wtorek, 9 października 2018



Karaluchy pod poduchy!

Gdy człowiek mieszka z rodzicami to mu się wydaje, że wszystko jest takie oczywiste. Łóżko, na przykład.

Jakiś czas temu z Czabajkiem postanowiliśmy przestać się kłócić o kołdrę. I kupiliśmy dwie osobne.
Polecam każdemu takie rozwiązanie: wierzcie mi, że noce bez awantur o to, kto tym razem zacharypcił nakrycie, jest warte tłumaczenia się przed ludźmi z tego, że tak, mamy dwie kołdry ;)
I tu historia mogła by się skończyć, ale nie ;p
Po pół roku męki z pościelą, która była w domu "na stanie" (większość jeszcze zabrana z domu rodziców :D) w końcu kupiliśmy sobie dwa TAKIE SAME i pasujące do siebie komplety poszew i poszewek. Czyli jedno ubranko dla łóżka było.
Może prześcieradło w kolorze mydlano-kawowym średnio pasowało do różowo-niebieskich poszewek, a każdy jasiek miał inny kolor, ale dało się żyć. Tylko zmiana pościeli wymagała nieco zachodu - rano zdjąć, wyprać, wysuszyć, wieczorem ubrać. Nie zawsze człowiek się z tym wyrobił i nie raz (i nie dwa... trzy też nie) spaliśmy pod gołymi kołderkami i na gołych podusiach. Już nie wspomnę o tym, jak ten komplet wygląda po pół roku ciągłej wachty ;)

Az nadszedł ten dzień. Dzisiaj!
Kupiliśmy komplet pościeli. Komplet. Idealnie do siebie pasujący.
Bordowo-szare poszwy, czerwono-szare poszewki na jaśki i, na okrasę, piękne, grafitowe prześcieradło.
I aż zachciało mi się płakać z radości, że w końcu, po czterech latach razem, po prawie roku spania pod dwoma kołderkami, mamy komplet. Idealny komplet. Wszystko w końcu do siebie pasuje.
Rzecz tak oczywista, a tak druzgocąco ciężka do wykonania.

No ale znowu mamy tylko jeden zestaw. Przy zdejmowaniu brudnej pościeli w poszwie padł zamek. Kierwa.
Ale teraz nie odpuszczę! Za miesiąc (lub dwa, zależy, kiedy w Lidlu tańszą pościel rzucą ;)) kupuję kolejny zestaw.
Koniec z praniem na akord i basta.

A teraz idę spać. W mojej nowej, slicznej i gustownej pościeli :)
Dobranoc! Doceńcie swoje łóżeczka :)