niedziela, 31 stycznia 2016

Jednorożce istnieją, o!


Hopsam sobie radośnie po tej jaśniejszej stronie życia.
Jakiś ciepły wiatr zapowiedział wiosnę.  Nawet bociana już widziałam!
Dobrze mi i niedobrze za razem.
Dziwnie zachłanna i łapczywa się zrobiłam. Chcę. Wszystkiego. Teraz. Tu.
Frustracja łamie moje ego. Rzeczywistość miażdży wyimaginowane scenariusze.
Otulam się szczelniej wizjami z wybujałej wyobraźni.
Was też tak boli powrót do rzeczywistości?
Ale hasam dalej po zielonej łące. Patrzę, jak jednorożec skubie jadeitową trawę.
W tle szumi las i szemrze cicho rzeka.
O jak mi dobrze, dobrze jak mi tu!
Ale wiosna już blisko.
Nie mogę się doczekać.
I tak, w końcu pójdę na ten cholerny basen.
Tylko jeszcze chwilę pogapię się na jednorożca.

czwartek, 28 stycznia 2016

środa, 27 stycznia 2016

Zasmakować znów życia


Jak pięknie jest wstać rano.
Ogarnąć się, wziąć prysznic, posprzątać w mieszkaniu, ugotować obiad, oporządzić zwierzynę domową...
Bez bólu, bez leków, bez liczenia dni.
Jak cudownie budzić się bez odliczania, że jutro, za trzy dni, tydzień czy dwa trzeba jechać do szpitala.
Jak nieprawdopodobnie wspaniałe jest żyć sobie powoli życiem zwykłego Kowalskiego, bez pośpiechu, panicznego łapania chwil, okazji i możliwości.
Jak miło było zwolnić. A nawet się zatrzymać w Nigdzie i Wszędzie, w Tu i Teraz. Bez raka, choroby, świadomości przemijania.
Jak pięknie było. Cały miesiąc.
Ale już w poniedziałek wracam do swojej raczej rzeczywistości. Z rzyganiem, mdłościami, spalonymi żyłami i strachem przed niespełnieniem marzeń.
W alienowie codziennie po trochu umiera to, co czyni życie na wskroś niesamowitym.
Spokój, równowaga, brak strachu przed bólem.
A dzisiaj była nasza, moja i Kawalerzasta, druga rocznica.
W swawoli wolności i pogody ducha o niej zapomnieliśmy.
To chyba znaczy, że się nam udało spędzić ten dzień w sposób najpiękniejszy. Czyli normalnie.
Jak Nowak z Nowakową.
W cieple, poczuciu bezpieczeństwa i ogólnej beztrosce.
Jak mi brakowało tej zwykłej, cholernej beztroski.
Dziękuję losowi za przypomnienie mi, o co walczę.
O zwykłą, szarą rzeczywistość.
Jestem tak szczęśliwa, że aż mnie rozpiera.
Pęknę z nadmiaru zwyczajności.
Tak wspaniale było poczuć się szarą myszką.
W polu.
Wielkim polu pełnym smakowitych ziarenek.
Dzisiaj po raz pierwszy od trzech dni pomyślałam o tym, że jestem chora.
I wiecie co?
Uznałam to za wybitnie śmieszny żart.
Tyle, że już nieco pezebrzmiały.
Ot, suchar. Po półtora roku w trybikach tej machiny serio przestało mnie już to śmieszyć.
Chociaż. Hm.
No może jeszcze gdzieśtam w kąciku sarkastycznie wygiętych warg błądzi jakieś rozbawienie.
Ja i rak? Hehe, dobre sobie.
Ech. Urlop od bycia twardą s(zt)uką zakończony.
I jak każdy urlop pozostawił po sobie niedosyt.
Powinni mi za to płacić, kurwa.

sobota, 23 stycznia 2016

Tam dom Twój, gdzie zwierzę Twoje!


