środa, 13 lipca 2016



Sprzętoteka!

Mam dziwny zwyczaj personifikacji sprzętu. Każda rzecz w domu ma swój charakter(ek) i wymaga specjalnego traktowania. Dzisiaj będzie o... zmywarkach ;)

Pierwsza zmywarka była nieco chimeryczna. Nie mogła dostać naczyń z resztkami, potrzebowała świeżej dostawy soli i najlepszych detergentów. Do tego naczynia musiały być ułożone IDEALNIE.

Druga zmywarka to była taka lekka... blachara. Mogła dostać masę śmieci (nigdy się nie zapchała), nie potrzebowała soli, ale... człeku spróbuj wrzucić jej tabletkę gorszą niż najlepsza na rynku!
W odpowiedzi na Ludwika lub najtańszego Somata ustanawiała protesty i planowała zamieszki. Wystarczyło jednak wrzucić jej jakąś superdrogą nowość rynkową, a ona umyła wszystko. Nawet wówczas, gdy fizycznie było to niemożliwe.

Trzecia, aktualna zmywarka, to taka chłopczyca, którą czasami trzeba potraktować z kopyta. Musi mieć ogrom soli w sobie. W sumie już jak ma sól to można do mycia dodawać... więcej soli i odrobinkę octu, umyje idealnie. Nie lubi markowych detergentów. Najlepiej pracuje na... tabletkach z Aldika. Trzeba nieco uważać, jak się układa naczynia w środku, bo potrafi odstawić bunt maszyn i wyć w niebogłosy, ale zachowując przestrzeń prywatną dla każdego przedmiotu w środku - czyni cuda. Jednak od czasu do czasu, raz-dwa razy na miesiąc, trzeba ją sprowadzić do pionu. Nalać do środka Domestosa i wrzucić na pusty bieg. Inaczej zaczyna świrować ;)
Nienawidzi kawy, w sensie - fusów. Umyje wszystko, ale nie waż się wstawić niczego z chociażby jednym ziarenkiem zmielonej kawy. Blachara nie miała takiej fanaberii ;)

Ostatnia zmywarka strasznie przypomina mnie - nawet ja nienawidzę fusów z kawy ;P

I na życzenie - zdjęcie tegorocznych lilijek :)


Buziole!