionej lekarki i... Znowu zostałam naładowana pozytywną energią i nowinkami z dziedziny leczenia. Tomografia wykazała stabilizację, ale zawsze może być lepiej :D

Jako, że zdiagnozowali mi insulinooporość, co jest prostą drogą do cukrzycy, do tego rak karmi się cukrami, lekarka zaleciła mi dietę ketofenną. Podobno jedyna, na której a) mogę schudnąć, b) unormuje mi jazdy z insuliną, c) wspomoże leczenie.
Nawet się nie zastanawiam, biorę to w ciemno. W końcu może będę wymiarów, nie? A i inne plusy są na plus ;)

Już możecie mi zazdrościć żarcia majonezu łyżkami ;)

Czuję się świetnie. Ledwo wylądowałam w domu po szpitalu, a już mam ADHD. Tylko nie wiem, w co je ukierunkować ;)
Dodatkowo dzisiaj kurier przyniesie mi nowy telefon (tak, już minęły dwa lata z moją Xperią X, nie wiem nawet, kiedy ;)). W końcu będę miała czym robić zdjęcia. Do tej pory zawsze Krzysia prosiłam, żeby swoim telefonem pstrykał. I mu zazdrościłam. Teraz to ja będę mieć lepszy sprzęt, muahaha!

poniedziałek, 8 kwietnia 2019

Tymczasem w Lucynkowie... ;)

Remont trwa. I to nie taki hop-siup remoncik, ale porządne remoncisko. Sypialnia i duży pokój już prawie prawie gotowe, pozostaje pokój gościnny, przedpokój i... Łazienka.
Z plusów - będzie wanna! Będą dluuuugie kąpiele, notki pisane w wodzie (, czczęsto takie popełniłam ;D), piana i wino sączone w bąbelkach. Z minusów - trzeba będzie ten remont przeżyć. Dwa tygodnie mycia się w misce i załatwiania się do wiadra (tak, serio serio). W akcie desperacji myślę nad ucieczką do szpitala. I to tak z premedytacją. Takie to lekkie oszustwo wobec systemu. No, ewentualnie mogę się kreować w mediach społecznościowych jako biedna chora Lucynka bez łazienki w domu. Może ktoś mi wtedy zasponsoruje jakiś hotel czy inne spa..? (tak, to był sarkazm wymieszany z ironią - nie należy brać tego na serio ;)).

Z rzeczy chorobowych to we wtorek chemia. Chyba dwunasta, ale gdzies przy ósmej zgubiłam rachubę. I nawet nie wiem, jak się doliczyć tych wszystkich chemii, bo brakuje mi w dokumentacji jakichś ośmiu wpisów. Także leżę i kwiczę. Póki jestem w stanie to będę siorbać platynkę. Chyba pomaga, bo ostatnimi czasy czuję się nadwyraz żywa i żwawa. Nawet zaczęłam znowu nadgorliwie szorować okna ;)

A teraz będzie kocio ;)
Znacie naszego Ryśka, nie?



Rysiek jest, przynajmniej był, dla nas totalną, kocią sierotą. Jak wlezie na szafę to trzeba go zdjąć, bo sam nie umie zejść. Ma lęk wysokości,zero koordynacji ruchowej, jest glupiutki i gubi się w mieszkanie średnio 3-4 razy na dobę. Trzeba wtedy głośno go wołać, żeby po głosie wylazł zza mebli ;)
Ryszarda wszystkie koty lubią - każdemu wylize pyska, z każdym zaśnie przytulony. Do michy pcha się pierwszy i nie zwaza na prychanie innych kotów. On w ogóle nie rozumie prychania, jest dosc uposledzony społecznie. A przynajmniej tak sadzilismy...

Od jakiegoś pół roku bacznie studiuję kocią behawiorystykę. Zwyczajnie chcę, żeby koty były szczęśliwe. Owocuje to obficie - nawet nasza poldzika Ciema zaczęła przychodzić się miziac. Głównym celem było zapobieganie bijatykom między Ryskiem a Czarkiem. Uwazalismy, że to Czarek jest agresorem.
Po tym weekendzie świat stanal ba głowie.
Okazuje się, że naszym kocim stadem rządzi największa sierota, jaką w życiu widziałam.
Tak, Ryszard zdominował sprytnego Gacka, zwinną Ciemkę i mega inteligentnego (i ważącego ponad 7kg...) Czarka.
Nasz kochany debilek jest panem i władcą. I to tylko dlatego, że jest na tyle głupi, żeby nie bać się innych kotów. Nie wiem sama, czy smiac się, czy płakać... :D