wtorek, 27 grudnia 2016



...a wtedy przychodzi on.

Nie wiem, jak ta notka będzie wyglądać po opublikowaniu, bo piszę z telefonu.
Dlaczego?

Święta upłynęły świątecznie. Zmaczy się w łóżku. Pierwszy dzień na rozłożonej rogówce, drugi już typowo defensywnie - w łóżku.
Tak działa rak.
Niweczy najpiękniejsze plany, pozbawia złudzeń, krzyżuje drogi, niszczy chwile.
Jestem wściekła. Tyle czekałam na Święta!
Tak się z nich cieszyłam!
Miało być tak cudownie!

Kurwa.

Dzisiaj trwa afterparty.
Jakoś wstawiłam pranie (bo mi się już piżamki skończyły od tego leżakowania). Sączę kawę. Co trzy godziny wymieniam wodę w termoforze na wrzątek. W tym samym czasie biorę gorący prysznic.

Leki przeciwbólowe nie działają. Nawet morfinę można o kant dupy roztrzaść.

Stąd notka prosto z wyrka.

Dlatego powiadam Wam: cieszcie się życiem, chłońcie atmosferę, świętujcie.
Póki możecie.


Pozdrawiam cieplutko z legowiska strzygi ;)