środa, 29 czerwca 2016



Kolejny dzień starzenia się odhaczony ;)

Ano, dzisiaj obchodzę 28 urodziny. Staram już, nie? :P
Krzyś mnie zapytuje, co bym chciała w prezencie. A ja nie wiem.
Mam już wszystko (nawet trzeciego kotka! <3), więc czego jeszcze mogłabym chcieć?

Rysiek zajmuje mi każdą chwilę wolnego czasu. Wprowadził w domku tyle zamieszania i nadaktywności, że aż ciężko w to uwierzyć.
Rośnie mały piecuch i maskot. Tula się i mruczy, mruczy i się tula, czasami pogryzie, a poza tym znowu tula się i mruczy. Taki mały, pluszowy traktorek ;)

W poniedziałek byłam w Katowicach na tomografii do naświetlań i pierwszej symulacji.
Cała wyrysowana jestem w kreski (taka kratka od brzucha do cycków, od pachy do pachy, no i przez środek klatki ;)). Mam tego nie zmywać. Nie zmywanie jest trudne, bo... to spływa samo, nawet od potu. Pościel całą mam w czarnym tuszu z markera. Jest środa, kresek już prawie nie ma, a gdzie tam do poniedziałku! Zwariowali chyba.
Może zimą i by się te malunki uchowały, ale nie latem, gdy w cieniu mamy 40 stopni ;)

Z innej beczki:
postanowiłam zostać blondynką.
I byłoby fajnie, gdyby... nie moje włosiska. Stały się tak odporne, że szlag mnie już trafia. Mam za sobą:
- kąpiel rozjaśniającą,
- rozjaśniacz,
- dwa razy farbę rozjaśniającą,
- farbę tonującą.
A na głowie? Dalej miedź. No dobra, może nie miedź. Czyste złoto. Pasowałabym do Lannisterów ;P

Moje marzenie to coś takiego:


A po tylu zabiegach mam:



Nie pasuje mi rudy, za cholerę mi nie pasuje. Wyglądam jak ściana :/
A pomysły mi się już kończą.

Dobra, koniec marudzenia, idę na śniadanko!
Hopsa!