środa, 3 stycznia 2018



Czysta karta


Wreszcie! Skończył się ten cholerny 2017 rok.
Nie to, żeby był zły. Wydarzyło się w nim wiele fajnych, miłych, ciepłych rzeczy.
Ale też miał tendencję do generowania chaosu i niszczenia spokoju.

Była operacja na początku roku.
Była ciężka rekonwalescencja.
Był urok szarej codzienności.
No i powrót do pracy.
Ale na koniec przywalił chorobą Taty, co go całkowicie dyskryminuje z puli "lat fajnych i wartych zapamiętania".

Przyszedł sobie 2018 i już drugiego dnia pokazał, że będzie dobry.
Odebraliśmy wyniki biopsji Tatuśka i...
NIE MA RAKA!
Nie ma nawet nowotworu!
"Tylko" zapalenie trzustki i marskość wątroby. A to da się leczyć :)))

Mam ochotę udusić lekarzy.
Tego z Oświęcimia za "Ja doskonale znam te objawy, na pewno to rak".
Tego z Tychów za "Módlmy się, aby pacjent doczekał wyników biopsji."
I tego z hospicjum za "Temu panu nic już nie zaszkodzi i nic już nie pomoże".
Pierdolcie się, chuje złamane! 
My jesteśmy z rodu Polaków, nas tak łatwo nie da się zabić.

Odkryłam nagle nowe barwy świata, zauważyłam znowu światło i blask. Uśmiecham się jak idiotka, sama do siebie. Nic już się nie liczy, tylko trwanie w ciszy i harmonii.

Czego oczekuję od 2018?
Harmonii. Spokoju, ciszy, zabawy, ekstazy, równowagi, siły, ciepła i miłości.
Z postanowień noworocznych zostaje tylko garstka:
- pracować,
- ogarniać rzeczywistość,
- dbać o ciałko (co wiąże się też z odchudzaniem ;)),
- nie zwariować,
- być sobą.

Chciałabym w tym roku więcej pisać, czytać i tworzyć.
No i utrzymać się w robocie ;)
Umowę mi już przedłużyli, do końca 2018 :D
Trochę to było dziwne, bo trzy osoby, które już długo pracowały, zwolnili, a mnie zatrudnili.
To właśnie ten słodko-gorzki smak 2017 roku - za jego kadencji nic nie mogło być po prostu zajebiste, fajne i po prostu radosne. Musiał być posmak goryczy.

Za chwilkę zaczynam nowy etap. Właśnie odebrałam płótno i farby, które przyniosła mi listonoszka. Zaczynam przygodę z malowaniem :D
Kiedyś to lubiłam, może znowu polubię :)

Dla Was na 2018 rok życzę...
Harmonii.
Po wielu godzinach rozmyślań, po filozoficznym gapieniu się w sufit i ściany stwierdzam, że to harmonia jest najważniejsza.
Żeby wszystko do siebie pasowało i wszystko cieszyło duszę prostym "jest idealnie".
Trzymajcie się zdrowo! :)