Nie wyobrażam sobie domu bez zwierząt.
Siedzę cały dzień z kotami, gadamy ze sobą:
- Mrrr!
- No co byś chciała?
- Mrrrrry!
- Że amciu?
- Mr!

Gacek sobie przyjdzie pougniatać mój brzusio. Ciemka zaśnie przyssana do mojej ręki.
Ja sobie leżę i myślę.
Kim są ludzie, którzy nienawidzą zwierząt?
Kim są ludzie, którzy je katują, głodzą, wyrzucają z domu?
Kim są ci wszyscy ludzie, którzy potrafią skrzywdzić obce zwierzę?
Czy ci ludzie są jeszcze ludźmi?

Jak można siedzieć samemu cały dzień i nie gadać z nikim?
Jak można wracać do domu, w którym nikt cię nie wita?
Jak można żyć bez tej świadomości, że one cię kochają.
Zawsze, wszędzie i bez wymówek.
Ot tak, po prostu.
I jak można nie kochać ich, gdy w tych małych, paciorkowych oczkach, zdajesz się być królem, bogiem, najbliższym przyjacielem?
Jak można nie odwzajemniać tak czystego, pięknego uczucia?

Tak wiele możemy się od nich nauczyć.
Wystarczy tylko uchylić im furtkę.
Drzwi.
Lub chociaż okienko w piwnicy.

wtorek, 19 stycznia 2016

Dualizm stosowany


Nie wiem, za co mam się wziąć. Cierpię na nadmiar chęci, średni zapas sił i kompletny niedobór wystarczającej ilości czasu. Brzmi śmiesznie jak na osobę, która nie pracuje, ale... jednak!
Mam ochotę ugotować coś smacznego.
Pogapić się bezwiednie na akwarium.
Podziabać troszkę kolczyków.
Wydziergać kilka bransoletek.
Wyszyć kilkaset krzyżyków.
A na dodatek okropnie chce mi się spać.

W naszym akwarium zapanowała ospa.
Tak, za mało chorób jeszcze w naszej rodzince, za mało.

A z pozytywów:
Mały Fasolek wyszedł z Agusiobrzusia! Pysk mi się śmieje od samego rana! :)))

poniedziałek, 18 stycznia 2016

Jak ma się psuć to dlaczego by nie hurtowo?


Tata dalej w szpitalu.
Mama w domu sama z gorączką, dwoma psami i dwoma kotami. I jakimś wirusem zapewne.
Ja w domu już nie sama, ale z wykluwającym się zapaleniem oskrzeli, katarem i stanem podgorączkowym.
Do tego Kawaler wczoraj wrócił w nocy, a już rano jechaliśmy z nim na pogotowie. Przygarnął opiłek do swojego oka, taki był dobry!
Teraz ledwo patrzy na oczy. Bo chodził z nim od czwartku i się zrobiło zapalenie czegośtam... Głupek, idiota, ciula, debil, wariat, nieodpowiedzialny gówniarz.
Ale i tak... No.
<3
Jak ja za nim teskniłam!
Wtulam się w kształt jego zapachu. Patrzę jak śpi.
Ciekawe czy zdaje sobie sprawę, że jak go swędzi nos przez sen to jestem to tylko ja.
Miziam kropka.
Pieprzyk na czubku jego nosa.
Bo tak naprawdę to ja przygarnęłam tylko kropka. A Krzysia dodali mi w zestawie (głośno i dużo mówiącym).
A po zakupach, na parkingu pod marketem, zaczepił nas koleś o coś do jedzenia. Zwykle dajemy mu paczkę sera czy bułki. Czy wszystko, czego bierzemy 'na zapas'.
Ale dzisiaj to my do apteki...
Krzyś i tak dał mu trochę drobniaków.
A w dzień finału WOŚPu zjezdził pół miasta, żeby znaleźć kogoś z puszką.
Gdzie ja dorwałam tak wrażliwego faceta?
Potrafi dzielić się nawet wtedy, gdy w sumie nie ma czym.
Oficjalnie ogłaszam, iż przez niespełna półtora miesiąca alien zdefraudował ponad tysiąc złotych. Na leki.
KURWA.

piątek, 15 stycznia 2016

Ortodoksyjna czy rozważna?

