środa, 24 stycznia 2018



Mięso z bułkami.

Próbuję naginać czasoprzestrzeń. I z bólem odkrywam, że nie da się jednocześnie:
- czytać i wyszywać,
- czytać i malować,
- czytać i pisać,
- czytać i pracować,
- czytać i spać.

Wracam mentalnie do czasów nastoletnich. Bo ja byłam tym dziwnym typem człowieka, który całe dnie siedział z nosem w książkach. I znowu to robię!
Dla jednych książki to tylko zlepek liter, wyrazów, zdań.
Dla mnie to inny, lepszy świat. 
Pełen możliwości.

Jakiś czas temu utknęłam w życiu. Leżę i kwiczę, a gdy nie leżę i kwiczę to leżę i czytam. W książkach mam wybór. Mogę wybierać, co przeczytam, co mi się podoba, w jakim świecie chcę dzisiaj zamieszkać.
Niestety, na co dzień człowiek nie ma wyboru.

Gdzie nie spojrzę, tam ludzie.
Ludzie, pełni swoich pretensji do innych, swoich narzekań i marudzeń.
Ludzi, którzy czują przymus gnębienia innych.
Wiem, że każdy jest inny, że nie mogę wymagać, aby każdy był miły, inteligentny i wrażliwy.
Ale niektórzy czasem po prostu przeginają.

Miałam dzisiaj bardzo zły dzień w pracy. Klienci jakby zmówili się, że będą na każdym kroku uniemilać mi czas. Albo się kłócili o kolejkę (i weź zdecyduj, czy pierwszeństwo ma ciężarna, czy małżeństwo 70+...), albo narzekali na długie kolejki (które dzisiaj były wyjątkowo krótkie), albo pytali mnie o to, gdzie znajdą Świętego Graala i ile on kosztuje.
Albo twierdzili, że kasa źle zsumowała kwoty na paragonie (ke?!).
Oczywiście ośrodkiem całego zła w supermarkecie byłam ja.
Mam wrażenie, że wręcz przyciągałam dziwne elementy.
Jestem ciekawa, ile skarg dzisiaj na mnie poszło, bo po trzech godzinach w ogóle przestałam się kryć z moimi morderczymi zapędami.
Byłam dzisiaj Mistrzynią Ciętej Riposty (co jest dość dziwne, bo ja zwykle szara, miła, grzeczna mysia), Kobiecą Siłą Armagedonu, Zignorowaniem Absolutnym, Enklawą Złowieszczego Śmiechu.

Bo ja jeszcze zrozumiem zwykłą głupotę czy nieuprzejmość, ale jak ktoś mi już podjeżdża z tym, że fajnie było, gdy były darmowe jednorazówki to krew mnie zalewa.
Staram się żyć ekologicznie, od ponad tygodnia używam jednej butelki po wodzie mineralnej (nalewam do niej wody z filtra), żeby tylko jakoś zmniejszyć skalę plastikowej zagłady, a mi tu ludzie wyjeżdżają z tym, że jedna jednorazówka nic nie zmieni, że im się one należą, że przecież to tylko siatki, że one nie zagrażają środowisku.

KURWA.
Ciekawe, czy ryby w oceanie mają takie samo zdanie na ten temat.
Żeby to była JEDNA jednorazówka!
One szły na tysiące. Dosłownie. Niektórzy mieli pretensje, że kurczaka pakuję z wołowiną i one się zjedzą nawzajem. Czasami do jednorazówki wkładało się jedną rzecz, bo klient tak sobie zażyczył.
Teraz, co mnie strasznie bawi, jakoś Domestos może być w jednej torbie z bułkami. Albo z rybą. Albo z żelem pod prysznic. Wcześniej jakoś musiał być sam jeden w torbie.
Wystarczy, że siatki przestały być za darmo, a nagle wszystko się da.
Nawet mięso spakować z chlebem.
Hipokryzja level hard.
A niektórzy dalej twierdzą, że jednorazówka im się NALEŻY.
Uhhh. Szkoda gadać.
Współczesne wygodnictwo i ignorancja mnie przeraża.
Bo tak ciężko samemu spakować zakupy do torby wielokrotnego użycia.
Tak ciężko zrobić COŚ, co może wymaga odrobinę zaangażowania, ale za to jest dobre dla wszystkich.

Dlatego lubię książki. Tam ludzie nie są tacy głupi.
A jeżeli są, to szybko giną. Zwykle krwawo. O!