piątek, 4 maja 2018



Myśl.

Mało ostatnio piszę, za to bardzo dużo myślę i dumam. Dochodzę też powoli do wniosku, że albo jestem zbyt naiwna, albo ludzkość zżerana jest robalem wzajemnego skurwysyństwa.

Zaczyna się niewinnie - papierek rzucony na ziemię, guma do żucia przyklejona pod stołem.
Rysunki na ścianach. Urwane oparcie z ławki.

Wchodzę ostatnio do windy. Ładną mamy windę, nową, nowoczesną. I co widzę?
Jakaś Weronika postanowiła podpisać się na lustrze. Kluczem? Scyzorykiem?

Powiedzcie mi: po co?
Jakieś zwierzęce instynkty każą ludziom zaznaczać teren dewastacją, czy co?

Naszej ulubionej ławce na skwerze urwano deskę z oparcia. I już nie jest ulubiona.
Reksio wbił sobie w łapę szkło z rozbitej butelki.
Malują szczyt bloku, bo ktoś strzelił koślawy podpis sprayem.
Świeżo zasiana trawa jest już cała zdeptana.

Jedni naciągają drugich. Kłamią, oszukują, okradają.
Dlaczego?

Jeszcze rozumiem chęć zysku. Bo ja dużo rozumiem.
Ale nigdy nie ogarnę prostej głupoty i braku wyobraźni.
Parkowanie na środku skrzyżowania na osiedlu. Wymuszanie pierwszeństwa.
Puszczanie psa luzem przy ulicy. Rozmawianie przez telefon przy przechodzeniu przez pasy. Albo za kierownicą.
Brak odblasków, gdy idziesz ciemną drogą.

Glupota otacza nas wszędzie. Pleni się i mnoży.

Może i jestem naiwna, ale mam za to wyobraźnię.
Marzę, aby każdy ją miał...