poniedziałek, 19 marca 2018



Lucynki się nudzą

Ostatnio cierpię na straszną nudę.
O dziwo, energii mam mnóstwo (wczoraj przekonał się o tym Kawalerowaty, gdy niedopatrzenie włączył mi "She Bangs" Rickiego Martina... I zobaczył prawdziwy szał sadełka :D). Tylko nie umiem zupełnie jej ukierunkować!

Posprzątałam już w ubraniach i dokumentach. Od przyszłego tygodnia biorę się za drobnicę. Zaliczyłam nawet kolejne L4 (grypa żołądkowa, poczułam się znowu jak podczas chemii :/), podczas którego pracowicie układałam papiery w zgrabne kupki, a później wkładałam je do segregatorów.
Powoli czaję się na kuchnię... Ale po drodze, czyli dzisiaj, wyszorowałam nawet filtry w akwarium.

Leżę teraz na kanapie, obok leży wyszywanka, a mi... Się nie chce wyszywać!
Mi się chce coś robić. Coś!
Coś dużego, wyzwaniowatego, trudnego i... I fajnego.
A tu zaraz trzeba iść spać, bo rano do pracy. Uh.

Nie wiem, może pozamiatam pustynię?
Jakby chociaż pogoda była lepsza... Wtedy zawsze mogę liczyć na niezawodne okna - zawsze wymagają umycia. A to nie lada wyzwanie! ;)

A to jest post numer 400 :D