Znacie mnie już troszkę. Wiecie, że jak się uprę to znajdę wszystko. A co najgorsze - zapamiętam to na dłuuugie, długie lata.
I tak powrót do akwarystyki odkopał mi w umyśle całą wiedzę zdobytą lata temu.
Łażę po grupach na fb i... włos mi się na głowie jeży.
Dlatego dzisiaj post umoralniający, ha!


Wyobraźcie sobie świat, gdzie koty, psy, gryzonie domowe nie są specjalnie dobrze znane. Ot, ktośtam ma, ale w sumie niewiele o tym wiesz.

Idziesz do sklepu zoologicznego i widzisz malutkie, słodkie stworzonko. Patrzysz - siedzi w szklanym zbiorniku, ma tam jakąś miseczkę z zieleniną. Zwie się dziwnie. "Królik". No nic. Kupujesz akwarium, takie małe, bo przecież zwierzaczek też mały, zapas marchewek, poidełko. W domu wrzucasz zwierzaka do akwarium, dajesz mu żryć. I się cieszysz.
Zwierzak rośnie. Ledwo już się mieści w akwarium. I bardzo lubi z niego wyskakiwać. Więc przykrywasz zbiornik szczelnie szybą. Zwierzaczek pada. Dziwisz się. Ale się nie przejmujesz. Przecież to tylko głupi ssak!

Absurdalne, nie? Ale posłuchajcie drugiej wersji.

Idziesz do sklepu zoologicznego i widzisz malutkie, słodkie stworzonko. Patrzysz - pływa w wodzie w szklanej kuli, karmią go jakimiś płatkami. Zwie się dziwnie. "Welonka". No nic. Kupujesz kulę szklaną, bo przecież rybka mała, zapas jedzenia. W domu ustawiasz zwierzaka na parapecie, dajesz mu żryć. I się cieszysz.
Rybka rośnie. Ledwo już się mieści w kuli. I bardzo lubi z niej wyskakiwać. Więc przykrywasz szczelnie pojemnik. Rybka pada. Dziwisz się. Ale się nie przejmujesz. Przecież to tylko głupa ryba!

Już nie brzmi tak nieznajomo? ;)
Welonki zwykle trzymane są w szklanych kulach. Bojowniki to rybki często sprzedawane w kubeczkach. Tak, w kubeczkach, takich jednorazowych do kawy czy herbaty.
To, że siedzi w tym kubku w sklepie nie znaczy, że może żyć w kubku albo w szklanej kuli (która nadaje się tylko do... posadzenia w niej orchidei).
Psy i koty w sklepie też często siedzą w klatkach czy akwariach... ale (mam nadzieję!) nikt nie wpadł na pomysł trzymania ich w domu w takich warunkach.
W niewielu sklepach zoologicznych ostrzegają przed rybami, które rosną duże. A nawet ogromne.
Piranie czarne, sumy, część zbrojników (w tym zbrojnik lamparci sprzedawany często jako "glonojad" - dorasta do 50cm!), gurami, brzanki rekinie, węgorek, niszczuka, welony, bocja wspaniała - wszystko w sklepie będzie malutkie, ale w domu... no cóż.
Welonki, popularne w sklepach "złote rybki" osiągają rozmiar... karpia.
Trzymane w za małym litrażu i nieodpowiednio karmione prędzej czy później odejdą do świata wiecznie żywej ochotki.

