piątek, 11 marca 2016



Kwestia trzech dni

Ostatnio średnio miałam co pisać, bo działo się piękne nic codziennej, szarej egzystencji zwykłego, pospolitego Kowalskiego.
W ciągu trzech dni świat zdążył stanąć na głowie.

Po pierwsze - mieszkamy już nie w dwójkę, a w trójkę. Przygarnęliśmy brata Kawalera na czas bliżej nieokreślony, póki chłopak nie stanie na nogi. Zadziwiające jest to, jak polski ustrój łatwo wyklucza ludzi ze społeczeństwa. Nie masz pracy -> nie stać cię na mieszkanie, wymianę dowodu, cokolwiek. Nie masz gdzie mieszkać -> nie znajdziesz pracy. Nie masz dowodu -> nie znajdziesz ani pracy, ani mieszkania.
Jeden z najbardziej przerażających elementów polskiej rzeczywistości.

Po drugie... Czas wyprowadzki zbliża się nieubłaganie.
Od dłuższego już czasu coś przeczuwaliśmy, ale teraz już mamy pewność, że trzeba szykować kartony, worki i strecz. Niestety nasze mieszkanko idzie na sprzedaż... A nas nie stać na jego wykupienie. Ba! Nie mamy nawet zdolności kredytowej.
W sobotę idziemy oglądać pierwsze lokum. Oby spełniło kryteria, które dla nas są priorytetami...
Bo ostatnio niestety posucha na rynku nieruchomości w cenie poniżej 1300zł miesięcznie, gdzie na dzień dobry nie trzeba włożyć kilku tysięcy w remont. Jeszcze remont sponsorowany przez właściciela może być. Ale ludzie nie lubią wkładać kasy w mieszkanie, gdzie sami nie przebywają.
Nie podoba mi się wizja bycia bez mieszkanka. Albo mieszkania w norze bez perspektyw.
Domek jest najważniejszy <3

Smutno mi troszkę. Nawet więcej, niż troszkę.
Mieszka się tu świetnie, czujemy się niemal jak u siebie. Przyzwyczaiłam się. Bardzo się przyzwyczaiłam...

Ale to przecież marzec. W marcu jak w garncu, nie tylko pod względem pogodowym.
A jeszcze trzeba zrobić przegląd samochodu, ubezpieczyć go... i wypadałoby naprawić. I wszystko w marcu. Jak zawsze marzec lubi kopać po tyłkach. Podobnie jak listopad.


A tak z milszych informacji - moje ciało odzyskuje dawne kształty. Zrzuciłam od listopada 8kg. Jeszcze "tylko" 40... ;)))
No ale bez parcia. Powoli, spokojnie, konsekwentnie i zdrowo.
Nie ma się co spieszyć, nikt mnie nie goni :)
Ale płaski brzuszek cieszy ;P