czwartek, 25 maja 2017



Historia z żyć wyjęta

Dawno dawno temu, zapewne wczoraj, była sobie kraina. Mlekiem nie płynęła, ale miodu w niej było, ile dusza tylko może zapragnąć. Jak okiem sięgnąć rozciągały się pola i łąki, pełne barwnych plam. Kwiaty kołysały się na wietrze, pięły się dumnie do nieba, rozgrzewając swoje płatki w ciepłych promieniach słońca.

W krainie tej mieszkały owady. Wszelkie rodzaje i gatunki, jakie tylko kiedykolwiek świat widział.

W owej Kwiecistej Krainie żył sobie Pędraczek. Pędraczek był nikim, szarym robakiem w tłumie owadów. Od innych odróżniało go tylko jedno - jego marzenie.
Marzenie narodziło się, gdy Pędraczek ledwo wypełzł ze swojego jaja. Do gniazda przyleciał Pan Motyl. Był piękny! Skrzydła mu skrzyły przy każdym ruchu, czułki miał długie, zaś odnóża pełne gracji i powabu. Pędraczek zamarzył, aby być taki jak on! Jak Pan Motyl!

Czas mijał, Pędraczek zajmował się codziennymi obowiązkami, ale... każdego dnia wdrapywał się na sam czubek najwyższej trawy i marzył. Marzył o lataniu, o kolorowych skrzydłach, marzył o byciu motylem.
Parę razy próbował latać, skacząc z samego czubka trawy. Oczywiście, nigdy mu się to nie udawało. Jednak zauważył, że gdy spada, powstaje za nim nić. Śliczna nić, niby pajęczyna. Pędraczek postanowił zatrzymywać te nitki, jako pamiątki po ułamkach sekund, kiedy był w powietrzu i wydawało mu się, że jeszcze troszeczkę, jeszcze odrobinka, i poleci. Ten cenny moment tuż przed uderzeniem w ziemię, gdy czuł się wolny i spełniony.

Codziennie, wracając z pracy, wdrapywał się na swoje ulubione, najwyższe źdźbło i śnił. A później próbował latać. Po kilku sekundach leżenia na ziemi, z boleśnie poobijanym odwłoczkiem, zbierał się i wracał na swój spód listka. Z każdym dniem przybywało niteczek. Zwisały smętnie z brzegu liścia, iskrząc i powiewając na wietrze.

Któregoś dnia jego próbę lotu widziała Pani Pszczoła. Podleciała do leżącego Pędraczka, pomogła mu wstać. Po czym stwierdziła, że jest głupi i powinien wziąć się do pracy. Porządnej pracy, takiej jak w ulu, gdzie każdy doskonale wie, co ma robić.
Pędraczek nic nie odpowiedział, skulił się w sobie. Może jego praca w Przeżuwalni nie była szczytem możliwości i osiągnięć, ale nie wadziła mu. Najważniejsze, że nie przeszkadzała mu w marzeniu o byciu motylem!

Jednak po krainie szybko rozeszła się wieść, że Pędraczek próbuje latać. Był wytykany odnóżami, nachodzony przez handlarzy sztucznymi skrzydłami (które, jak każdy z nas wie, do niczego się nie nadają). Znalazł się nawet handlarz techniką IT, który zaproponował mu udział w badaniach klinicznych nad najnowocześniejszą technologią tworzenia skrzydeł.
Pędraczek czuł się samotny. Bolało go ciało, od ciągłego zderzania się z ziemią. Ale jeszcze bardziej bolała go dusza, kiedy nikt nie potrafił zrozumieć jego marzeń.

