piątek, 1 września 2017



Howl..!

Czasami mam wrażenie, że wyszłam za wilkołaka.
Zasypiam z Tofikiem (Mężnym, w sensie).
Rano budzę się z Reksem.

Zgadzałoby się też to, że kości ma ze stali, lubi ryzyko i zgubił gdzieś zdrowy rozsądek.
Z tego względu średnio raz w miesiącu spada z drabiny.
Statystyczne "raz w miesiącu" wypadło we wtorek - chodzi cały poowijany w bandaże, kuśtyka przy każdym kroku.
Ale, jak na wilkołaka przystało, nie usiedzi w miejscu i lata do pracy.
Bo co to jest kilka siniaków, otarć i wyrw w skórze?

Czasami mam ochotę użyć mojego tasaka i skrócić jego męki. 
Albo nabić mu trochę rozumu do głowy.
Ale niestety, tasak jest ze stali nierdzewnej, a nie ze srebra.
A tylko srebro jest w stanie skaleczyć wilkołaka.
Cholera.

;)


Widzimy się ponownie w poniedziałek o 18:00! :)