Wracasz do sklepu i żalisz się, że stworek ci padł. Dowiadujesz się, że miał za mały domek i do tego musi mieć czym oddychać! Wspaniałomyślnie kupujesz akwarium 25l! Ale spodobał Ci się też inny zwierzaczek. Młody osobnik, ma krótsze uszka ale dłuższy ogonek i jest przesłodki! Kupujesz, chociaż nic o nim nie wiesz. Zwie się "kotek". Ale co tam, niech będzie!
W domu robisz wielką przeprowadzkę, wsadzasz stworka do akwarium. Okropnie drze ryja. I nie chce jeść ani sałaty ani marchewek. Nie rośnie, I strasznie śmierdzi z akwarium. Kotek pada. Nie wiesz czemu. Jesteś w szoku!
Ale to tylko głupi ssak! Kupię nowego!

Wersja rybia.

Wracasz do sklepu i żalisz się, że stworek ci padł. Dowiadujesz się, że miał za małe akwarium i do tego musi mieć czym oddychać! Wspaniałomyślnie kupujesz akwarium, aż 25l! Kupujesz też napowietrzacz. Ale spodobał Ci się też inny zwierzaczek. Młody osobnik, ma inny kolor, śliczny ogonek i jest przesłodki! Kupujesz, chociaż nic o nim nie wiesz. Zwie się "bojownik". Ale co tam, niech będzie!
W domu robisz wielką przeprowadzkę, wsadzasz stworka do akwarium. Cierpi w ciszy. Nie chce jeść poprzednich płatków. Nie rośnie. I strasznie śmierdzi z akwarium. Bojownik pada. Nie wiesz czemu. Jesteś w szoku!
Ale to tylko głupia ryba! Kupię nową!

Rybki dzielą się też na roślinożerne, wszystkożerne i... drapieżniki.

Wracasz do sklepu i się żalisz, że kotek ci zdechł. Kupujesz nowego. No i oczywiście widzisz coś pięknego! Małe, ruchliwe, z długim łysym ogonkiem! CUUUDO! Bierzesz parkę. Koniecznie chcesz samca i samiczkę. Zwą się "szczurki". Wrzucasz wszystko do akwarium. Kotek wyraźnie interesuje się szczurkami. Jednego zagryza. Lecisz do sklepu po kolejnego. Nieco większego, żeby kot nie zjadł. Dorzucasz do akwarium, Dowiadujesz się też, że u zwierzaków trzeba częściej sprzątać, bo amoniak w dużym stężeniu jest trujący. No to sprzątasz raz na tydzień. Kotki też podobno jedzą coś innego niż króliki. Ale szczurki mogą jeść to, co koty.
Masz kilka miesięcy spokoju. Szczurki wyraźnie chowają się po kątach, ale kotek rośnie jak na drożdżach. No nic. Potrzebne większe akwarium! Kupujesz większe akwarium.

Wracasz do sklepu i się żalisz, że bojownik zdechł. Kupujesz nowego. No i oczywiście widzisz coś pięknego! Małe, ruchliwe, z długim, kolorowym ogonkiem! CUUUDO! Bierzesz parkę. Koniecznie chcesz samca i samiczkę. Zwą się "gupiki". Wrzucasz wszystko do akwarium. Bojownik wyraźnie interesuje się gupikami. Jednego zagryza. Lecisz do sklepu po kolejnego. Nieco większego, żeby bojownik go nie zjadł. Dorzucasz do akwarium, Dowiadujesz się też, że u zwierzaków trzeba częściej sprzątać, bo amoniak w dużym stężeniu jest trujący. No to sprzątasz raz na tydzień. Bojowniki też podobno jedzą coś innego niż welony. Ale gupiki mogą jeść to, co bojowniki.
Masz kilka miesięcy spokoju. Gupiki wyraźnie chowają się po kątach, ale bojownik rośnie jak na drożdżach. No nic. Potrzebne drugie akwarium, bo gupiki cierpią! Kupujesz większe akwarium.

