wtorek, 23 maja 2017



Jak się widzisz, tak się piszesz - o diecie i zdrowiu, cz. 2

Zauważyłam dziwną tendencję u ludzi (w tym, oczywiście u siebie - też jestem człowiekiem ;)): degradujemy własną wartość.

W naszej kulturze przyjęło się, że trzeba być skromnym, nie można dbać o wygląd (bo to pod narcyzm podpada), nie można lubić siebie. Trzeba ciągle umniejszać własną osobę, swoje osiągnięcia i umiejętności, inaczej jesteś postrzegany jako arogancki i zadufany w sobie.

Na szczycie swoich wartości postawiłam zdrowie(tutaj sposób na wybieranie wartości)
Ale czasem zapominam o jednym:
Zdrowie to nie tylko bebechy. 
Na zdrowie składają się owe flaczki, ale także skóra, włosy, paznokcie, umysł, dusza, emocje. Wszystko.

I mimo tego, że to zdrowie jest dla mnie najważniejsze to... dzień zaczynałam od sprzątania.
Tak, od sprzątania.
Nie od śniadania, nie spaceru, nie prysznica. Od sprzątania.

Tu się kłania egoizm. Taki zdrowy, perfidny egoizm. Ćwiczę go i trenuję, jak mięsień.
Żeby nie siedzieć po nocach, wyszywając (sen jest zdrowy!).
Żeby smarować się kremami (skóra to też organ!).
Żeby dopieścić zmysły (przeca i nos i oczy i skóra i wszo inne to też organy - zaliczają się do zdrowia!).
Uczę się odpuszczać (psychika mi dziękuje, niemal na kolanach).

Mimo, że na drugim miejscu, zaraz po zdrowiu, wrzuciłam miłość to... zajeżdżałam się sprzątaniem tak, że gdy Tofik wracał z pracy to nawet nie miałam siły, żeby wyjść z nim na spacer.
Ba! Nawet gadać nie miałam siły!

Umiem już odpuszczać. Ale to nie tak, że umiem i koniec, kropka, jestem zajebista.
Ta umiejętność ma kolejne poziomy.
Czasami trzeba zrezygnować z czegoś, aby mieć coś innego.
I tak zrezygnowałam z usilnego rozwijania bloga... Bo przypomniałam sobie, po co go zakładałam.
Nie po to, aby mieć siedem tysięcy obserwatorów. Nie po to, aby mieć setki komentarzy i tysiące wejść dziennie.
Zakładałam go, bo kocham pisać. Lubię dzielić się szczęściem. Uczyć szczęścia.
Nie chcę być zmuszana do pisania. Chcę być wolna. 
Bo... to wolność dałam na trzecie miejsce.
Na czwartym jest harmonia.
Na piątym radość.
Dopiero na szóstym tkwi sobie pasja.

Powiem Wam, że takie postępowanie według ustalonych wartości ma głęboki sens. I daje poczucie spełnienia.
Nie musisz sobie niczego wypominać, niczego tłumaczyć. Wytłumaczyłeś sobie już dawno, tworząc hierarchię swoich wartości. Teraz tylko wcielasz to w życie.

I tak zabijam poczucie winy, gdy po raz kolejny nasmarowałam się toną kremów i balsamów (a pranie dalej nie powieszone). Zdrowie, radość. Harmonia ciała i duszy.
Nawet w planerze (a dokładniej - bullet journalu ;)) każdego dnia wpisuję trzy przyjemności, które MUSZĘ sobie danego dnia sprawić.
Po co żyć, kiedy życie nie daje szczęścia i radości?
A i jedno i drugie to NASZE emocje, więc to MY musimy sobie o nie zadbać.

Spróbujcie, warto :)
Co ma ten wpis wspólnego z odchudzaniem?
Jeżeli gdzieś na przedzie Twoich wartości stoi zdrowie to... przecież wiesz. Frytki nie są zdrowe.
Nienawiść do swojego ciała nie jest zdrowa.
Smutek, przymus, ostry krytycyzm wobec siebie - nie są zdrowe.
Jeśli na dietę spojrzysz jak na dążenie ku zdrowemu ciału to... łatwiej będzie Ci przejść obojętnie obok czekolady.
Ale nie przesadzaj! Równowaga i przyjemności w życiu też są ważne :)
Grunt to... harmonia? :D

PS. Rzuciłam fejsbooka. Jestem tam tylko raz-dwa razy dziennie. (nie scrolluję tablicy, mam wyłączone powiadomienia, a ikonkę skrótu schowaną na samym końcu listy aplikacji - coby mi czasem nie wpadł w ręce, gdy mam fazę bezmyślnego działania ;)).
Zamiast tysiąca krzyżyków tygodniowo teraz stawiam... trzy i pół tysiąca.
Obiad mam gotowy o 14:00.
I chodzę spać przed północą. Wstaję o ósmej.

Dobrze mi z tym poczuciem wolności.
Odświeżające uczucie! :)))
* * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * *
SMS na numer 75 165 o treści: POMOC 6742
czyni mój świat lepszym :)