czwartek, 14 stycznia 2016



Dieta-CUD

Wchodzę do kuchni celem zakoszenia z szafki czipsów lub ptasiego mleczka.
Staję na chwilę przy akwarium.
Karmię rybki.
Wracam do łóżka. Bez łupu.
I tak za każdym razem ;)))


Rybki polecane są przez psychologów. Wiecie, terapia kolorem i dźwiękiem (szszszszsz wody).
Niby odstresowują.
Aha, Jasne.
Spróbuj podmienić wodę.
Jakiś danio-samobójca wpłynął mi z premedytacją do wężyka i... utknął.
Po chwili paniki dmuchnęłam w drugą stronę węza i rybka wyleciała do akwarium.
Przeżyła. Ja ledwo.
Ciśnienie pińc tysięcy na tysiąc łosiemset.

A Gacek poluje na kolację.


Kawaler dalej na delegacji.
Tatusiek w szpitalu.
No to z Mamuśką jesteśmy słomiane wdowy.
Mało wesoły początek roku, a pfr.

A w ogóle to zastanawiam się, czy po poście pt. "już nie mam aliena!" dalej będziecie mnie czytać.
Hm hm hmmm...