Nawet jeśli wydaje Ci się, że akwarium jest duże to nie znaczy, że jest wystarczająco duże. 
Gupiki to bardzo odporne stworki. Polecane początkującym. Ale też nie nadają się do szklanej kuli.
A co do filtra... Nawet jeśli go posiadasz to i tak nie jesteś zwolniony z podmianek wody ;) Raz na tydzień 10% to minimum. Z czasem można opanować równowagę na tyle, że podmiany są zbędne... Ale dno odmulić i tak trzeba raz na jakiś czas, przykro mi. Nie wymyślono jeszcze perpetuum mobile.

Pewnego dnia patrzysz do akwarium i co widzisz? Małe szczurki!!! Cieszysz się jak dziecko!
Kotek próbuje zjadać małe szczurki. Za karę wypuszczasz go na wolność. Średnio obchodzi cię to, że ginie pod kołami samochodu. Ale jak będzie miał szczęście to może tam żyć na dworze wiele lat.
To ciągle tylko głupie ssaki.
Szczurki przekładasz do większego akwarium. Masz dużo szczurków i się cieszysz!

Pewnego dnia patrzysz do akwarium i co widzisz? Małe gupiki!!! Cieszysz się jak dziecko!
Bojownik próbuje zjadać małe gupiki. Za karę wypuszczasz go na wolność. Średnio obchodzi cię to, że ginie od zanieczyszczeń w przydomowym stawie. Ale jak będzie miał szczęście to może tam trochę pożyć.
To ciągle tylko głupie rybki.
Gupiki przekładasz do większego akwarium. Masz dużo gupików i się cieszysz!

Gupiki rozmnażają się jak wściekłe. Ale to, że się rozmnażają wcale nie znaczy, że jest im dobrze.
Ludzie mieszkający na 10m2 też się rozmnażają. Ale czy są szczęśliwi?

Masz dużo szczurków i nie wiesz, co robić. Część z nich jest kalekami. W internecie piszą, że to chów wsobny. Nie wpadłeś na to!
W sklepie na szczury polecają ci pieska. Jest śliczny, kudłaty, a wyhodowany został do polowań na szczury. Za duży nie urośnie, więc sądzisz, że dorosłe osobniki będą bezpieczne.
Wrzucasz go do akwarium ze szczurkami.
Pies zagryza wszystkie szczurki. Wkurzasz się, ale "problem z głowy!". Myślisz "ma zapas jedzenia na dwa tygodnie", więc go nie karmisz. On systematycznie zżera wszystkie ciała szczurków. Po czym sam pada. Wkurzyłeś się, idziesz do weterynarza. Stwierdza zatrucie.

Masz dużo gupików i nie wiesz, co robić. Część z nich jest kalekami. W internecie piszą, że to chów wsobny. Nie wpadłeś na to!
W sklepie na gupiki polecają ci skalara. Jest śliczny, a żywi się narybkiem. Za duży nie urośnie, więc sądzisz, że dorosłe osobniki będą bezpieczne.
Wrzucasz go do akwarium z gupikami.
Skalar zagryza wszystkie gupiki. Wkurzasz się, ale "problem z głowy!". Myślisz "ma zapas jedzenia na dwa tygodnie", więc go nie karmisz. On systematycznie zżera wszystkie ciała gupików. W każdym bądź razie one gdzieś znikają. Po czym sam pada. Wkurzyłeś się, idziesz do weterynarza. Stwierdza zatrucie związkami azotu.

Rybki pochodzące z jednego sklepu prawdopodobnie będą ze sobą spokrewnione.
Rozkładające się szczątki ryb i roślin powodują wzrost NO2 w zbiorniku. A to jest zabójcze dla ryb. Dlatego nie warto ich przekarmiać. I należy porządnie akwarium obsadzić roślinami. One pochłaniają te niebezpieczne związki.
A każdą martwą rybę trzeba NATYCHNMIAST usunąć!

