sobota, 26 grudnia 2015



Pomaganie ma MOC!


Nie wspominalam Wam o wigilijnych przebojach...
No wiec zbieramy sie na kolację do rodzicow, Lucynka idzie pod prysznic. Stoję przed lustrem, a tu jak nie siknie ropą z portu!
Zrobila sie taka milimetrowa dziurka, Kawaler wpadł w panikę, jego Brat zbladł. Po telefonie do rodziców Mamuśka ma palpitacje serca, Tatusiek padł ciezko na fotel.
Jedziemy na pogotowie.
Ogląda mnie jeden lekarz, pachnący średnio przyjemnie. I daje skierowanie do szpitala na oddział chirurgiczny.
To idziem na izbę przyjęć. Po dlugiej chwili czekania na chirurga ten mi rzecze, że to dobrze, że ropa ucieka z organizmu. Dodał mi antybiotyków, przepisał jakieś tablety i psikacz na ranę i odesłał ze slowami "spokojnych świąt!".
Od tej pory ropa ciecze ze mnie niemal bez przerwy. I robi sie powoli druga dziura.
Na szczęście już w poniedziałek ląduje na onkologii.
Może teraz uznają, że jednak jest sens tego dziada usunąć?
Ale ja nie o tym chciałam.
Pisałam już, że przygarnęliśmy na Święta Brata Kawalera. Rozstał się z kobietą i wylądował w takich warunkach, że o ja pierdziu. Bez kasy, bez ubrań (poza tymi, co na grzbiecie miał), bez żarcia. No dosłownie wyrzuciła go z domu bez niczego.
No to sciagnelismy go do nas, nakarmilismy, zrobiliśmy mu zakupy, wyciagneliśmy z szafy ubrania Kawalera, w które ten już nie wchodzi. Spakowaliśmy jedzonko do słoików.
Pokazaliśmy, że da się z kazdej sytuacji jakoś wybrnąć.
Chlopaki są już w drodze powrotnej do lokum Brata (bo ciezko to mieszkaniem nazwac).
A ja siedzę dumna i szczesliwa.
W końcu mogliśmy jakoś pomóc. W końcu cos daliśmy, a nie dostaliśmy.
Może i nie mamy zbyt wiele, ale jaką radość daje dzielenie się tym, co się ma!
Serce moje ukojone. I spokojne.
I szczesliwie mi tak.
A usłyszeć od Mamy, że dobrze mnie wychowała i jest z nas dumna - bezcenne!  :)