Pędraczkowa kolekcja nitek rosła w zastraszająco szybkim tempie. Pan Pająk postanowił osobiście ją obejrzeć!
Przybył, owiany aurą tajemniczości i grozy. Najpierw zaproponował, że kupi wszystkie nitki Pędraczka. Kiedy ten się nie zgodził, spróbował sprzedać mu schemat na, rzekomo, najwytrzymalszą z sieci, w którą można łapać słabsze robaczki i je sprzedawać na czarnym rynku.
Pędraczek znowu się nie zgodził, ale Pająk nie ustępował. Obiecał, że sam splecie pajęczynę z tych niteczek, ale Pędraczek będzie musiał mu oddawać część ofiar.
Pędraczek podziękował Pająkowi za wizytę i go wyprosił.

Mijał czas, niby szykany się uspokoiły, ale... Pędraczek dalej czuł na sobie spojrzenia tysięcy robaczków.

Pewnego razu spotkał na szczycie swojej ulubionej trawki Motylicę. Spojrzała na niego swoim zwierciadlanym wzorkiem i powiedziała mu tylko jedno, jedyne słowo: "Próbuj!", po czym poleciała w stronę słońca. Wiadomo przeca, że motyle to płochliwe stworzenia.

Więc Pędraczek dalej zbierał swoje niteczki, układał kolorami, pieścił je, czyścił, rozmawiał z nimi w tylko im znanym języku. Czasami wyplatał z nich jakieś meble czy ozdoby - miał już miękkie łózko, z puchatą poduszeczką i ciepłą kołderką, wygodny fotel, gustowny dywanik. Mimo to - nie miał dość. Nitek ciągle było mu za mało!

Nadszedł dzień, którego obawiała się cała Kwiecista Kraina. Już od rana się chmurzyło, słońce nawet przez chwilkę się nie pojawiło na niebie. Zaczęło wiać.
Pędraczek szybko, w panice, powiązał swoje niteczki tak, aby go ochroniły przed zimnem. Ułożył się w łóżeczku. I zapadł w sen.

Burza zabiła wiele owadów. Jeszcze więcej z nich zostało rannych lub trwale okaleczonych.
Pędraczek nie pojawił się w pracy. Codziennie pod jego kokonem stawały zaciekawione robaczki, ale nic nie widziały przez szczelną ścianę z niteczek.

A Pędraczek zapomniał, że istnieje świat zewnętrzny. Zjadał powoli liść, który był mu wcześniej domem. Każdą chwilę wolną od odpoczynku czy jedzenia, plótł. Bo gdy zasnął w swoim tkanym łóżku, miał sen. Sen o skrzydłach wyplecionych z nici, która błyszczała w słońcu niby tęcza.

Czas mijał, Pędraczek pracował. Nikt mu nie przeszkadzał. Nikt go już nie próbował zniechęcić.
Może był samotny, może nie widywał słońca, ale robił to, co kochał.

Gdy już skończył swoją pracę, otworzył kokon. Wyszedł.
Przywitał go chóralny śmiech.
Bo jego skrzydła... No cóż, nie były idealne - poskręcane, pozlepiane. W kokonie nie miał więcej miejsca, aby zrobić je ładniejsze.
Jednak Pędraczek wiedział, że nitka potrzebuje blasku słońca. Wtedy lśni najpiękniej! Wtedy jest najtwardsza! Zauważył to podczas skoków z trawy. Robił to tyle razy... Wiedział, jak zachowuje się nić w deszczu, w słońcu, w nocy, w cieple i na zimnie.
Teraz potrzebował słońca...
Odpełzł, odprowadzany pogardliwym spojrzeniem tłumu.
Wpełzł na swoje źdźbło i zasnął.

Obudził go hałas. Owady przekrzykiwały się wzajemnie, prawiły coraz bardziej wymyślne komplementy na temat skrzydeł Pędraczka.
Pędraczek, który już pędrakiem nie był, wzruszył ramionami i odleciał.
Zrozumiał, dlaczego motyle są płochliwe. I dlaczego wolą samotność.

* * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * *
SMS na numer 75 165 o treści: POMOC 6742
czyni mój świat lepszym :)