Masz duże, puste akwarium. Nie sprawdziły się ani króliki, ani kotki, ani szczurki, ani pieski. 
Na allegro widzisz konika.
Postanawiasz go sobie kupić. Jest duży. No ale pieski też bywają duże!
Kupujesz naprawdę wielkie akwarium.
Nie popełniasz już błędów w żywieniu, sprzątasz regularnie.
Chwalisz się na facebooku swoim zwierzątkiem. Ochrzaniają cię, że trzymasz konia w domu. Olewasz. Nie znają się. Przecież zwierzę żyje, więc wszystko ok!
Jednak, gdy dorasta nie wiesz, co robić. Oddajesz do zoo.
Jak tu mam hodować zwierze, które ma dwa metry?!

Masz duże, puste akwarium. Nie sprawdziły się ani welonki, ani bojowniki, ani gupiki, ani skalary. 
Na allegro widzisz niszczukę.
Postanawiasz ją sobie kupić. Jest duża. No ale skalary też bywają duże!
Kupujesz naprawdę wielkie akwarium.
Nie popełniasz już błędów w żywieniu, sprzątasz regularnie.
Chwalisz się na facebooku swoim zwierzątkiem. Ochrzaniają cię, że trzymasz niszczukę w domu. Olewasz. Nie znają się. Przecież zwierzę żyje, więc wszystko ok!
Jednak, gdy dorasta nie wiesz, co robić. Oddajesz do zoo.
Jak tu mam hodować rybę, które ma trzy i pół metra?!

Na aukcjach internetowych bywa jak z ruskimi na targu - kupujesz psa a dostajesz niedźwiedzia.

Postanawiasz iść w drugą stronę. W zoologicznym kupujesz papużki faliste. Montujesz im na dworze wielką wolierę. Przynosisz ze sklepu, wypuszczasz na dwór. Jest zima. Padają po dwóch dniach.
CO JA ROBIĘ NIE TAK?!

Postanawiasz iść w drugą stronę. W zoologicznym kupujesz aksolotla. Montujesz mu wspaniałe akwarium. Przynosisz ze sklepu, wypuszczasz do wody. Jest lato, upał. Pada po dwóch dniach.
CO JA ROBIĘ NIE TAK?!

Żadne zwierzę nie lubi szybkich zmian warunków! A do tego aksolotle są zimnolubne. Bez systemu chłodzenia wody ani rusz.
Jak kupisz rybki to nie wpuszczaj ich od razu do wody. Wsadź woreczek do akwarium, niech wyrówna się chociaż temperatura...

A teraz powiedźcie mi, czemu czerwone fragmenty czyta się tak dziwnie, zaś niebieskie zdają się niemal normalne? Czy mamy prawo posiadać zwierzęta, o których nic nie wiemy?
Wydaje nam się, że woda to woda, a rybki to rybki. Jednak woda ma różne właściwości, może mieć różną twardość, inne pH, inne stężenie pierwiastków, inną temperaturę.
Jeśli nie znasz wymagań zwierzęcia to go NIE KUPUJ!

Nie chodzi mi o to, aby w akwariach stwarzać warunki idealnie odwzorowane z natury. Przecież kotu też nie robimy lasu w pokoju, a królikom nie urządzamy leśnej polany. Chodzi o to, aby MIEĆ ŚWIADOMOŚĆ czego zwierzak może od nas wymagać.
Nikt nie sądzi, że pies czy kot nie będzie się załatwiał. I po nich sprzątamy. Więc dlaczego sądzimy, że rybki niczego nie wydalają i akwarium nie wymaga niczyjej uwagi?
Każdy wie, że psy i koty (i szczury też) wychowane razem od małego nie robią sobie krzywdy. Ale spróbujcie przyprowadzić kotu do domu psa. Albo szczura. Obcego, kiedy nigdy nie widział takiego stworzenia na oczy. Powodzenia.
Więc dlaczego na chybił-trafił dobieramy obsady akwariów?

