czwartek, 14 września 2017



Prysznic, remedium na zło całego świata ;)

Woda to magia. Taka płynna magia, która może leczyć i ciało, i duszę.
Pewnie myślisz, co znowu ta Lucyriatka (Lucyna + wariatka ;)) wymyśliła, ale rozczaruję Cię - nie ja to wymyśliłam. Chociaż praktykuję. Namiętnie i z pasją!


Nie od dzisiaj wiadomo, że woda rozluźnia mięśnie.
Ludzkie ciało składa się w około 60% z wody, ale nasz mózg ma jej aż 80%!
Warto ten fakt wykorzystać, masując nie tylko powłokę zewnętrzną, ale i umysł :)

Przy wszelakich bólach mięśniowych, kostnych, reumatycznych (yhy, nie mam jeszcze 30 lat, a już początki reumatyzmu - wiwat chemioterapia!) preferuję gorący prysznic.
No, niezbyt gorący, żeby pikawa mi nie stanęła. Albo nie wybuchła.
Za to na urazy polecam chłodny prysznic.
Na brak energii? Prysznic.
Na zły humor? Prysznic.
Wolałabym kąpiel, ale nie posiadamy wanny (jeśli ją masz to zazdraszam!). Pozostają mi tylko różne konfiguracje prysznicowe.
Mogę sobie usiąść. Mogę stać. Mogę się oprzeć o ścianę.
Przy epizodach bólowych biorę nawet dziesięć pryszniców dziennie!
No, nie liczyłam, ale średnio co 40 minut moczę tyłek. I to działa :)

Moim sprawdzonym patentem jest łyknięcie przeciwbólków, skoczenie do gorącej wody, ubranie się w cieplutką piżamkę i zakopanie się w łóżku.
Lekkie bóle, którym bliżej do dyskomfortu, traktuję samym gorącym prysznicem.

Innym atutem tej metody jest możliwość połączenia hydroterapii z aromaterapią. I strukturoterapią (nie wiem, czy takie coś zostało kiedykolwiek nazwane i czy istnieje na to jakaś naukowa nazwa ;)).
Moim hitem ostatnimi czasy jest balsam pod prysznic Palmolive - jeden o zapachu mięty, a drugi czekolady.
Już pal licho zapachy - one mają... konsystencję budyniu!
Kto nigdy nie marzył o kąpieli w budyniu?!
W czekoladowym budyniu...
Do tego pieni się jak szalony. I pachnie. Długo. Mocno.
Aż pyszczek mi się śmieje na samą myśl :)
(dla formalności - żel kupiłam sama i nikt nie płaci mi za reklamę, on po protu jest fantastyczny!)

Łazienka jest dla mnie azylem spokoju.
Zamykając za sobą drzwi kabiny, zamykam się przed całym światem. 
Mam gdzieś wojny, głód, cierpienie, chorobę, wrednych ludzi, sytuację gospodarczą, problemy finansowe.
Jestem tylko ja i woda.
Jej szum, ciepło, zapach kosmetyków, miękkość gąbki...
Nie liczy się nic więcej.

Spróbuj. Warto :)
A już w poniedziałek zapraszam na nową notkę :)