poniedziałek, 21 marca 2016



Duzio pudeł!


Nowe mieszkanko załatwione, w czwartek dostaniemy już klucze.
A ja pakuję pudła.
Im więcej już spakowane tym więcej zostaje do spakowania.
Paradoks przeprowadzek.
Szwagier, co z nami mieszkał, już z nami nie mieszka. Źle mu było mieć własny pokój, obiad na stole, cieply prysznic i nasze towarzystwo. Wszystko miało być w zamian za rzucenie chlania.
Nie wytrzymał. Znikął bez słowa pożegnania. Pewnie wylądował znowu na dworcu. Albo w schronisku.
Bo nie wierzę, że któryś z kumpli od kieliszka się zlitowal i go przygarnal.
A nam serducha pękają. Daliśmy z siebie tyle, ile dać mogliśmy. Dzieliliśmy się wszystkim, co mamy. Może to niezbyt wiele, ale wysiłku kosztowało co nie miara.
Nie dostaliśmy nawet głupiego "dziękuję". Ani nawet "mam was w dupie". Nawet "do widzenia" czy "żegnam".
Tak bardzo w niego wierzyłam. Tak cholernie dawałam z siebie wszystko. Uruchomilam nawet skille "wyrozumiałość" i "cierpliwość". I wszystko na nic...
Całą sobotę i niedzielę odchorowywałam stres. Raczysko przypomniało mi, gdzie ma swoje bazy przetrwalnikowe.
Dzisiaj już tylko czasem zakłuje między łopatkami.
Ale nie wiem, czy to alien, czy złamane i wzgardzone serce.