wtorek, 9 lutego 2016



Błędne koło

Wkraczam na niebezpieczny teren.
Marzy mi się.

Marzy mi się wielki, wygodny fotel, w którym mogłabym się zatopić wraz z moimi wyszywankami, szydełkowaniami i książeczkami. Taki, żebym mogła wyprostować nóżki na podnóżku, zwinąć się w pozycji optymalnej, czyli po turecku (zawsze, ale to zawsze, siadam po turecku), ewentualnie móc nonszalancko przerzucić nogi przez oparcie.
Ale taki fotel nie zmieści się w naszym pokoju.

No to marzy mi się bardziej ustawny domek. Najlepiej z tarasem i ogródkiem. Coby przed fotelem rozciągał się śliczny widok za oknem.

Jak już szaleć to szaleć. Większy domek. To i więcej akwariów. W każdym pokoju inne.
Malawi, tanganika, czarne wody.
Dużo rybków.
A jeszcze lepiej atrapa strumienia biegnąca przez całe mieszkanie...

Duży dom nie może być pusty. No to dużo dzieciów. Trójka to optimum.

Dużo dzieciów to większy samochód.

Jak już nowy samochód to i rodzinne wakacje.

Jak wakacje to tylko wymarzone. Może w domku na wsi? A może w naszym domku na wsi?
Gdzie byłyby koniki i krówka. I kurczaki. I swojskie posiłki ze swojej marchewy, jajek, mleka...

Zapętlam się. Im więcej marzę, tym więcej chcę.
A tyle uczyłam się niczego nie chcieć, niczego nie oczekiwać...
Ale pomarzyć jest miło. Bardzo.


Nasze akwarium. Tą wysepkę zieleni na środku nazywamy Central Park ;) Zdjęcie sprzed ponad tygodnia... Dzisiaj jest duuuużo więcej zielska. Ale jakoś nie chce mi się latać z aparatem, więc musi wystarczyć średnio aktualne zdjęcie ;)