środa, 3 lutego 2016



Coś się kończy, coś się zaczyna...


No to koniec chemii.
Nie wybuchły fajerwerki, świat się nawet na sekundę nie zatrzymał.
W głowie telepie się niechciana myśl, że to niemożliwe. Że jak to, już?
Czekam na skierowanie na tomografię...
Po niej okaże się, czy gada znokautowałam, czy czeka mnie dogrywka na radioterapii.
Ale cieszę się jak dziecko!
W ciągu najbliższych dwóch miesięcy na pewno nie wyląduje w szpitalu, hopsa! :D
Póki co mam wolne od rzygania i srania, od zwijania się i przesypiania dni.
Nawet jeśli będzie to tylko kilka tygodni przerwy w leczeniu to... WARTOOO! :D