wtorek, 13 marca 2018



Irryt!

Dużo rzeczy mnie ostatnio irytuje. I odzywa się żądza mordu...

Na szczycie listy jest internet. Fb przewodzi.
Kilka dni temu zostałam zaproszona do grupy o storczykach. Lubię takowe, więc wlazlam. Piszę pierwszy post z pytaniem (którego nie było w ciągu ostatnich kilku miesięcy - sprawdziłam). Nikt nie odpisywał na temat. Spam totalny. Zostałam zrównana z ziemią za używanie słowa "podlewać" zamiast "namaczać". Post zablokowano. Uciekłam z grupy.
I walić to, że ja rzeczywiście storczyki namaczam ;p

Mam wrażenie, że jak już ktoś w dużej grupie dorwie się do miana moderatora, to zaczyna zachowywać się jak strażnik w więzieniu. On ma rację, jest bogiem, wie wszystko. A kto nie liże dupy, ten jest dupa.

Znacie mnie. Nie jestem trollem, trochę oleju we łbie mam, staram się być miła i użyteczna. Dlatego WKURWIA mnie, gdy ktoś po mnie jedzie.
Normalnie lawina hejtu. Za chuj wi co.

Druga sprawa, która mnie irytuje, to temat wolnych niedziel.
Kilku klientów już mi zalazlo za skórę swoimi "a po co to" i "a dlaczego".
Dzisiaj było combo nawet: "Wczoraj było zamknięte. Nie pakujecie zakupów. Cofamy się do epoki kamienia łupanego.". Co, kurwa?
Pamiętam, jak za dzieciaka wszystkie sklepy w niedzielę były zamknięte. I wszyscy żyli.
Pół świata ma zamknięte w niedzielę. Drugie pół nie ma sklepów. My, z handlowymi niedzielami, jesteśmy tylko błędem statystycznym.
Jak dla mnie mogli by zamknąć wszystko. Na amen. No, poza służbami ratunkowymi.
Też widzieliście, ilu ludzi wyszło w niedzielę z domów?! Przecież to było piękne.
Powinni jeszcze obcinać transfer danych w sieci. To by dopiero było :D

Nie powiem, fajnie jest mieć wolne.
I mieć świadomość, że na pewno będę mieć jeszcze wtedy i wtedy wolne. I Krzysiek też będzie miał wolne. I będziemy mogli razem się poczabajkować :)

Z okazji 18 stopni i pierwszej niedzieli niehandlowej zrobiliśmy ognisko. Spędziłam trochę czasu z Mężem i znajomymi. Bajka!

Tylko szkoda, że wcześniej, w piątek i sobotę, przerzucilam z pięć ton towaru.
No jakby szedł armagedon czy inna wojna.
Tak wyglądały moje ręce w sobotę wieczorem:


No bywa. Praca jak praca.
Ale potem przychodzi do ciebie taki chuj zjebany i gada do kolegi:
"Popatrz się na ochroniarza, jaki kutas, stoi sobie cały dzień i nic nie robi. To jest praca! A ta pani (wskazuje na mnie) też fajnie, niedziela wolna, całą zmianę siedzi na dupie i jeszcze jej płacą. A i tak narzekają."
Spokojnie odpowiedziałam, że mamy wolne miejsca i w ochronie, i na kasach - zapraszamy.
Zarechotał i sobie poszedł. A ja zostałam z wkurwem.

Irytuje mnie też bałagan w domu. Od niedzieli wyrzucilismy chyba 8 worków śmieci. W tym trzy były z moimi ubraniami. Tak, w końcu pozbyłam się WSZYSTKIEGO, co jest za duże lub za małe. Teraz już każde moje ubranie na mnie pasuje :)
Gonię za minimalizmem. Jutro zaczynam zabawę z dokumentami. Będzie wesoło, uh...

A najbardziej irytuje mnie PMS.
Bo przez niego wszystko mnie irytuje.
Gdzie moja czekolada?