środa, 19 października 2016



A może by tak olać to wszystko i wyjechać... na Atlantydę?

Cisza sponsorowana omijaniem kłód, rzucanych przez los pod nogi.
Notka sponsorowana bezsilnością i zamotaniem.

Potrzebowałam psztyczka w nos. I dostałam.
Budzi się bestia.
Będzie znowu kląć, rzucać mięsem i wyzywać.

Szkoda tylko, że leń jest od niej silniejszy.

Wkurwia mnie system. 
Wkurwia mnie to, że każda wizyta w placówce zdrowia jest równa walce, wojnie, składaniu ofiary nieubłaganym bogom.
Nie da się prosto. Nie da się bezpośrednio.
Trzeba kluczyć, zgłębiać, męczyć się i kląć. 
Inaczej nic nie załatwisz.


Zastanawia mnie fakt, że nie mam żadnych przyjaciół na miejscu. Ani nawet bliższych znajomych.
Tęsknię za poczuciem jedności, tęsknię za żaleniem się, za wielogodzinnymi telefonami i setkami smsów.
Chciałabym mieć kogoś, kto wyciągnie mnie na spacer.
I obejrzy ze mną po raz siódmy całą Grę o Tron.
Nie wiem, czy mam aż tak trudny charakter, czy moja małomówność zdaje się być aż tak ogromną arogancją...
Serio mam udawać kogoś, kim nie jestem po to, aby się móc z kimkolwiek zakumplować?
Olewam.
Koty zrozumieją.
Z nimi też da się obejrzeć serial.

I w ogóle mi smutno.