Jeżeli potraficie siedzieć w sklepie odzieżowym i pstrykać sobie fotki w lustrze, żeby wysłać je na facebooka, to dlaczego nie potraficie uruchomić wujka google i zwyczajnie przeczytać, co jest grane?

A w ogóle - CZYTANIE NIE BOLI ;)

czwartek, 14 stycznia 2016

Dieta-CUD

Wchodzę do kuchni celem zakoszenia z szafki czipsów lub ptasiego mleczka.
Staję na chwilę przy akwarium.
Karmię rybki.
Wracam do łóżka. Bez łupu.
I tak za każdym razem ;)))


Rybki polecane są przez psychologów. Wiecie, terapia kolorem i dźwiękiem (szszszszsz wody).
Niby odstresowują.
Aha, Jasne.
Spróbuj podmienić wodę.
Jakiś danio-samobójca wpłynął mi z premedytacją do wężyka i... utknął.
Po chwili paniki dmuchnęłam w drugą stronę węza i rybka wyleciała do akwarium.
Przeżyła. Ja ledwo.
Ciśnienie pińc tysięcy na tysiąc łosiemset.

A Gacek poluje na kolację.


Kawaler dalej na delegacji.
Tatusiek w szpitalu.
No to z Mamuśką jesteśmy słomiane wdowy.
Mało wesoły początek roku, a pfr.

A w ogóle to zastanawiam się, czy po poście pt. "już nie mam aliena!" dalej będziecie mnie czytać.
Hm hm hmmm...

wtorek, 12 stycznia 2016

Kopytkiem

NibyMąż wziął i wyjechał mi na delegację.
Wstaję rano, szukam go wzrokiem. Następnie nasłuchuję, gdzie może być.
Odpowiada mi cisza. złowroga, obca i siejąca osamotnienie.
Tak jest niby codziennie, za każdym razem, gdy Kawaler wędruje do pracy. Jednak dzisiaj wiem, że nie wróci ani dzisiaj, ani jutro, a dopiero gdzieś za tydzień.
Lenistwo, które zamierzam uprawiać pod jego nieobecność, ma strasznie wysoką cenę.


Blog został chwilowo odstawiony od głosu.
Bo kojarzy się jak diabli z moim choróbskiem.
A ja od usunięcia portu żyję jak królowa, wolna od skojarzeń rakowych, wolna od myśli rakowych, wolna od jebanego choróbska chociaż w swoim umyśle.
Nie oglądam telewizji, nie słucham radia, nie bywam na facebooku, nie rozmawiam z obcymi.
Czuję się jak po SPA. Wyluzowana. Odstresowana. Zregenerowana.
Wystarczyło na kilka dni wyrzucić z głowy wyraz "rak". Odciągnąć uwagę.
Zwiększyć dystans.
I już czuję się zdrowa. Zdrowa jak ryba.
Zdrowa, jak rybki w naszym nowym akwarium <3

Tak, mamy akwarium :)
Kocham olx, a szczególnie ogłoszenia w typie "oddam" bądź "zamienię" (na paczkę fajek, czekoladę, kawę lub czteropak piwa).
Z pomocą olx zdobyliśmy nasze szklane cudo wraz z obsadą zwierzątkowo-roślinną.
W czwartek przywieźliśmy ustrojstwo aż zza Rybnika. Łatwo nie było.
Kawaler wściekał się wraz z każdym głośniejszym "chlup!" dobiegającym z tylnego siedzenia. Więc jechał 40km/h. Co wściekało go jeszcze bardziej :D
Zainstalowaliśmy paskudztwo w kuchni.
Dzień później się babraliśmy w wodzie.
Dwa dni później również, ale już na poziomie hardcore (sadzenie roślinek, gdy pod warstwą żwiru ukryta jest ziemia to masakra in progress). Mieliśmy spuszczanie całej wody ze zbiornika, płukanie żwiru, przesiewanie żwiru aby podzielić go według grubości, wypłukiwanie piasku, układanie piasku, sadzenie roślinek, odławianie rybek, wypuszczanie rybek, testy jakości wody. Cuda na kiju normalnie.
W niedzielę skarmianie robaczkami naszych nowych domowników.
Wczoraj kilkugodzinne wlepianie oczków w śliczny pejzażyk podwodny. Kilkugodzinne wlepianie się.

