poniedziałek, 1 lutego 2016



Wiosnaaa!


Zostałam wyciągnięta do sklepu. Na zakupy w sensie.
Bez użycia samochodu czy autobusu.
Wróciliśmy, ja zmaltretowana jak po maratonie, ale... pysk uśmiechał mi się już przez cały wieczór!
Wiosna. Tak, to ona. Sieje już w powietrzu woń budzących się do życia drzew i kwiatów. Muska twarz oddechem mżawki. I ciepłym wiatrem otula twarz.
To ona, wierzcie mi, to ona!
Bociany potwierdzają, ciekawsko latając nad naszymi głowami.

Spanie nie wychodzi, gdy po głowie pierdyliard myśli drepta.
Tup tup tup.
Tup tup tup.
Tup tup tup.
I nie do końca jestem pewna, czy chcę spać.
W środę do szpitala... z rurkami podpiętymi do moich biednych, zmaltretowanych żyłek wyśpię się za wsze czasy.
A póki co tak bardzo chciałabym do cna wykorzystać ten piękny, bezchemiczny czas.

Drogą znajomościową zdobyliśmy większe akwarium.
Gdy Kawaler nie patrzy przenoszę ślimaki ze starego zbiornika do nowego.
Nie potrafię tak po prostu pozwolić im umrzeć w ściekach.
Ślimaki też mają prawo żyć, o!
Nawet mimo tego, że Kawaler nie lubi ślimaków w akwarium,