piątek, 24 lutego 2017



Alegoria

Znalazłam idealne porównanie życia z rakiem.
Jak ktoś mnie znowu zapyta, jak to jest codziennie zmagać się z gadem to już wiem, co mu odpowiem.
A nigdy nie wiedziałam, co w takiej sytuacji mówić.
Wiecie, dla mnie to codzienność. Niemal już nie pamiętam, jak to było być zdrową.
A więc...

Życie z rakiem to jak mieszkanie na wulkanie.



Każdy rozsądny człek powie, że nie chciałby mieszkać na wulkanie. Szczególnie czynnym.
A gdy nie masz wyjścia?
To nie jest tak, że siedzisz na walizkach, czekając na erupcję.
Nie.
Żyjesz sobie normalnie, uprawiasz ziemię, hodujesz zwierzęta, gotujesz obiady i sprzątasz. Z wulkanu czasem zadymi, czasem nieco ziemią wstrząśnie, ale zazwyczaj życie toczy się jak w każdym innym miejscu. Tylko widoki są ładniejsze, ziemia żyźniejsza. Słońce jest bliżej.
Niekiedy się boisz, że zaraz lawa pokryje cały Twój świat. Ale zwykle wolisz o tym zwyczajnie nie myśleć.

Z rakiem jest identycznie!
To nie jest tak, że siedzisz na walizkach, czekając na hospicjum.
Nie.
Żyjesz sobie normalnie, podlewasz kwiatki, dopieszczasz swoje czworonogi, gotujesz obiadki i sprzątasz. Czasami musisz pojechać do onkologa lub na tomografię, ale zazwyczaj życie toczy się jak życie kogokolwiek innego. Tylko wszystko wyraźniejsze jest. Świat ma więcej barw, a i słońce jaśniej świeci. Bardziej doceniasz to, co masz.
Bo się boisz, że to wszystko zaraz może zniknąć. Ale zwykle wolisz o tym zwyczajnie nie myśleć... ;)

Wieści?
A są i one.
Znowu trochę czasu mi zleciało, zanim poukładałam sobie wszystko we łbie.
W poniedziałek wylądowaliśmy w Szpitalu z Horroru. W godzinę załatwiłam wszystko.
Niestety, laparoskopia nie wchodzi w rachubę, bo guzisko za duże było urosło. Trzeba mnie ciachnąć całą w poprzek. No i już po weekendzie melduję się na oddziale, we wtorek mnie ciachną.

Nie będę zgrywać chojraka.
Boję się jak jasny skurwysyn.
Nie samej operacji, nie szpitala.
Boję się bólu.
Leżenia w łóżku.
Patrzenia na kłęby sierści ewoluujące w kątach mieszkania, bez możliwości wstania i odkurzenia.
Boję się Gacka skaczącego na mój rozharatany bebech.
Boję się bolącego kręgosłupa od spania na wznak.
Boję się też, że coś może pójść nie tak (ale akurat to jest ten racjonalny lęk, zupełnie normalny... ale sierści się bać?).
Boję się, że jak już wydobrzeję i wejdę do kuchni to miski znajdę na patelniach, a patelnie między piekarnikiem a ścianą.
Nie jestem typem, który potrafi leżeć i patrzeć. Na trzeci dzień leżakowania już mnie kurwica strzela i mam ochotę iść coś porobić.
A nie będę mogła. Zero robienia czegokolwiek.
Cały miesiąc robienia niczego.
Jak ja to wytrzymam?!

A w ogóle muszę sobie kupić jakieś koszule nocne. Cholera.
Rok bez szpitala i arsenał szpitalny się wykruszył :/

* * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * *
SMS na numer 75 165 o treści: POMOC 6742
czyni mój świat lepszym :)