wtorek, 3 listopada 2015

Okołologicznie

6:00 - pobuuudka!
6:30 - Krzyś podwozi mnie na przystanek, gdzie czeka już na mnie Mamuskowata.
6:45 - łaskawie przyjeżdża autobus
7:30 - wysiadamy i ruszamy do szpitala
7:45 - Mamuskowata zajmuje kolejkę do sekretariatu, ja do punktu pobrań
8:40 - zostałam zarejestrowana, czekam na pobranie krwi
10:00 - pobrali mi krew! W końcu mogę jeść! :-D
12:20 - no i po wizycie u lekarza, czekamy na wyniki krwi, bo gdzieś przepadły...
14:00 - przyszły wyniki krwi, alat szaleje, chemii nie będzie.
16:15 - docieram do domku...


Tak oto bezowocnie i bezproduktywnie spędziłam wczorajszy dzień.
Dzisiaj wpierdaling mode on. Aż postanowiłam wygenerować galaretę z kurczakiem.
Mniam. I niskokaloryczne. I dużo białka.
I dużo jej.
Dużo jedzonka!
Om nom nom..!

poniedziałek, 2 listopada 2015

Kici kici!


Siedzę przed tv.
Piję rozkosznie pyszną cappuccino. I gadam z Gackiem.
Czekamy na Kawalera.
Kot tuli się do moich nóg. Obkleja mi twarz sierścią.
W kuchni bulgocze w garczkach zapowiedź obiadu.
A tu już jutro znowu na onkologię.
Gacek przekrzywia łepek, jakby mówił 'No kurwa nie żartuj!'.
Serio serio.

niedziela, 1 listopada 2015

Mrrr.

Dom.
Mężuś śpi. Ja chodzę po domu jak cień.
Koty witają się ze mną cichym 'mrrr', gdy tylko przechodzę gdzieś obok nich.
Nie umiem zasnąć.
Zbyt jestem szczęśliwa.