Odnalazłam kolejne swoje powołanie.
Mogłabym spokojnie pracować w sklepie zoologicznym. Z moim zamiłowaniem do czytania wszystkiego o wszystkim (ulubiona lektura? fora internetowe, instrukcje obsługi i etykiety produktów... :D), zapamiętywaniu zbyt wielu rzeczy na raz i szukaniu niebanalnych rozwiązań pewnie w ciągu miesiąca znałabym na pamięć asortyment, jego historię, sposoby jego używania bądź hodowli.
Problem jednak w tym, że niewiele bym sprzedała.
"Chce pan stadko molinezji? Yhym... To mam zapisać, że w przyszłym roku, jak ryby podrosną, to trzeba panu zamówić akwarium 200l?"
"O... Brzankę rekinią pan sobie życzy? Gdzie pan zmieści dwumetrowe akwarium?!"
"Neonki? No dobrze, a jakie ma pan pH wody? Mamy zakwaszacz instant do wody. I jej zmiękczacz również. Nie, dwóch panu nie sprzedam. Dziesięć to minimum. No dobra, osiem mogę dać..."
"Nie dam panu kiryska! Bierze pan gruby żwir, a one wymagają piaszczystego dna! Jednego też nie sprzedam. Trzy, Minimum."
"Gurami? Aha, a ta reszta rybek co pan chciał to na karmę dla nich?"
"Nie bierz panie tego odmulacza, chujowy jest. Kupi sobie pan dwa metry wężyka, na końcu zamontuje mały lejek i jazda, śmiga jak ta lala!"
Jak widzicie, wiele bym nie sprzedała ;)
Albo mogłabym pracować jako doradca do spraw akwarium słodkowodnych.
Łaziłabym po domach z teczką z testami na pH, Kg, Hg, NO2, NO3, Fe, Mg i CO2. Dobierałabym rybki i roślinki do parametrów wody. Zostawiała instrukcje co do sposobu dbania o zbiorniki. Za niewielką dopłatą mogłabym nawet rozmnażać rybki ;)

Yhym. Moja wielka, akwarystyczna pasja, wróciła z potrójną siłą.
Szkoda tylko, że akwarium mamy takie malutkie, jedynie 50l.
Marzy mi się takie z 200l, a może nawet i więcej...
Mogłabym się kąpać z rybkami <3 :D

czwartek, 7 stycznia 2016

Rozpieszczonam


Byłam dzisiaj w Poradni Chirurgicznej. Mieli zdjąć szwy, a zdjęli tylko, uwaga uwaga, jeden szewek. Powtorka 11 stycznia.

Przyznam sie Wam do czegoś.
Człowiek narzeka na tą cholerną onkologię, a jednak przywykłam...
Do usmiechu, ciepła i serdeczności tamtejszego personelu.
Trafiam do szpitala miejskiego i mam dość już na wejściu.
Lekarz mający głęboko w poważaniu wszystko i wszystkich. Zero uśmiechu, zero słoneczka w oczach.
Siedzę na kozetce i powtarzam w myślach nazwiska wszystkich wspaniałych lekarzy i pielęgniarek, których miałam szczęście poznać.
A wszystko po to, aby nie zwątpić.
W ludzi, w medycynę,  w SENS.
Dziękuję Wam, moi Drodzy (wiem, że mnie czytacie :)), z Leszczyńskiego i z Hospicjum żorskiego.
Dziękuję, że wyłamujecie się ze schematu polskiej służby zdrowia!

niedziela, 3 stycznia 2016

piątek, 1 stycznia 2016